Pozytywizm sceptyczny

Nazwa „pozytywizm” czy też „filozofia pozytywistyczna” pochodzi od dziewiętnastowiecznego filozofa francuskiego Augusta Comte’a. Termin ten znany jest powszechnie z lekcji języka polskiego; wiadomo – pozytywizm, czyli Nad Niemnem, praca utylitarna itd. termin ten ma jednak zupełnie różne znaczenia, w zależności, czy mówimy o epoce literackiej czy o prądzie myślowym, jaki zaistniał w dziejach kultury umysłowej Europy.

Powszechnie uważa się pozytywizm za domenę myśli dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej. Od Comte’a aż do okresu działalności Koła Wiedeńskiego rozwijały się bardzo intensywnie idee pozytywizmu, walczące z tradycyjną metafizyką i propagujące ideał nauki posługującej się suchym faktem obserwacyjnym i nie wychodzącej poza ten obszar. Wsparty na zdobyczach empiryzmu (głównie Hume’a) i fenomenologii pozytywizm za idealną naukę uznał fizykę i zalecał wszelkim innym dyscyplinom wiedzy dążenie do tego wzorca, to jest przyjęcie takich metod badawczych i takiego modelu rozwoju, jaki fizyka nam prezentuje.

Przede wszystkim obowiązywała zasada fenomenalizmu. Nauka bada wyłącznie zjawiska takie, jakie dostępne są nam w doświadczeniu. Tylko o nich formułujemy zdania i tezy naukowe. Powstrzymujemy się od twierdzeń wykraczających poza ten obszar. Wyjaśnijmy.

Przez całe wieki, od Platona począwszy, aż do wieku osiemnastego, systemy filozoficzne, które powstawały, notorycznie zabierały się do poszukiwania „prawdziwej” natury świata, która jest zakryta przed nami i trzeba ją „odgadywać” przy pomocy już to aktywnego umysłu poznawczego, już to iluminacji bożej, w każdym razie, powszechnym stało się przekonanie, że świat, jaki znamy na co dzień nie jest prawdziwym światem, a jedynie pewnym jego przejawem.

Podzielono więc rzeczywistość na dwie sfery; zjawiskową, która nie dostarcza nam wartościowej wiedzy, albowiem zmysły łudzą a rzeczy zjawiskowe są zmienne i nietrwałe oraz sferę niedostępną bezpośredniemu poznaniu, sferę świata samego w sobie (jak powiedziałby Kant), o którym możemy posiąść jedyną pewną i wartościową wiedzę.

Podziału tego dokonali już starożytni, wprowadzając rozróżnienie pomiędzy sferami doxa i episteme. Przekonanie to okazało się zdumiewająco trwałe. Filozofia, poszukujaca wiedzy pewnej i prawdziwej, zajęła się głownie sferą episteme, doxa pozostawiając przyrodnikom. Powstała metafizyka jako nauka badająca rzeczywistość prawdziwą, wykraczającą poza zjawiskowość.

Według pozytywistów, doszło w ten sposób do wielkiego bałaganu, ponieważ metafizyka stworzyła pole dla dowolności tworzenia jakichkolwiek fantastycznych teorii o tak zwanym świecie prawdziwym. Rozpoczęła się „radosna twórczość”, bo o czymś, co nie jest dane bezpośredniemu poznaniu, można snuć dowolne przypuszczenia i posługując się sylogizmami klasycznej logiki, próbować je udowadniać. Często z powodzeniem. Pozytywiście postawili sobie za zadanie oczyszczenie filozofii i nauki z zabobonów i fantazji. Aby otrzymać wiedzę rzetelną, trzeba, ich zdaniem, porzucić pewne bezpodstawne założenia.

Czerpiąc z tradycji empiryzmu, który źródło wszelkiego poznania wywodzi wyłącznie z doświadczenia zmysłowego, oraz inspirowany na bieżąco fenomenologią, pozytywizm dokonał fenomenologicznego „zawieszenia” wszystkich elementów myśli filozoficznej, które odwoływały się do nie popartych obserwacją aksjomatów.

A więc fundamentalne zasady pozytywizmu brzmią (z grubsza rzecz biorąc):

  • nie wypowiadamy się o tym, czy coś istnieje czy nie, jeżeli dane jest nam w doświadczeniu.
  • nie zakładamy (bo dla celów naukowych wcale nie jest to potrzebne), że to, co obserwujemy i badamy istnieje.
  • nie zajmujemy się żadną tzw. naturą ukrytą, bo nic nie wskazuje na to, aby takowa istniała, a nawet jeżeli istnieje, nie jest dla nas dostępna i nie ma potrzeby się nią interesować.
  • nie wplątujemy do badania naukowego przekonań, sentymentów, ocen i wszelkich sądów o zabarwieniu subiektywnym i emocjonalnym. W szczególności nie wplątujemy w filozofię Boga.
  • nie tworzymy i nie wnosimy do rozważań naukowych żadnych „nadprogramowych” bytów, w celu tłumaczenia tego, co wiemy z doświadczenia (czyli wspomniany Bóg, idee platońskie, czy powiedzmy, substancja arystotelesowska – wypadają z gry jako pojęcia nie mające desygnatu w rzeczywistości obserwowanej).

Wystarczy trzymać się tych zastrzeżeń i już mamy uporządkowaną, fachową naukę, nie odwołującą się do żadnych zabobonów. Tak z grubsza wyglądają założenia pozytywizmu XIX i XX stulecia oraz ogólne idee zwane pokrótce pozytywistycznymi.

Jednak ich historia nie rozpoczyna się w XIX wieku. Profesor Kołakowski pisze (patrz „Filozofia Pozytywistyczna” PWN 1966), że omawianie historii prądu pozytywizmu można rozpocząć w dowolnym okresie z historii filozofii, bo każda epoka wydała (chociażby na uboczu) idee, które można do niego zaliczyć. Wskazując na starożytność, Profesor podaje jako przykład pisma stoików i sceptyków, w których można dostrzec wiele wątków pozytywistycznych. Pójdę za tym przykładem, ponieważ uważam, za warte zastanowienia pojawienie się takich idei po raz pierwszy w myśli europejskiej, Zwłaszcza na tle platonizmu i arystotelizmu – systemów, które wywarły największy wpływ na późniejszą filozofię, a w opozycji do których stają postulaty stoicyzmu i sceptycyzmu.

„Drugie żeglowanie” obecne w platonizmie jest metodą dochodzenia do prawdziwej wiedzy (wiedzy o ideach) poprzez abstrahowanie i refleksję skierowaną od rzeczy zmysłowych ku rzeczywistości duchowej. A oto jaki pogląd na źródło wiedzy oraz jej przedmiot prezentują stoicy.

Pojawia się postulat, że wszelka wiedza rozpoczyna się od doświadczenia zmysłowego (empiryzm). Umysł ludzki jest na początku „niezapisaną tablicą”, na której odciskają się , niczym w miękkim wosku, spostrzeżenia rzeczy zmysłowych. Posiadamy także zdolność przeprowadzania operacji rozumowych na zyskanych przez to przedstawieniach rzeczy oraz tworzenia poprzez to przedstawień innego rodzaju – przedstawień abstrakcyjnych, nie pochodzących z doświadczenia. Jest jednak podkreślana pomiędzy nimi różnica; przedstawienia pierwszego rodzaju (zwane kataleptycznymi czyli całościowymi) są wyraźne i pochodzą od przedmiotów rzeczywiście istniejących. Przedstawienia drugiego rodzaju nie są ani jasne ani wyraźne i pochodzą od przedmiotów nie istniejących w rzeczywistości materialnej, czyli od nieistniejących samodzielnie.

Którego rodzaju przedstawieniami posługujemy się w myśleniu naukowym? Które dostarczą nam wiedzy pewnej? Oczywiście przedstawienia kataleptyczne. Dla stoików kryterium prawdy i prawdziwości sądów jest wyrazisty i całościowy charakter przedstawienia. Jeżeli posłużymy się tylko takimi, mamy gwarancję zbudowania prawdziwych twierdzeń. W przypadku niejasnego wyobrażenia, należy powstrzymać się od wydawania jakichkolwiek sądów. A więc wyraźna tendencja pozytywistyczna – mówimy konkretnie o rzeczach konkretnych i namacalnych, o których świadectwo dają nam zmysły.

Sceptycy, w swoim sceptycyzmie posunęli się znacznie dalej. Odrzucają stoickie kryterium prawdy. Krytykują przedstawienia kataleptyczne. Krytyka opiera się na przekonaniu (które uznawali już także stoicy), że przedstawienie musimy dopiero uznać za kataleptyczne, a więc wydać o nim sąd, który jest dziełem rozumu i nie ma swoich korzeni w żadnym zdarzeniu zmysłowym. Tak więc niejako obligatoryjnie zgadzamy się, że takie a takie przedstawienie jest kataleptyczne. Ten element dyskredytuje naszą wiedzę jako pewną. Sceptyk odrzuca ją, ze względu na obecny w niej element „uznania” i „sądu”. W takiej sytuacji nie możemy wskazać żadnego przedstawienia, które moglibyśmy uznać za niewątpliwie prawdziwe, w każdym wypadku bowiem jedynie zakładamy, że jest prawdziwe. Takie nam się jedynie wydaje.

W tej sytuacji mamy dwa wyjścia; albo zaakceptować fakt, że wiedza jest niepewna, założeniowa i jako taką ją akceptować, jeżeli jest pożyteczna, albo – co zaleca mędrzec-sceptyk – powstrzymać się od uznawania czegokolwiek, wstrzymać się od sądzenia o rzeczach i nie próbować budować żadnego systemu wiedzy, bowiem nie jesteśmy w stanie w nim umieścić czegokolwiek pewnego – wszystko są to jedynie nasze mniemania o rzeczach…

Ten sceptyczny pozytywizm wydaje mi się bardzo ciekawym punktem widzenia. I całkiem wiarygodnym. Gdyby tak spróbować go zastosować przez chwilę…

Jakie spojrzenie na charakter wiedzy naukowej i współczesnych metod badawczych ma dzisiejszy wykształcony człowiek? Czym jest dla nas nauka i skąd ją bierzemy? I na ile przyjmujemy jej zdobycze jako pewne?

Jak sami oceniamy dzisiaj, w naszym wspaniałym XXI wieku, powagę informacji naukowej, którą bombardowani jesteśmy przez rozmaite instytucje? I czy w ogóle chce nam się – tak jak sceptykom – jeszcze nad tym wszystkim zastanawiać?

W niedługim czasie postaram się poruszyć na łamach naszego magazynu zagadnienie modelu myślenia neopozytywistycznego i neopozytywistycznej koncepcji nauki. Tak, dla równowagi.

Sylwia Zawadzka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *