Co to jest filozofia i dlaczego ludzie za nią nie przepadają?

Każdy, kto przeczytał „Świat Zofii”, przekonał się zapewne, że głębokie zastanowienie filozoficzne to niekoniecznie narzędzie przemądrzałych erudytów, przy pomocy którego używają sobie oni na maluczkich, mniej oczytanych. W istocie każdy chyba miał z nim w pewnym momencie życia do czynienia. Zazwyczaj w tych wcześniejszych momentach życia, kiedy to więcej się dziwimy.

Współczesne używanie, a moim zdaniem nadużywanie słowa „filozofia”, wykrzywiło powszechne wyobrażenie o tym, czym ta filozofia właściwie jest. „Ty mi tu nie filozofuj” słyszymy. Z innych stron sypią się nam rozmaite „filozofie sprzedaży”, „filozofie firm i przedsiębiorstw”, itp. Dochodzę zatem do wniosku, że słowo „filozofia” spowszechniało i nabrało nowego znaczenia, w którym obecnie jest używane. A mianowicie; „filozofia” to system założeń i reguł, według których coś ma działać, natomiast „filozofować” znaczy tyle, co „wymądrzać się” i jest najczęściej używane w zabarwieniu negatywnym.

Dlaczego ludzie nie lubią filozofii? Dochodzę do wniosku, że nie lubią, ponieważ w serialach telewizyjnych zdarzyło mi się już kilkakrotnie natrafić na akcent humorystyczny w postaci profesora filozofii, który wywozi śmieci lub jest bezdomny albo w postaci studenta filozofii, przed którym każdy porządny ojciec rodziny drży, by ten przypadkiem nie próbował zostać jego zięciem.

Osobiście, jako studentka filozofii notorycznie spotykałam się z wyrazami lekceważenia ze strony osób studiujących „poważne” kierunki, po których będzie można dostać fajną pracę. Po co ci to, dziewczyno? To samo pytanie zadano mi podczas egzaminu wstępnego na studia. Po co to pani? Pieniędzy z tego nie będzie, a dla idei? Aż taka z pani pasjonatka?

Odpowiedziałam, że żadna ze mnie pasjonatka, bo w zasadzie nie mam pojęcia o czym ta cała filozofia jest, a przywiodła mnie tam jakaś niejasna intuicja, że mi się to spodoba. Dzisiaj nadal zgadzam się z tym, co powiedziałam. Przywiodła mnie do filozofii intuicja, zamiłowanie do czegoś, czego jeszcze nie znałam. I co rzeczywiście bardzo mi się spodobało.

Chcę tutaj opisać swoje rzewne wspomnienie początków tak zwanego filozofowania. Dopatrzyłam się pewnej analogii pomiędzy narodzinami refleksji filozoficznej w człowieku a narodzinami filozofii około VII – VI wieku p.n.e.

Jak już wspomniałam, człowiek jest najbardziej podatny na refleksję w swoich latach dziecięco-młodzieńczych. Wtedy, gdy świat zadziwia i przyglądamy mu się uważnie, z radością odkrywając prawidła nim rządzące. Zdziwienie w starożytności uznane zostało za warunek wstępny i konieczny do powstania filozofii. Zdziwienie, to jej narodziny. Tak więc, kiedy Grek zaczął dziwić się światu i uznał za niewystarczające do jego wytłumaczenia homeryckie opowieści o bóstwach, zapragnął poszukać wiedzy racjonalnej.

To doniosły moment w dziejach cywilizacji europejskiej – początki wiedzy naukowej. Początek nauk teoretycznych. Stosowane w epokach wcześniejszych (np. w Egipcie) geometria czy astronomia miały wymiar wyłącznie praktyczny – przy użyciu odpowiednich przyrządów dokonywano pomiarów pewnych stanów rzeczy i przeprowadzano niezbędne przy pracach inżynierskich obliczenia. Nie znano wtedy nauki teoretycznej; czysto rozumowych operacji na abstrakcyjnych obiektach. To wynaleźli Grecy i przekazali jako dziedzictwo kulturowe potomnym. Nauka (oraz filozofia, na której cała nauka dopiero miała wyrosnąć) stała się cechą charakterystyczną, właściwą europejskiej kulturze. Ale wróćmy do początków.

Na terenach dzisiejszej Turcji, w okolicach Efezu i Miletu powstały pierwsze znane koncepcje filozoficzne, określane jako jońska filozofia przyrody. Traktowane dziś przez badaczy zbiorczo i utrzymane w jednym kanonie teorie dotyczyły wyjaśnienia istnienia i funkcjonowania fizycznego świata (stąd właśnie nazwa – filozofia przyrody).

Mnie interesuje przede wszystkim aspekt narodzin refleksji filozoficznej i naukowej w człowieku, którego umysł nie został wyuczony w zachowywaniu pewnych paradygmatów i tym samym nie jest ograniczony ramkami encyklopedycznej, obowiązującej wiedzy o świecie. Człowiek taki – jak dziecko – patrzy na świat zupełnie świeżym spojrzeniem, pragnie zrozumieć i wie, że prowadzi do tego zrozumienia tylko jedna droga – poprzez jego własne obserwacje i wnioski z nich wysnute.

Ku czemu w pierwszej kolejności zwraca się uwaga takiego odkrywcy? Nad czym najwcześniej zaczyna zastanawiać się dziecko uczące się świata? Odpowiedź jest prosta; zaczyna badać to, co widzi dookoła siebie, z czym styka się na co dzień. Setki pytań „a dlaczego…”, od których rodzicom przybywa siwych włosów, to jest właśnie początek myślenia naukowego oraz refleksji filozoficznej.

Oczywiście z czasem to przechodzi. Dlaczego? Bo na nasze „dlaczego” otrzymujemy odpowiedzi, które wcale nas nie zadowalają, ale powtarzane są w kółko, przez rodziców, nauczycieli, literaturę. Czyli wszelkie źródła zasługujące na autorytet. Przyzwyczajamy się więc do nich, przestajemy dociekać i zaczynamy powtarzać je własnym dzieciom.

Trudno powiedzieć czy Grek był pod tym względem w bardziej komfortowej sytuacji – jemu również udzielano odpowiedzi, odsyłając do religii i mitologii. Wielkim krokiem naszego Greka jest przejście na inny tor myślenia – od religijnego do racjonalnego. Grek zauważa, że mamy przecież rozum, który zdaje się sugerować nam co nieco i jeśli tak zaprząc go do bardziej intensywnej pracy…

Jak się już rzekło, podobnie jak u dziecka, pierwszym obiektem badań jest otaczający nas świat. Tak też jest u Jończyków, pierwszych filozofów. Obserwując ład i harmonię panującą w przyrodzie, zgodnie przyjmują istnienie kosmicznego porządku, któremu cała zmienność świata jest podporządkowana. Ideą wspólną przedstawicielom jońskiej filozofii przyrody jest przekonanie, że istnieje arche – pierwotna zasada, z której wszystko powstało, dzięki której funkcjonuje i w którą się obróci.

Zasada ta jest pojmowana jako pierwotna substancja (czysto fizykalnie) – wszystkie obserwowane w świecie substancje są przekształceniami i przejawami arche. Panuje tu więc przekonanie o istotowej jednolitości świata.

Podkreślam, że wszystkie te rozważania dotyczą świata fizycznych przedmiotów i zjawisk. Tłumaczenie świata to dla Jończyków tłumaczenie przyrody, przy czym człowiek jest traktowany jako integralna jaj część – jedno z żyjących stworzeń. Pojęcia takie jak „rzeczywistość niematerialna” czy „świat duchowy” nie występują w tak wczesnym okresie myśli filozoficznej. Do takich sfer wzniosą się dopiero Sokrates i Platon. Na razie światem jest dla naszych filozofów – krótko mówiąc – obszar zainteresowania dzisiejszych fizyków.

Wskazałam już idee wspólne jońskim filozofom. Teraz należy potraktować ich bardziej indywidualnie i pokazać oryginalność koncepcji każdego z nich. Mówiąc „każdego” mam na myśli czterech myślicieli tamtego okresu, których imiona najbardziej zapisały się w pamięci późniejszych filozofów i historyków. Po pierwsze Talesa, bo to on jest wymieniany przez wszystkie podręczniki jako Pierwszy Filozof. Nie będziemy łamać tendencji.

Świat pojęty jako nieustanna metamorfoza pierwotnej substancji, każe zapytać głownie o jedną rzecz – czym jest owa substancja, owa arche? I tego przede wszystkim dotyczą różnice zdań pomiędzy pierwszymi filozofami. Tales (zapewne opierając swój pogląd na długotrwałych i wnikliwych obserwacjach świata przyrody) uznaje, że najpowszechniejszą i najbardziej konieczną do istnienia substancją (a także najbardziej zdolną do modyfikacji i przenikania wszystkiego) jest woda. Tak więc – to woda jest arche. Podaje szereg argumentów skłaniających go do przekonania, że wszystko, co nas otacza z nami samymi włącznie, to po prostu forma istnienia wody.

W porównaniu z tą koncepcją, uczeń Talesa, Anaksymander, wzbija się na wyżyny abstrakcji. W świetle jego pomysłu, następni, których tu wymienię (stosując się do kolejności przyjętej w podręcznikach do historii filozofii) wypadają mało oryginalnie. Anaksymenes, który, poprawiając Talesa, za arche uzna powietrze i Heraklit, który w to samo miejsce wstawi ogień (i gdyby nie jego panta rei na tym stwierdzeniu można by zakończyć prezentację jego poglądów), wydają się krążyć wokół przestarzałej idei, nie zauważając, że narodziła się nowa. O Anaksymandrze chcę powiedzieć nieco więcej.

Otóż wymyśla on apeiron, substancję nieokreśloną, niewiadomą, nieznaną. Nie możemy sobie wyobrazić czym ów apeiron jest, ponieważ nie jest dostępny naszej obserwacji w swojej „czystej” postaci. To coś na kształt mitologicznego chaosu, mieszanina wszystkiego ze wszystkim. Dopiero z tak pojętej arche – zdaniem Anaksymandra – można w uzasadniony sposób wywodzić pochodzenie wszystkiego, co obserwujemy w przyrodzie. Arche musi być czymś innym, niż substancje znane nam z doświadczenia.

Niepodobna, żeby z jednego elementu naszej rzeczywistości miały pochodzić inne, skoro wszystkie one występują obok siebie i podlegają tym samym prawom przyrody – zmienności. A arche musi być wieczna, a więc odmienna istotowo od innych elementów. I taki jest apeiron – słowo to w powszechnie przyjętym tłumaczeniu znaczy po prostu bezkres. To również podkreśla różnicę pomiędzy arche a elementami przyrody; wszystko w przyrodzie jest skończone, ograniczone. A więc zasada nie może być podobna.

Jest nieograniczona zarówno czasowo jak i przestrzennie – nieskończona. Tutaj po raz pierwszy w filozofii pojawia się jasno sformułowana idea nieskończoności. Ale słowo apeiron ma też inne znaczenie: oznacza nieokreśloność jakościową. Apeiron jest, jednym słowem, nieskończonym i wiecznym nie wiadomo czym, ale to dzięki niemu wszystko inne jest.

Dlaczego Anaksymenes i Heraklit odeszli od koncepcji nieokreśloności i znów wskazali za arche jeden z elementów przyrody? Cóż. Zarzucali Anaksymandrowi, że próbuje wyjaśnić świat za pomocą czegoś, czego istnienia nie da się udowodnić. My, w XXI wieku wiemy już, że udowodnienie istnienia czegokolwiek kłopot tak wieli, że filozofia w pewnym momencie zupełnie przestała się tym zagadnieniem zajmować, jako nierozstrzygalnym. Myśl filozoficzna zaszła w swym rozwoju tak daleko, że samą siebie uznała za bezprzedmiotową.

I znów ta prześladująca mnie analogia; czyż nie jest tak, że im jesteśmy starsi i mądrzejsi, im więcej się uczymy, tym mniej pewności mamy co do wszystkiego, co wiemy? Jakże szczęśliwy jest ten, co stoi na początku drogi! Cieszę się, że tak wiele rzeczy mam jeszcze niedoczytanych, tak wiele się jeszcze nie nauczyłam. Regały lektur obowiązkowych jeszcze są przede mną. Może to dzięki temu tak wielką radość sprawia mi grzebanie się w całej tej filozofii. Nie potrafię nadal udzielić żadnej odpowiedzi na pytanie „po co ci to?”. Ale to uwielbiam.

Sylwia Zawadzka

2 thoughts on “Co to jest filozofia i dlaczego ludzie za nią nie przepadają?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *