Mój dom to moja twierdza

Pamiętam nieliczne dyskusje, gdy mieliśmy na karku 15 – 16 lat, w których zarzekaliśmy się, że nigdy na stałe nie opuścimy Polski. Raz, że nie byliśmy jeszcze pełnoletni a dwa, że otrzymanie paszportu było prawie niemożliwe. Ta niemożność wyjazdu wynikała jednak głównie (chociaż zabrzmi to wyniośle) z ukochania ojczyzny i poczucia, że jesteśmy potrzebni tu i teraz. Dojrzewanie naszych relacji z własnym krajem przebiegało w przyspieszonym tempie. Prawdą jest, to fakt, że zawężaliśmy nasze pragnienia do tego, aby być chociaż małymi kamieniami, które przyczynią się do upadku systemu.

Nie było momentu, żeby słysząc słowo „Ojczyzna” łza nie stanęła w oczach (chyba, że wyraz ten padał z TV, gdzie brzmiał wręcz odwrotnie). Nie wiem, czy to co opisałem można nazwać patriotyzmem, ale wierzcie mi, że tak było.

Brudne kąty
Ile może zmienić polityka, przekonałem się po latach. Wielu z owych moich kompanów opuściło kraj. Paradoksalnie nastąpiło to, gdy nasze marzenia spełniły się, nastała wolność i do zrobienia było jeszcze więcej niż do tej pory. Przyznam, że i ja nie raz o tym myślałem.

Nie do końca wiem, co mnie tu zatrzymywało… Jednak ilekroć zastanawiam się nad tym, pojawia się w mojej głowie słowo „DOM”. Może to jest klucz do odpowiedzi, dlaczego wciąż tu jestem. Chociaż wiem, że w życiu niejednokrotnie zmienia się miejsca zamieszkania, to paradoksalnie mocniej zamykam drzwi mojego Domu. Mimo tego, że jest on moim schronieniem, to jednak zbyt często czuję się w nim dziwnie. Wszystko znajome, te same mury, od lat nie wstawione niektóre z okien i ten wszechobecny brud.

Ostatnio dotarło do mojej świadomości, że przyczyną mojego ciągłego zmęczenia jest właśnie ten bałagan. Do tej pory myślałem, że przyczyna tkwi we mnie. Jednak po analizie ile sił i czasu tracę, gdy potykam się co krok o różne przeszkody, wtedy wszystko stało się jasne. Wielorakie to bariery: chamstwo, zakłamanie, korupcja, tandeta… Jeszcze 15 lat temu wszystko było szare – teraz, chociaż przyozdobione i świecące, nie daje jednak poczucia luksusu.

Kiedyś Stefan Kisielewski „Kisiel” powiedział, że „w XX wieku przydarzyły się ludzkości trzy wielkie nieszczęścia: I wojna światowa, II wojna światowa i socjalizm”. Ten znamienity Polak nie dożył XXI wieku, więc ułomnie sparafrazuję powyższe zdanie, narażając się być może niektórym czytelnikom: „u progu XXI wieku Polaków spotkały trzy wielkie choroby: miernota, obojętność i barbarzyństwo”.

Barbarzyńcy u drzwi

Jakiś czas temu, na łamach „Gazety Wyborczej” odbyła się dyskusja na temat szybkiej zmiany pokoleń oraz różnic pomiędzy dzisiejszymi trzydziestolatkami a dwudziestolatkami.

Podkreślę, że daleki jestem od generalizowania ale zawsze istnieje potrzeba nazywania i przypisywania znaczeń. Podczas wspomnianej debaty padło określenie „Generacja Nic”, określająca dzisiejszych dwudziestolatków. „Nic”, ponieważ nie walczyła o nic.

Moi rówieśnicy, przed którymi po 1989 r. miała otworzyć się ta piękna „Ziemia Obiecana” znali smak walki m.in. o wolność. Na początku dekady lat 90-tych nasz Dom wydawał się nie tylko remontowany ale wręcz odbudowywany. Wszystko zmieniało charakter. Wtedy u drzwi Domu stanęli nowi lokatorzy. Barbarzyńcy, którzy jak się wydaje, pozbawieni są wszelkich wartości. Słowo „wolność” jest dla nich zbitkiem sylab bez znaczenia. Ponieważ nigdy nie zaznali jej braku. Co gorsze weszli do środka, bez pukania, bez odrobiny kurtuazji. Barbarzyńcy chcieli tylko dużo, zwłaszcza dużo zarabiać. Chcieli ukończyć lepsze studia, nauczyć się więcej języków obcych niż my, żeby „kręcić więcej kaski” od nas.

Pamiętam jak niemoralnie wygórowane były oczekiwania finansowe absolwentów np. SGH w latach 1996- 98. Podobnie chore ze strony kapitalizmu było także to, że prześcigał się w „podkupywaniu” tego rozkapryszonego pokolenia. Generacja, która nie walczyła o nic, która nie potrafi niczego wywalczyć. Najwyżej umie się przystosować. Przypomnę, że mówię o pokoleniu, nie mówię natomiast o poszczególnych indywidualnościach.

W takim Domu i z takimi współlokatorami przyszło mi żyć, mieszkać i jadać. Chociaż coraz częściej czuję się obco i dziwnie, nie umieściłem jeszcze żadnego ogłoszenia o zamianie mojego Lokum. Może się przystosuję…?

Waldemar Jocher

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *