Cela

Zawsze jakaś sfera mojej działalności była w danej epoce mego życia w cieniu uśmiechu kretyna (…) – i dlatego tak bardzo rozumiem doniosłość tego zjawiska, które rozszerzone do tych rozmiarów co u nas, nabiera cech grozy społecznej:

prowadzi do bezpłodnej malkontencji, zlekceważenia każdych oryginalnych poczynań (na tle tego, że każdy Polak au fond drugim Polakiem pogardza), do uznania tylko tego, co przyjdzie już z zagraniczną marką (…), do wyśmiewania się z bezinteresownej walki o idee, do zakatrupienia w zarodku każdej samodzielnej myśli, do ogólnego spsienia i zgównienia wszystkiego, kretyn pokryje swym uśmiechem wszystko (…). Ale często jest ten sposób reakcji na wszystko (tj. uśmiech kretyna) nie programowym draństwem, tylko po prostu nieuświadomionym kompleksem niższości

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Niemyte dusze, rozdz. Uśmiech kretyna.

Ludzie lubią mieć słuszność a w szczególności słuszność moralną. Miło jest przyłapać kogoś choćby na drobnostce, upomnieć, wygłosić komentarz nad jego złożonymi po sobie uszami. Z drugiej strony ludzie lubią mieć tzw. święty spokój – żyć i pracować w „ciepełku własnych wyobrażeń”. Podobne zjawisko można zaobserwować w życiu publicznym. Wypowiadanie własnego zdania, sądów jest akceptowane ale tylko w pewnych granicach politycznej poprawności. Umownej przecież i poniekąd narzuconej przez obyczajowość polityczną.

Stojąc przed tłumem

Żyjemy w czasach, gdzie z jednej strony nie ma złudzeń o równości wszystkich ludzi, lecz z drugiej strony istnieje w sferze publicznej tendencja narzucania sposobów funkcjonowania poszczególnych społeczeństw w ramach jednego – zamkniętego kręgu zachowań; jest to pewnie jeden z owoców globalizacji. Jesteśmy jak nigdy podzieleni, niby różnorodni a jednak poddani unifikacji.

Każde publiczne odchylenie od normy jest coraz mniej akceptowalne. Zwróćmy uwagę na to jak bardzo ograniczone są nasze zachowania, na to jak smutnie nudne są nawet walki polityczne w parlamentach. Toczą się w tym samym schemacie od lat. Jeśli pojawi się nowa osobowość, mówiąca (nieważne czy krytykująca, czy popierająca) inaczej, w jednej chwili pojawia się grono poprawnych i ograniczonych strażników dozwolonych granic. Owszem można wyzywać się od najgorszych zwierząt, można błaźnić siebie i przeciwników, można krytykować i zniszczyć drugiego w jednej chwili. To wszystko jest hermetycznie akceptowalne. Nie można jednak być kimś nowym a już z pewnością po nowemu działać i przemawiać. Myślę, że jest to czas upadku indywidualności, które przecież w swojej istocie są przede wszystkim nowatorskie.

Aż strach pomyśleć, co będzie dalej, gdy hamować będziemy narodziny tych, którzy burzą stereotypy. Czy pozostanie nam jedynie to samo, ciasne więzienie? Czy na dobre wyjdzie nam żyć w celi, która chociaż regularnie wybielana i urządzana ale jednak jak to cela obrzydliwa i wciąż ta sama…?

Czekając na amnestię

Przypatrzmy się gdzie żyjemy. Miejsce to posiada megafony wzmocnione i przesterowane, z których dochodzi głos i muzyka niczym mantra wprawiająca w jednostajność nasze umysły. Przyswajamy dźwięki, które scalają ogół mieszkańców w poczuciu przeżywania tych samych doświadczeń. Każdy nowy współwięzień budzi nasze podejrzenia i burzy wypracowany porządek.

Zastanówmy się przez chwilę ile zmarnowaliśmy sposobności do poszerzenia horyzontów w odbieraniu prawdziwej rzeczywistości. Przypomnijmy sobie ile oryginalnych i pożytecznych idei umknęło naszej uwadze tylko dlatego, że uderzały w nasze słabości. Im częściej postrzegamy i odbieramy przez pryzmat własnych kompleksów, tym mniej czasu pozostaje na wyjście z zamkniętego kręgu głupoty.

Jeśli w porę nie skończymy z pustym śmiechem, którym obdarowujemy każdego człowieka i każde zjawisko nie mieszczące się w granicach naszej wyobraźni (często tak ciasnej), to nie miejmy złudzeń, że warunkowo opuścimy swoją więzienną celę. Chyba, że nie widzimy samych siebie na wolności a na dodatek pragniemy własnym zniewoleniem pociągnąć innych.

Ludzie lubią mieć słuszność moralną… nawet jeśli ich system wartości oparty jest na postrzeganiu świata poprzez własną niepłodność umysłową.

Waldemar Jocher

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *