Zwał – Sławomir Shuty

Sławomir Shuty (rocznik 1973) poza publikowaniem w „bruLionie”, „Lampie i Iskrze Bożej” i stałą współpracą z „Ha!artem” napisał tom opowiadań „Nowy wspaniały smak”, „Cukier w normie” i powieść „Bełkot”. Nie miałam przyjemności zapoznać się z nimi, ale po lekturze „Zwała” twórczość autora wydaje się intrygująca i jak dla mnie nadal nieodkryta.

Rzecz dzieje się w jednym z oddziałów Hamburger Banku. Pierwsza strona już uderza ironia autora, który tutaj jest pracownikiem banku, a całość dzieła ma kształt pamiętnika. Ów osobiste zapiski Mirka (imię poznajemy dopiero na setnej stronie) ociekają wulgarnością i nienawiścią do szefowej Basi(1). I od razu skojarzenie z książką „PL-BOY” Marcina Szczygielskiego, tyle, że zamiast Basi była Beta, a autor nie używał wulgaryzmów. Widocznie Shuty idąc szlakiem wytyczonym przez Masłowską uznał, że koniecznie trzeba pobić rekord wulgaryzmów na jednej stronie, żeby odzwierciedlić i nakreślić portret pokolenia. I zastanawiam się tylko czy autor otrzyma mandat od stróżów prawa za wulgarność.

Zakładając, że w literaturze szukasz, wzbogacenia języka, nie znajdziesz tego w „Zwale”. I chyba w żadnej współczesnej książce, bo nietrudno zauważyć, że mamy wysyp literatury pozbawionej pięknego języka. Inaczej mówiąc przy takich książkach intelektualizm jakiego poszukujemy zwykle w literaturze, jawi się tu jako pseudointelektualizm, a całość można uznać za pseudoliteraturę. Chcąc usłyszeć wulgaryzmy wystarczy wyjść na ulicę. Niedługo wchodząc do teatru usłyszę od dyrektorki na przywitanie: „Kurwa, zapierdalać na miejsca, bo się zaraz sztuka zacznie”.

Im dalej, tym więcej wulgaryzmów. Chwilami było to nawet 5 na stronie. Przestałam liczyć po wypowiedzi Gochy, która pracuje też w tym oddziale (2).

Na odpowiedź klienta, że nie ma długopisu, pracownik banku myśli: „Jak to nie ma długopisu? A co? Myśli, ze my tu mamy kopalnię długopisów? Nie ma długopisu, no patrzcie go, drobnego cwaniaka, jeszcze powie, że nigdzie tu nie jest napisane, żeby długopis nosić, bezczelny typ, niedorobione fiucisko, robić mu się nie chce, zdrowy, kurwa, dziad, a mi tu mówi: nie mam długopisu, no przecież to jest nienormalne, to on sobie myśli, że my tu będziemy o wszystkim pamiętać. O długopisie, o tym, o tamtym, a co on sobie myśli, że my tu nie pracujemy, tylko siedzimy sobie? Nie ma długopisu, to skandal”

Ale nie brakuje też refleksji: „Strach, moi drodzy, jest doświadczeniem wspólnym. Strach przemawia jednym językiem. Strach jednoczy w pozorną wspólnotę. Strach dobry przyjaciel strach” albo „Budzisz się pokryty wewnętrzną egzemą i łapiesz dobra nowinę wielkich radiostacji, do bólu powtarzających the very very best of”.

Między opisami z życia banku Mirek przeżywa wszystkie frustracje, jakie tylko można sobie wyobrazić. Towarzyszą mu duże ilości używek i seksu – czy tez jego braku, bo sądząc po wulgarności języka i fantazjach, ma niedobór. Zresztą ani słowa tam o miłości do kogokolwiek. Słowo „kocham” występuje tylko raz i to przy okazji wirtualnego seksu. W realnym świecie ten ów e-romans przeszyty e-seksem okazuje się niewypałem.

„Zwał” mimo ironii ukazuje cały system życia pracowników banku – od wciskania ludziom ofert (żeby dostać premię), ich opinie o klientach, sprawdzanie stanów konta sławnych ludzi, rekrutacje nowych pracowników, seks przez internet, szkolenia i integrację, do prywatnego życia, które stanowi konsekwencje mobbingu i otaczającej rzeczywistości.

Scena, która rozbawiła mnie do łez wymaga zacytowania. Być może to przez moje zamiłowanie do filmów z czasów PRLu. Czasy zupełnie inne, ale ludzie jacyś niereformowalni. Kiedyś w kolejce do mięsnego, dziś w kolejce do okienka bankowego (3).

Widzę „Zwała” jako adaptację filmową. Naprawdę to widzę. Oczywiście nie będzie to dzieło Wajdy czy innych Hoffmanów. Opisy życia prywatnego bohatera, niebieskie kolory, zawirowania, psychodeliczne efekty… Shuty, jako reżyser filmów undergroundowych, powinien przyczynić się do wzbogacenia kina niezależnego o taką pozycję.

Tak, jak w „PL-BOYu” przypominam autorstwa Szczygielskiego – bo cała książka jakoś mi się tak kojarzy, chyba przez tą Basię – i tutaj jest dość zaskakujące zakończenie. Szczerze mówiąc nawet nie brałam takiego pod uwagę. Z drugiej strony, jeśli bohater żyje w kręgu społecznym, wciśnięty gdzieś między krzesłem, a biurkiem, czując, że życie coraz bardziej zaciska mu pętlę na gardle, desperacja, jaka nim zawładnie na końcu nie jest czymś, czego nie można było przewidzieć. Jeśli więc Mirek jest społecznym desperatem (a jest!), a dzieło Shutego literackim eksperymentem (niewątpliwie!) pozycja ta zasługuje na uwagę, bo sprzeciwu młodego pokolenia nie można po prostu przemilczeć. Nawet, jeśli ocieka wulgarnością, arogancją i społecznym konsumpcjonizmem.

(1) „Wieżo z kości słoniowej, Basiu, zmiłuj się nad nami. Gwiazdo zaranna, Basiu, módl się za nami. Basiu, pocieszycielko strapionych, ucieczko grzesznych, wspomożenie wiernych, księżniczko ogólnie przytrzymanych, królowo męczenników, Basiu, módl się za nami, Basiu najmilsza, Basiu przedziwna, Basiu najśliczniejsza, Basiu dobrej rady, módl się za nami, królowo przytrutych salmonellą konsumentów, opiekunko zatrwożonych wysokością rachunków abonentów, pocieszycielko ofiar zatorów płatniczych, wspomożenie windykatorów, spraw, abyśmy stali się godnymi premii i zasłużyli na urlop w fikuśnej bieliźnie”.

(2) „Frajer, kurwa, dzwoni już dzisiaj trzeci raz i cały czas to samo. A ciąg się, znajduchu. Ja ci dam przelew. Jak ci przypierdolę, to przypierdolę, to będziesz miał wylew, nie przelew. No ja pierdolę odbieranie jego telefonów, kutasa jednego”.

(3)„ – Pan teraz wchodzi? Jak to pan? Przecież ja widziałam, że pan przyszedł za ta panią.
– Ja, proszę panią, stałem za tą panią.
– Ja widziałam, że ta pani stała za tym panem.
– Pani za kim stoi?
– Ja? Za ta panią.
– Ale przecież ta pani przyszła po tym panu.
– Dobrze, ta pani teraz wchodzi, potem ten pan, a potem…
– Teraz ja wchodzę.
– Jak pan wchodzi, jak pan jest po mnie?
– Ja jestem za tą panią.
– Przecież pan przyszedł po mnie.
– Ja nie wiem, ja wiem, że jestem za tą panią.
– No, jeżeli pan przyszedł po mnie, to znaczy, że ja wchodzę przed ta panią.
– Pani za kim wchodzi?
– A przed panią to jest?
– Ten pan.
– To proszę wejść po tym panu.
– Ja nie wejdę po tym panu, bo ten pan przyszedł po mnie.
– O, niech pan patrzy, jaki cham, niby, że się tylko przyszedł zapytać, a pół godziny siedział, ja też tak sobie wejdę.
– Proszę panią, ja byłem się wypisać
– Każdy jest się wypisać.
– Tak każdy się popisuje i nic więcej, co pan myśli, że co?”

autor: Sławomir Shuty
tytuł: Zwał
wydawnictwo: W.A.B, Warszawa 2004
ISBN: 83-7414-045-3
seria: … archipelagi…
stron: 245
format: 20 x 12 cm
okładka: twarda
cena: 29,90 zł
dostarczył: W.A.B – http://www.wab.com.pl

Patrycja Kierzkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *