Żyd – co to znaczy (fragment) – Aleksander Klugman

Ta książka to swoiste FAQ (Frequently Asked Questions – najczęściej zadawane pytania) o Żydach. 70 artykułów, pisanych na zasadzie pytanie – odpowiedź. Ubolewam, ze tak wielu ludzi (młodych!) powiela antysemickie hasła, nie mając pojęcia o faktach. Na starsze pokolenie jestem skłonna machnąć ręką i nie bawić się w edukacje ustawiczną ;-).


Ale nie jestem w stanie pogodzić się, że młode, chłonne, inteligentne, otwarte umysły powielają patologiczny wzorzec myślenia o Żydach. Dlatego dziś polecam tę książkę i zamieszczam, fragment. Może dogadamy się z wydawnictwem Wiedza Powszechna, staniemy w centrum byłych miast wojewódzkich w Polce i zaczniemy rozdawać egzemplarze tej publikacji?.

Fragment książki „Żyd – co to znaczy”

Umiłowanie pieniądza
Do dziś używane jest przysłowie – Kochajmy się jak bracia, rachujmy się jak Żydzi – w sytuacji, gdy ktoś chce skrupulatnie rozliczyć się z długu. Czy rzeczywiście Żydzi mają jakiś szczególny stosunek do pieniędzy?

Na temat żydowskiego przywiązania do pieniędzy istnieje mnóstwo powiedzonek i złośliwych porzekadeł w każdym niemal języku. Taką opinię o Żydach powtarzała także znaczna część prasy szwajcarskiej, nazywając „szantażem wynikającym z pazerności” żądanie, aby banki szwajcarskie zwróciły prawowitym spadkobiercom pieniądze zdeponowane przez Żydów, którzy zginęli w Holocauście. Trzeba jednak przyznać, że Żydzi rzeczywiście dużo mówili i myśleli o pieniądzach. O ile np. w piosenkach francuskich była najczęściej mowa o miłości, o tyle w żydowskich dominował motyw parnusy, czyli zarobku, troski o utrzymanie. A czy jest jakaś znana polska piosenka o podobnej tematyce? Są oni też chyba jedynym na świecie narodem, który modli się nie tylko ogólnie o bogactwo i dobrobyt, ale bardzo konkretnie — o pieniądze.

W modlitwie na pożegnanie soboty Żydzi proszą Tego, który „rozróżnia między świętem a powszedniością”, aby wybaczył im grzechy i okazał łaskę, ich „potomstwo i pieniądze rozmnażając jak piasek”. Równoczesna w jednej modlitwie prośba o pomnożenie i potomstwa, i pieniędzy może się wydawać zaskakująca, może też potwierdzać opinię o Żydach jako wielbicielach mamony. W rzeczywistości jednak to warunki życia w diasporze sprawiły, że pieniądze stały się czymś więcej niż środkiem płatniczym — stały się bronią wobec braku armii, policji czy jakiejkolwiek fizycznej siły obronnej. Władze państw, okazując im jakże gorzką nieraz gościnność, starały się wyciągnąć z tego faktu maksymalne korzyści. Stąd — we wszystkich niemal krajach europejskich — niezliczone podatki i dyskryminujące zarządzenia, które jednak mogły być uchylone po złożeniu odpowiedniej opłaty.

W wieku XIX Rotschildowie byli najbogatszą rodziną na świecie. Inwestowali w budowę kolei w Austrii i Francji oraz w budowę Kanału Sueskiego. Rozpisywano się o ich ogromnym bogactwie, ale często pomijano nader istotny fakt, ten mianowicie, który pomógł Żydowi z frankfurckiego getta, mieszkającemu w domu Pod Czerwoną Tarczą (Zum Roten Schild — stąd nazwisko), zdobyć taką fortunę. Otóż w 1783 r. landgraf Hesji, Wilhelm, uzyskał dla Meira Anszla Rotschilda i jego rodziny zezwolenie na spędzanie nocy poza gettem i noszenie broni (co umożliwiło im swobodę i bezpieczeństwo podróżowania). Był to pierwszy wyłom w przestrzeganym dotąd rygorystycznie zakazie przebywania Żydów w nocy oraz w niedziele i chrześcijańskie święta poza gettem. Przywilej ten nie stanowił — jak w wypadku wojskowych — nagrody za wierną służbę, lecz dowód wdzięczności Wilhelma, zapalonego numizmatyka, któremu protoplasta rodu Rotschildów, znawca dzieł sztuki skupujący cenne starocie, właściciel kantoru wymiany, doradca finansowy landgrafa, przywoził rzadkie monety.

A więc przepustką z getta, nie mówiąc o wejściu na światową arenę finansową, okazały się jak najdosłowniej pieniądze. Historia obfituje w najróżniejsze wypadki uchylenia czy złagodzenia restrykcji wobec Żydów w zamian za suty okup. W tych warunkach pieniądze stały się ich najlepszą bronią i tarczą umożliwiającą życie we względnym spokoju. Żydzi prosili więc Boga, aby dał im pieniądze, tak jak inne narody prosiły Go, aby miał w swej pieczy żołnierzy.

Kto i dlaczego szerzył antysemityzm?
W różnych okresach historycznych różne były przyczyny powstawania i szerzenia niechęci i nienawiści do Żydów. Jak już wspomnieliśmy, pod koniec starożytności i w początkach średniowiecza miała ona tło religijne. Z czasem zaczęły dochodzić do głosu i nabierać coraz większego znaczenia elementy konkurencji ekonomicznej. Proces ten nie zawsze był jawny i dostrzegalny. W wielu państwach Europy Zachodniej rozwijające się i prężne miejscowe mieszczaństwo widziało w Żydach konkurentów. Zajmowali się oni bowiem tradycyjnie dziedzinami, które stawały się domeną miejscowych mieszczan, starających się ich w związku z tym wyprzeć wszelkimi sposobami, m.in. przez wnoszenie różnych petycji i skarg do wielmożów, do których wówczas należała władza.

W czasach nowożytnych działał już splot elementów religijnych, gospodarczych i ideologicznych (Żydzi — element obcy i wrogi). W Rosji np. szerzenie nienawiści do Żydów miało odwrócić oburzenie gnębionego społeczeństwa od prawdziwych przyczyn jego niedoli i nędzy. Nie-zwykle aktywną rolę odegrała tam tajna policja carska, tzw. ochrana, organizując m.in. pogromy popierane przez Cerkiew prawosławną. Pogromy Żydów i Ormian organizował także działający na początku XIX w. Związek Michała Archanioła, którego programowe hasło brzmiało „Bij Żydów, ratuj Rosję!”.

Rzeczowa dyskusja na temat niechęci czy nienawiści do Żydów jest niemożliwa. Jean Paul Sartre przytacza rozmowę z pewnym malarzem, który powiedział mu: „Jestem przeciwny Żydom, bo ich zwyczaj krytykowania wszystkiego i wszystkich demoralizuje nam służbę, która staje się krnąbrna i nieposłuszna”. Inny jego znajomy twierdził, że nie znosi Żydów, bo są interesowni, natrętni, nietaktowni, intrygują itd.” Na pytanie jednak, czy zna jakichś Żydów osobiście, tamten odpowiedział: „Ależ broń Boże, jeszcze by tego brakowało!”. Znał też antysemitę, który swoje przekonania uzasadniał tym, że „w tych Żydach jednak coś musi być, bo czuję do nich fizyczną odrazę”. Na tle takich rzekomych argumentów powstał w latach 30. słynny żart: „Wszystkiemu winni są Żydzi i cykliści”. „Dlaczego cykliści?” „A dlaczego Żydzi?” Spontaniczność pierwszego pytania mówi sama za siebie. W II Rzeczpospolitej różne skrajnie nacjonalistyczne ugrupowania i partie polityczne postulowały „ograniczenie żywiołu żydowskiego”, domagając się walki ekonomicznej z Żydami.

Premier Felicjan Sławoj-Składkowski, potępiając w 1936 r. w Sejmie ekscesy antyżydowskie organizowane przez endecję, powiedział: „walka ekonomiczna — owszem”. Oświadczenie to przeszło do historii jako „polityka owszem”, dopuszczająca rugowanie Żydów z polskiego życia gospodarczego i zamykanie przed nimi wszelkich źródeł utrzymania. Konieczność takiej polityki postulował już wcześniej Klaudiusz Hrabyk, publicysta, jeden z przywódców współpracującego z rządem ugrupowania nacjonalistycznego. Pisał on w 1934 r.:

Można czasem ze względów taktycznych, wewnętrznych czy między-narodowych, trzeba głosić, że Polska traktuje wszystkich obywateli na równi i zwalcza jednakowo nacjonalizm polski, żydowski i ukraiński. Praktycznie te deklaracje nie mają i nie mogą mieć żadnego zastosowania. Polska musi iść po drodze polityki narodowej, co miałoby się wyrazić w „ścisłym odseparowaniu żydostwa od społeczeństwa polskiego.

W ten sposób stworzono sztuczne formy walki konkurencyjnej, rzekomo między Żydami a nie-Żydami. W rzeczywistości przecież konkurowały ze sobą — a przynajmniej powinny były konkurować — wytwórnie tych samych produktów czy sklepy tej samej branży, niezależnie od tego, czy ich właściciele chodzili do kościoła, cerkwi czy synagogi. Atutem w walce konkurencyjnej powinno być oferowanie klientom lepszego towaru, niższych cen itd. Tymczasem posługiwano się argumentem rasistowskim, a nie ekonomicznym: „Nie kupuj u Żyda”. Za tym, szerzonym w Polsce międzywojennej, hasłem propagandy antysemickiej większość społeczeństwa jednak nie poszła, choćby dlatego, że „u Żyda” można było kupować na kredyt, a obsługa była znacznie bardziej uprzejma.

Próbując uzasadnić tezę antysemitów, że w Polsce jest „za dużo Żydów”, Władysław Pobóg-Malinowski przytacza następujące dane statystyczne: Żydzi stanowili 43% ogółu ludności w Białymstoku, 41,4% — w Stanisławowie, 33,5% — w Łodzi, 31,9% — we Lwowie, 30,1% — w Warszawie itd. W niektórych miasteczkach Żydzi stanowili większość ludności, np. w Międzyrzecu Podlaskim na 18 tys. mieszkańców było ponad 16 tys. Żydów. Podobne dane przytacza on w odniesieniu do niektórych gałęzi gospodarki. A więc w rękach żydowskich było 14% przemysłu spożywczego, 46,7% odzieżowego, 52% włókienniczego. Żydzi stanowili 39,6% rzemieślników w Polsce, niektóre dziedziny były „opanowane”, jak to określa Pobóg-Malinowski, przez nich niemal całkowicie: garbarstwo w 73%, cholewkarstwo w 85% i czapnictwo — 97%. A więc można odnieść wrażenie, że Żydzi po prostu wyparli większość rdzennych mieszkańców tych miast, zajmując ich miejsce w omawianych dziedzinach gospodarki.

A może rzecz wyglądała nieco inaczej? Może te przytoczone, tak wysokie liczby świadczą raczej o ogromnym wkładzie Żydów w rozwój miast i miasteczek w Polsce? Kto zbudował Międzyrzec Podlaski — 2 tys. Polaków czy 16 tys. Żydów? Kto wniósł ogromny, bo prawie 50-procentowy wkład w rozwój przemysłu włókienniczego i odzieżowego, kto rozwinął garbarstwo, cholewkarstwo czy czapnictwo w Polsce — czy nie właśnie Żydzi? Jak dalece ta analiza historyczna „zalewu” żydowskiego w gospodarce polskiej miała charakter antysemicki, świadczy argument, że odsetek Żydów „wzrastał tam, gdzie praca była lżejsza”. Pobóg-Malinowski chyba nigdy nie odwiedził garbarni i nie widział, jak ciężka to była praca. I zapewne nie widział tkacza przy krośnie ani krawca pochylonego 10–12 godzin nad maszyną.

Osobny problem stanowił wysoki odsetek Żydów w handlu — 62,6% w skali krajowej. Minimalny odsetek przypadał na trzy województwa zachodnie, ale w pozostałych częściach kraju ich udział znacznie przekraczał przeciętną. W Piotrkowie — 73%, w Wilnie 75%, w Chełmie 82%, w Przemyślu 90%, w Pińsku 95%. Ten „nienaturalnie” wysoki odsetek był w gruncie rzeczy jeszcze większy, Żydzi byli bowiem nie tylko właścicielami większości domów eksportowych, hurtowni, sklepów, hoteli, restauracji, kawiarń, szynków. Byli też dzierżawcami stawów rybnych i sadów, agentami skupującymi drewno, bydło, drób, nabiał, warzywa. W najbiedniejszej zaś i najliczniejszej swojej warstwie tworzyli nieuchwytną statystycznie armię drobnych pośredników, „czujnych na każdą okazję zarobków”.

Ten demoniczny obraz kupiectwa żydowskiego — od drobnych pośredników po właścicieli firm eksportowych — pomija bardzo istotną sprawę. Właśnie w stosunku do tych trzech województw zachodnich, gdzie odsetek kupców żydowskich był minimalny, a handlem zajmowali się kupcy niemieccy, m.in. późniejsi folksdojcze, Niemcy w różnych okresach historii rościli pretensje terytorialne, czego nie można powiedzieć o 95% kupców żydowskich w Pińsku czy 90% w Przemyślu.

Tytuł: Żyd – co to znaczy
Autor: Klugman Aleksander
Języki: polski
Wydanie: 1
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 223
Oprawa: Miękka
Format: 12x19cm
Wydawnictwo: Wiedza Powszechna
Sprawdź http://skocz.pl/zyd-co

Patrycja Kierzkowska

One thought on “Żyd – co to znaczy (fragment) – Aleksander Klugman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *