Istota zła. O geniuszu Ala Pacino.

Szatan nigdy nie lubił kina, uważał bowiem że ten diabelski wynalazek sprowadza ludzi na zupełnie nie tą drogę… zresztą nie zawsze na tę samą. Kino pokazywało świat pełen możliwości, świat, który nigdy nie mógł zaistnieć. Ale co było robić, skoro szef był miłośnikiem kina i często zapraszał go na jakieś seanse… Niesmak potęgował fakt, że Bóg musiał doskonale o tym wiedzieć, że zapraszał go z przekory, tak jak sam to wszystko sobie z przekory wymyślił.

Te krótkie wypady do ludzkiego świata były jak obrzęd. Kufelek piwa, bądź lampka wina, jakiś specjał miejscowej kuchni, wymiana uwag na temat pogody… Wreszcie seans filmowy i obowiązkowy po nim spacer. Bóg odpoczywał zażywając najprostszych ludzkich przyjemności. Tak miało być i tym razem. Film miał być amerykański, nie wiedzieć czemu obejrzeć go mieli w jakimś polskim mieście…

Bóg zamówił flaki.
– Ten film – powiedział – powinien ci się spodobać.
– Przecież wiesz Panie, że nie lubię kina.
– Wiem diable. Ale ten film jest o tobie.
– Kolejna karykatura – pomyślał Szatan – Ten stary piernik… – jego myśl urwała się nagle na widok uniesionego Bożego palca.
– Wiem – powiedział Bóg z uśmiechem – Powinienem zrozumieć, że wszystko źle się toczy, że czas działać. Ale czy potrafisz uwierzyć, że i to przewidziałem?

Czy Szatan wierzył w Boga? Nie. On miał pewność jego istnienia. Wiara nie miała tu nic do rzeczy. Ale nie wiedzieć czemu, zawsze gdy Bóg łapał go na ten haczyk zastanawiał się, czy to wszystko ma jakiś sens… Czy ten plan zmierza do jakiegoś sensownego końca. Bóg który znał jego myśli uśmiechnął się przebiegle.
– Dlaczego nigdy nie zapytasz wprost?
– Zawsze pytam wprost – odparł w myślach Szatan i teraz obaj się uśmiechnęli.
– Zrozum, jeżeli zdradzę ci na czym polega mój plan wszystko diabli wezmą… – i teraz Bóg zaczął śmiać się tak głośno, że wszyscy ludzie wokół zaczęli na nich patrzeć – Piękną mamy dziś pogodę, prawda czarcie?
Rozmowa na poważne tematy była zakończona.

Film rzeczywiście był dobry. Przynajmniej zrezygnowano w nim z kopyt i rogów, na rzecz butów i garniturów szytych na miarę… Odór siarki, zamieniono na wykwintne perfumy, rogatą świtę na towarzystwo pięknych kobiet…

Wszystko byłoby w porządku, gdyby sam diabeł nie zajmował się tam tak prostackimi rzeczami…
– A nie mówiłem? – Bóg przerwał jego rozmyślania – Od razu wiedziałem, że film ci się spodoba.
– A czy mogłoby być inaczej?
– Mogłoby – Bóg nagle spoważniał, wolność wyboru była jedną z Jego obsesji.
– Rzeczywiście panie, film był świetny… Oczywiście jak na ludzkie dzieło…
– Ludzkie dzieło, powiadasz… Tak masz rację, zło które tam się szerzy mógł wymyślić tylko człowiek…
– Mam pytanie Panie.
– Wal śmiało.
– Ten aktor, który grał mnie, czy to jeden z Twojej świty.
– Nie, to nie anioł. To człowiek. Nazywa się Al Pacino. A „Adwokat diabła” to jeden z wielu filmów, w których porusza to czym się zajmujesz… Taka twoja ziemska konkurencja. A jeśli już mówimy o graniu ciebie… to czy nie uważasz, że za bardzo cię spłaszczyli?
– Uszyli mi strój na swoją miarę… to samo co krok robią z Tobą, Panie.
– Masz rację, chociaż z definicji powinieneś kłamać.
– Definicje bywają z definicji błędne….
– Hmm… zastanawiam się dlaczego poświęcili tą kobietę.
– Żonę prawnika?

– Właśnie, chodziło im pewnie o to żebyś wydał im się do gruntu zły i przewrotny.
Zresztą sam nie wiem, moim zdaniem stać cię na więcej… – Uważasz, Panie, że mógłbym zgwałcić sto kobiet na raz?
– Pewnie tak, w tym filmie pojawiałeś się co najmniej raz w co najmniej dwóch
miejscach na raz. Ale czy gwałt, to szczyt twoich możliwości.
– Ona później popełniła samobójstwo…
– To był wyraz bezsilności, zaszczuta ofiara szukająca sposobu, by uniknąć cierpienia. To nie był akt zła. Ludzie czynią zło, krzywdząc innych. Ty też tak robisz, z tą różnicą, że Twoja rola polega tylko na nakłanianiu, po za tym porządny z ciebie chłop… Problem w tym, że ludzie utożsamiają zło z tobą, mówią że to ty je czynisz. Gdy tymczasem zło tkwi w nich samych, a ty je tylko pobudzasz.
– Zgodnie z twoją wolą, Panie.

– Właśnie. Ale filmy jak ten – sprowadzające cię jak Zeusa pośród ludzi, po to byś sam uczestniczył w tych spektaklach pokazują, że ludzie są dobrzy… Kiepsko się starasz, oni wciąż potrzebują ciebie. A chodzi o to by mogli wybrać…

Szatan nie odpowiedział. Wieloletnia współpraca z Bogiem przypominała mu próbę w teatrze, na której do znudzenia powtarza się ciągle jedną i tą samą scenę.
– Masz rację – powiedział Bóg przerywając milczenie – Teraz powiem ci: do roboty diable, a wszystko dlatego, że ty również zostałeś stworzony… i ciebie również dotyczy plan.

Powrót do Szatańskiej rezydencji trwał jak zwykle krótko, ale po raz pierwszy chyba od czasu gdy w jakimś teatrze oglądali Fausta, szatan nie mógł przestać myśleć o filmie, który właśnie widział. Filmie, który mówił o złu, ale nie docierał do jego esencji…
– Trzeba obejrzeć inne filmy z tym Alem Pacino, trzeba mu się przyjrzeć… i podrzucić pomysł na naprawdę zły film – uśmiechnął się do siebie, w pełni świadom, że z takim aktorem filmy mogą być tylko dobre.

Michael Corleone, jeden z bohaterów nakręconego na podstawie powieści Maria Puzo, Ojca chrzestnego, jest synem bosa jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Nowym Jorku. Warto dodać, że synem najmłodszym, dla którego ojciec nie przewidział gangsterskiej kariery. On sam zresztą robił, co mógł, by przed tą karierą uciec. Aby udowodnić ojcu, że nie interesują go układy oparte na zbrodniach i zdobytych dzięki nim pieniądzach sam zaciąga się do wojska i wyjeżdża na wojnę, w sytuacji gdy wielu innych oddawało cały dorobek swego życia, by wykupić sobie zwolnienie z uczestnictwa w niej. To młodzieńcze „nie” rzucone w twarz ojcu, miało być podstawą do nowego życia z dala od rodziny i jej interesów. Początek był dobry, Michael zdołał osiągnąć coś, nie korzystając z poparcia ojca. Ale później wszystko się zmieniło – Szatan, aż mlasnął, obserwując jak ten młody jeszcze chłopak w imieniu dobra wkracza na ścieżkę zła.

Stary Don został postrzelony, rozpoczyna się wojna gangów. Michael wkracza do przestępczego półświatka i to nie jako łapówkarz, kieszonkowiec czy narkotykowy dealer, on wkracza od razu na sam szczyt – zabijając skorumpowanego oficera policji i handlarza narkotyków, który zaaranżował zamach na jego ojca. Z najsłuszniejszych pobudek, takich jak zagwarantowanie spokoju ojcu, który ciężko postrzelony leży w szpitalu, Micheal Corleone czyni krok, który zaważy na całym jego życiu. Oczywiście nie obyło się od złudzeń – kiedy już stanął na czele rodziny, Michael obsesyjnie dąży do tego, by oczyścić rodzinne interesy. Chce działać w majestacie prawa… Niestety, cały świat okazuje się być skorumpowany.

W pierwszej części filmu oglądamy jedynie vendettę, której dokonuje nowy Don, na tych, którzy zdradzili jego rodzinę. Już w drugiej części, do akcji wkraczają skorumpowani politycy i sędziowie, w trzeciej zaś urzędnicy Państwa Kościelnego… Szatan patrząc na to wszystko, zastanawiał się, kiedy ten człowiek straci nadzieję… Kiedy wreszcie zrozumie, że nie zdoła wyrwać swojej rodziny ze zbrodniczych kręgów… Musiało minąć wiele czasu nim się poddał, tracąc wcześniej sporą część swojej rodziny, w obronie której stawał. Najpierw nakazał zabicie swojego brata, a to dlatego, że tamten go zdradził. Później jego żona, która nigdy nie pogodziła się z tym co robił, usunęła ciążę… Drogie panie, tego się Sycylijczykom nie robi… Rozstał się z nią. Został sam wspierany przez siostrę i dalszą rodzinę, szukając sposobu, by się wyrwać i jednocześnie nieustannie niwecząc nowe spiski… Oto jest zło prawdziwe.

Zło, które czyni się po to, by czynić dobro, zło które odbiera wszystko. Wyniszcza i katuje świadomością popełnionych czynów. Michel Corleone poddaje się, kiedy zło dopada go tam gdzie wszystko się zaczęło – na słonecznej Sycylii. Wyjechał tam na koncert swego syna, który wbrew tradycjom rodzinnym został tenorem. Zamierzał odpocząć, spotkać się z dziećmi i byłą żoną. Niestety – działalność mafijna, nie przewiduje urlopów. Interesy prowadzą się same, nawet gdy szef odpoczywa, raz wprawiona w ruch machina, jak nieistniejące podobno perpetum mobile, musi być w ruchu, by się nie rozpaść. Najemny morderca, Sycylijczyk, idzie jego tropem w przebraniu księdza i kiedy w pierwszej próbie chybia, zabijając zamiast Michaela gospodarza domu, w którym ten zamieszkał, czara goryczy przelewa się – Don Corleone, poddał się i przekazał władzę nad rodziną swemu bratankowi. Ale to jeszcze nie koniec.

Najemny morderca, wciąż w przebraniu księdza, idzie za nim nadal. Micheal, który był świadom swej porażki, przyjąłby ten cios z wdzięcznością, ciężar który dzwigał na swym sumieniu nie pozwalał mu normalnie żyć. I tu po raz kolejny Szatan z uznaniem pokiwał głową… Przewrotnie jak los w życiu, scenarzysta na filmowym planie, na linii strzału ustawił córkę Dona Corleone, odbierając mu jeszcze jeden powód, dla którego teraz mógłby żyć normalnie, zostawiając w zamian ranę nie do wygojenia.

Kolejny film, który zobaczył diabeł z Alem Pacino w roli głównej nosił tytuł Serpico. Ten film został nakręcony na podstawie rzeczywistych wydarzeń. Zgodnie z oczekiwaniami, tytułowy Serpico, był człowiekiem, który postanowił poświęcić życie w walce ze złem. Oczywiście i tym razem poświęcenie się nie był założone, już raczej było wynikiem nieuniknionej kolei rzeczy. Na co może bowiem liczyć człowiek, który postanawia walczyć z korupcją w policji… i to nie jako ktoś z zewnątrz, ale jako policjant. To tak jakby iść w pierwszym szeregu armii i wykrzykiwać pacyfistyczne hasła. Trudno coś takiego przeżyć, prawda?

Zaczyna się banalnie. Młody policjant, krótko po ukończeniu akademii policyjnej patroluje ulicę. Kiedy spostrzega źle zaparkowany samochód jego partner prowadzi go do pobliskiego baru. Tu dostają za darmo najtańsze danie, to znaczy dostaje je partner, bo Serpico ma ochotę na coś innego… Widać inne były tu zwyczaje, bo chęć zjedzenia czegoś innego spotkała się ze zdziwieniem i dezaprobatą. Wszystko wyjaśnia się za chwilę – była to pierwsza łapówka w policyjnej karierze Serpico, kawałek mięsa tak tłusty, że nie można go był zjeść. Oczywiście to załatwiało sprawę źle zaparkowanego samochodu, oraz kilku innych drobnych uchybień. Serpico, który po prostu chciał w policji normalnie pracować, nie zgadzał się na przyjmowanie łapówek. Chciał dobrze wypełniać powierzone mu obowiązki, a to budziło niepokój wśród jego kolegów którzy brali…

Nie ufali mu, był niewygodnym świadkiem i nikt nie chciał z nim pracować. Serpico nie dawał się złamać, ani pieniądze, ani groźby nie były w stanie przekonać go do zmiany postępowania, przeciwnie budziły coraz większy opór.

Szatan czekał na moment, w którym zło zatryumfuje, czekał na chwilę, w której ten dziwny policjant, ubrany jak hippis wreszcie się podda… Ale tak się nie stało. Zło zaatakowało inaczej. Nieustannie osaczony Serpico stał się zgorzkniały i agresywny. Doszło do tego, że w pracy musiał bez przerwy uważać na swoje plecy, nie mógł nikomu ufać. Ten koszmar przenosił się powoli na jego życie domowe, nieustanne kłótnie z dziewczyną, nagrywanie wszystkich rozmów telefonicznych, bezsenność, stres, narastająca agresja wobec otoczenia. Szukał sposobów by wszystko rozwiązać. Często zmieniał komisariaty, w których pracował, ale wszędzie było tak samo, jedyną różnicą była wysokość łapówek, która w dziale narkotykowym była już naprawdę wysoka. Dziewczyna odeszła, w jego domu pojawiało się coraz więcej zwierząt, przełożeni zapewniali, że zajmą się tą drażliwą sprawą, ale na zapewnieniach się kończyło…. Serpico posunął się do ostateczności, zagroził że wywlecze sprawę na zewnątrz, że sprzeda ją mediom i to dało efekt…. W czasie jednej z akcji Serpico został postrzelony przez jakiegoś handlarza narkotyków. Jego partnerzy nie udzielili mu wsparcia tam, gdzie było ono potrzebne – słowem – został wystawiony i w stanie ciężkim trafił do szpitala. To zadecydowało.

Sprawa trafiła do sądu, wyroki zostały orzeczone, Sepico odszedł z policji i wyjechał do Szwajcarii. On też przegrał, chociaż nie miał sobie nic do zarzucenia, zło pozbawiło go wszystkiego. A ponieważ była to zupełnie prawdziwa historia, Szatan miał okazję przyjrzeć się efektom swej pracy. Zazwyczaj tego nie robił, zazwyczaj tylko planował, potem podrzucał pomysł i rzadko obserwował efekty. Był rzemieślnikiem nie artystą, interesowała go jakość, ale tylko w tym sensie, że musiała gwarantować ilość. Żadne spektakularne akcje w pierwszej osobie nie wchodziły w grę…

Carlito Brigante, bohater kolejnego filmu, z pasją i przekonaniem odegrany przez Ala Pacino, był zwykłym przestępcą. Przepraszam, był przestępcą niezwykłym i to z dwóch powodów. Po pierwsze osiągnął sukces, był żywą legendą przestępczego półświatka, człowiekiem którego znali wszyscy – podczas gdy on znał tych tylko, którzy mieli znaczenie. Po drugie zaś, potrafił w pewnym momencie zatrzymać się i powiedzieć – dość, nie chcę tak żyć. Chcę być normalnym człowiekiem. I nie jest to powtórka z Ojca Chrzestnego, bo Carlito nie był żadnym szefem mafii. Był facetem, który sprzedawał narkotyki i został skazany za morderstwo. Mógłby być zwykłym „cynglem” w rodzie Corleone. Ale on rzeczywiście zrezygnował. Wycofał się, zamiast sprzedawać heroinę, został szefem dużego klubu. I szło mu naprawdę dobrze. Miał plan, a to podobno bardzo ważne… Zarobić określoną sumę pieniędzy i uciec tam, gdzie wszystko będzie można zacząć od nowa. Jednak życie byłego gwiazdora wcale nie jest proste…

Nikt nie uwierzył w to, że Carlito zrezygnował naprawdę. Wszyscy byli przekonani, że to po prostu przygotowania do czegoś naprawdę wielkiego. Policja i byli współpracownicy, wszyscy chcieli się dowiedzieć jakie Carlito ma plany – a jego zapewnienia („Będę wynajmował samochody turystom. Z uśmiechem od ucha do ucha.”) brano za zapowiedź jakiejś naprawdę dużej akcji. Carlito jednak starał się nie zwracać na to uwagi. Co go zgubiło? Honor. Miał w zwyczaju mawiać – „Przysługa jest gorsza od kuli” – zawsze czuł się dłużnikiem wobec tych, którzy mu pomogli. Taki rycerski kodeks honorowy w świecie rządzonym prawami ulicy nie mógł doprowadzić go nigdzie…

Jego przyjaciel prawnik, który umożliwił mu wcześniejsze opuszczenie więzienia, postanowił okraść mafię… I nie trzeba chyba dodawać, że gdy ta upomniała się o swoje, pierwszą osobą, którą poprosił o pomoc był Carlito Brigante… W między czasie Carlito popadł w konflikt z młodym, dopiero zaczynającym swą karierę dealerem narkotykowym, odmówił współpracy i na dodatek ośmieszył młodego adepta bijąc go w swoim klubie. Jak sam przyznał – powinien go zabić, ale przecież skończył z przestępstwem na zawsze… Akcja filmu zaczyna przyspieszać. Prawnik prosi Carlita, by ten pomógł mu w „wyjęciu” szefa mafii z więzienia. Sprawa wydaje się prosta, wystarczy popłynąć łodzią w wyznaczone miejsce i zabrać starego bosa… Ale prawnik ma obawy, że mafia pomimo jego wydatnej pomocy w uwolnieniu jej szefa może się upomnieć o to co jej ukradł. Obawy, jak można sądzić, słuszne… Zabezpieczeniem miał być Carlito, który nie potrafił odmówić. Oczywiście wszystko potoczyło się inaczej. Wypłynęli przed świtem – prawnik, syn szefa mafii i Carlito.

Wszystko szło świetnie, w umówionym miejscu odnaleźli dona…i wtedy prawnik zamiast go wyłowić, kilkoma ciosami bosaka roztrzaskał mu czaszkę. Chwilę później zabił również jego syna…. Carlito poczuł się martwy. Nie było sposobu by uniknąć vendetty… Ale postanowił spróbować. Pomimo, że nie miał jeszcze wszystkich potrzebnych pieniędzy, postanowił uciec tam gdzie wszystko będzie można zacząć od początku. Nim na dobre zabrał się do realizacji swego planu dopadła go policja. – Nie mamy nic przeciw tobie – powiedzieli mu – Ale dziś wyłowiono ciała szefa mafii i jego syna, wiemy że byłeś na łodzi, kiedy twój kumpel prawnik ich mordował…. Pomóż nam, nie chcemy ciebie. – a potem odtworzyli mu rozmowę, w trakcie które j jego kumpel prawnik powiedział, że Carlito wcale się nie wycofał, że nadal handluje narkotykami…

Carlito oczywiście odmówił. W imię swoich zasad. Tymczasem jego kumpel prawnik był już w szpitalu, z głęboką raną kłutą w okolicy serca. Miał co prawda pistolet pod poduszką i strażnika pod drzwiami izolatki, ale nie są to środki, które mogą powstrzymać mafię. Carlito miał mało czasu, musiał spojrzeć w oczy zdrajcy, zabrać swoje pieniądze i uciec…

I trzeba przyznać, że był bliski szczęścia. Dokonał rzeczy niemal niemożliwej, ukarał zdrajcę (wyciągnął kule z jego pistoletu pozbawiając go możliwości obrony gdy mafiozo w mundurze policjanta wszedł do jego pokoju), zabrał pieniądze i zdołał zastrzelić ścigających go ludzi mafii, w ostatniej chwili wpadł na peron, z którego pociąg miał unieść go ku nowemu życiu. I wtedy podszedł do niego niepozorny człowiek w kapeluszu, ciemnych okularach i z ręką na temblaku. – Pamiętasz mnie? – zapytał, a potem strzelił. Był to ten młody handlarz narkotyków, którego kiedyś Carlito nie zabił, pewien, że w ten sposób uniknie zła.

Szatan nie był wstrząśnięty. Nie pasowało to do niego. Ostatecznie jego praca polegała na improwizowaniu sytuacji takich jak te z właśnie obejrzanych filmów. Wiedział jednak, o co zapyta go Bóg w czasie następnego spotkania. I nawet wymyślił sobie odpowiedź: „Ludzie nie rozumieją prawdziwej istoty zła ponieważ są z gruntu dobrzy”. Mylił się, Bóg nie zapytał o zło.

– Widziałeś wszystkie filmy?
– Nie Panie. Jak wiesz nie przepadam za kinem.
– Szkoda. Powinieneś wykorzystywać każdą okazję by, ich lepiej poznać.
– Obawiam się Panie, że wszyscy ludzie tam przedstawieni są fikcją. Poza Serpico.
– Zgadza się, ale stworzyli ich ludzie. Zawsze to jakiś materiał. I rozrywka.
– Ten Al Pacino rzeczywiście jest dobry….

…w ustach Szatana to może brzmieć jak bluźnierstwo. Albo kłamstwo… Tym razem jednak, diabeł, który zawsze kłamie powiedział prawdę. Bo zło, które on powoduje niszczy człowieka od wewnątrz. Często w swej istocie jest powodowane dobrem, a o ty właśnie mówią filmy, którym swego geniuszu udzielił Al Pacino.

Sebastian Łukomski

One thought on “Istota zła. O geniuszu Ala Pacino.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *