Widmokrąg – Wojciech Kuczok

Po emocjach związanych z Gnojem (Paszport „Polityki” 2003, Nike 2004) zdawać by się mogło, że trudno będzie Wojciechowi Kuczokowi utrzymać się na tak wysokim literackim poziomie, jaki przecież sam sobie wyznaczył, ponieważ po wydaniu tak znakomitej i obsypanej nagrodami powieści zawsze istnieje słuszna obawa, że każda następna książka może być już tylko gorsza, że nic już nie będzie w stanie dosięgnąć jej oszałamiającego sukcesu. Tymczasem zbiór opowiadań Widmokrąg nie tylko nie przynosi rozczarowania, ale i utwierdza w przekonaniu o niezaprzeczalnie wielkim talencie autora.

Przede wszystkim jest to książka o kunsztownej i spójnej konstrukcji: pięć opowiadań przeplatanych czterema miniaturami – interludiami (termin ten zaczerpnięty z dramatu autor przenosi na grunt prozy). W warstwie treści rzuca się w oczy budowa łańcuszkowa, tzn. określone motywy (np. wolność, osamotnienie, tęsknota, niespełnienie, balansowanie w świecie żywych i zmarłych…) przewijają się w kolejno następujących opowiadaniach i w ten sposób dodatkowo spinają je w misterną całość.

Według słów samego Kuczoka widniejących na okładce książki „Widmokrąg to zmagania miłosne (…) przeżywane na tak różne sposoby”, w których „zaświaty biorą pod rękę świat rzeczywisty”. I tak jest w istocie, autor umiejętnie, rzec by można nawet – z wirtuozerią, przechodzi od realności do zagadkowej niesamowitości i szeroko rozpina tematykę swoich utworów. Mamy tu więc i osamotnioną, zmęczoną życiem staruszkę tęskniącą do zmarłego męża (Królowa żalu), zmagającego się z alkoholizmem psychoanalityka, swoistego lekarza dusz, który jednak sam ma te same problemy, co jego pacjenci (Doktor Haust), mamy matkę tęskniącą do syna, który nigdy nie istniał czy prowokacyjnie piękną zakonnicę odkrywającą swoją seksualność (interludia), chłopca zakochanego w Góralce (Cielęce Tańce) czy wreszcie dwoje ludzi (widm?) połączonych ogromną, pełną empatii miłością, zagubionych gdzieś na granicy między życiem a śmiercią (tytułowy Widmokrąg).

Kuczok doskonale i z wielkim wyczuciem wyciąga z lamusa i uwspółcześnia klasyczne motywy uświęcone w tradycji literackiej i pokazuje ich uniwersalność w XXI wieku; są to przede wszystkim motywy biblijne (np. powrót syna marnotrawnego w jednym z interludiów czy forma apokryfu i przewrotny tytuł w opowiadaniu Żebry Adama), ale także romantyczne (Doktor Haust nawiązuje do Fausta Goethe’go) czy młodopolskie (sielankowa chłopomania w Cielęcych Tańcach), a nawet specyficznie współczesne (tu znowu Cięlęce Tańce, których klimat i chłopski język zgrabnie korespondują z pełną biblijnych symboli poetycką powieścią Tadeusza Nowaka A jak królem, a jak katem będziesz.

Widmokrąg zachwyca wielością stylów, swoistą polifonicznością, wreszcie doskonale opanowanym i pełnym prostoty zarazem warsztatem pisarskim. W warstwie językowej często pojawia się ciekawa poetyzująca składnia z czasownikami na końcu: „(…)tylko jej zapach – okno zamykałem, żeby go nie wypuszczać, i włosy pojedyncze odnajdywałem (…)” (Widmokrąg) lub namacalna plastyczność i obrazowość powtórzeń np. w takiej oto perełce: „Włosy jej długie czarne, jej długie czarne włosy, czarne jej włosy długie zobaczyłem(…)” (Cielęce Tańce).

Każde z opowiadań z tego zbiorku ma własną atmosferę, każde jest na tyle wyraziste (zwłaszcza najdoskonalsze, moim zdaniem, tytułowy Widmokrąg i Cielęce Tańce), że mogłoby istnieć samodzielnie, ale to, co je wszystkie łączy, to szczególne postacie: pomyleńcy czasu, zagubieni ludzie, którzy jak widma błąkają się po własnej przeszłości, którzy mylą życie ze śmiercią tak jakby życie i śmierć stanowiły jedną ciągłość, jakby umrzeć znaczyło tyle, co zmienić stan skupienia jak zmienia go woda. Było się ciałem i duchem, potem już tylko duchem, ale nadal zachowuje się przyzwyczajenia z „epoki” ciała.

Widmokrąg to opowieści o miłości silniejszej niż śmierć. Widmokrąg to literatura przez duże „L”. Zadziwia już sam wybór tak pojemnej tematyki jak miłość i śmierć, a więc motywów, które wyeksploatowano już do granic możliwości, bo przecież wydaje się, że o miłości i śmierci napisano już wszystko, że już nic odkrywczego napisać się nie da. A jednak Kuczok nie popełnił literackiego samobójstwa, udowodnił jedynie, że jest rasowym pisarzem, który potrafi nie tylko obalać zastane mity (sielankowość dzieciństwa w Gnoju), ale i z gracją i swobodą poruszać się po tematach naczelnych i uniwersalnych w literaturze. Jedyne, co mnie osobiście razi, to dosyć tendencyjne i konserwatywne potraktowanie roli kobiety, którą charakteryzuje albo uroda (obiekt seksualny) albo autodestrukcyjna miłość do dziecka (matka) czy męża (żona), ale w obliczu tak wyśmienitej literacko uczty, jaką dała mi ta książka – mogę to autorowi wybaczyć…

Wojciech Kuczok Widmokrąg
Wydawnictwo: W.A.B.
wyd. I, Warszawa 2004
seria: …Archipelagi…
stron: 176
okładka: twarda
cena: 29,90 zł
książka dostarczona przez: W.A.B.

21 października 2004

Anna Alochno – Janas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *