Granica z bombą w tle

Ludzie stale przekraczają jakieś granice. Te dosłowne i te w przenośni. Granice państwowe, dawniej trudne do przekroczenia, teraz są mało zauważalne. Oczywiście nie wszystkie. To nie te czasy, kiedy nawet do „bratniego Związku Radzieckiego” wyjazd nie był łatwy. Nawet „pociągiem przyjaźni”. Patrzyli na nas podejrzliwie celnicy i pogranicznicy.

Trzeba było pokazywać bagaże, a jak ktoś miał pecha to i goły tyłek. Przy okazji okazało się, że w miejscu, gdzie większość mężczyzn ma jądra jeden z moich współtowarzyszy podróży miał kolczyki. Złote – bo to było w drodze powrotnej. Dzisiaj to nasze służby patrzą podejrzliwie na obcych, bo zamachy terrorystyczne w świecie są tak częste, jak dawniej letnie burze. A łatwiej przecież postawić piorunochron niż zapobiec zamachowi terrorysty-samobójcy. Nie tylko granice państw są przekraczane. Te zresztą właśnie po to są, aby je przekraczać. Dzielą, ale mają nas wypuszczać w świat i wpuszczać, tych ze świata, do nas. Ale tylko tych, których wpuścić chcemy.

Naukowcy stale przekraczają granice poznania. To, co było niemożliwe, staje się możliwe. To, co, było tylko podejrzeniem, staje się faktem. To, co wydawało się nierealne, okazało się prawdą. Są ślady wody na Marsie. W kosmosie jest dużo planet. Bakterie żyją w środowisku bez tlenu i bez światła, a nawet w temperaturze, w której życie „nie jest możliwe”. Okazuje się, ze każdą granicę można pokonać. Jeśli nie dzisiaj, to w przyszłości. Inna sprawa czy warto.

Teoretycznie możemy już klonować ludzi. Ale czy z tymi, produkowanymi w tradycyjny sposób nie mamy wystarczająco dużo kłopotów? Sprzeczamy się w rodzinie, w społeczeństwie, Kłócą się pomiędzy sobą całe narody. Najtrudniejszą do pokonania granicą jest granica odróżniająca świat naszych wartości, od wartości – uznawanych za ważne – przez innych.

Przyjeżdżający do nas turyści, nie stanowią dla nas zagrożenia. Oczekujemy ich. Chcemy pokazać im to, co wydaje nam się piękne, wartościowe. Kiedy sami wyjeżdżamy do innych, chcemy poznać ich obyczaje, wierzenia, kulturę. Turysta to turysta. Ożywia, ubarwia swoją obecnością życie tubylców, przywozi pieniądze. Jeśli ktoś przyjeżdża do nas na dłużej, albo na zawsze, wtedy budzi nasz niepokój. Uzasadniony. Bo jego świat wartości przyjeżdża wraz z nim i wraz z nim pozostaje. Musimy się go nauczyć rozumieć, a przynajmniej zdobyć na odrobinę tolerancji.

Dawniej, pojawiający się w małym miasteczku czarnoskóry wzbudzał sensację, czasem wyzwalał agresję. Dlaczego? Bo od razu było widać, że jest obcy. Obcy, który jest podobny do nas i tak samo się zachowuje – wzbudza większe zaufanie. Ale wystarczy nakrycie głowy, nietypowy strój, aby lęki natychmiast powróciły. Uzasadnione. Nie tylko TU i teraz, ale także TAM i teraz. Granica tolerancji – dla tych, którzy są różni od nas – przesuwa się, zwiększa. Ale także cofa. Tak jak obecnie. Niestety, to także jest uzasadnione.

Zamachu w Londynie dokonali Anglicy, ludzie urodzeni w Wielkiej Brytanii, których rodzice przyjechali tam kiedyś wraz z własnym światem wartości. Nie takim, aby podkładać bomby. Ale ich synowie podłożyli, zabili innych. Kiedy stykają się dwa światy, rodzą się rzeczy dobre. Rodzą się również rzeczy złe. Stąd nasze uzasadnione obawy. Nasza podejrzliwości.

Przed nami najtrudniejsza granica – granica zrozumienia innych. Czy ludzkość potrafi kiedykolwiek ją przekroczyć?

Henryk Szumielski

Polecamy trzy ebooki, dostępne na stronie autora
http://www.reporter.pl/hbs/eboki.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *