Klimatyzacja w piekle. O filozofii Oswalda Spenglera

Z pojęciami „kultury” i „cywilizacji” od zawsze był pewien problem. W zasadzie każdy filozof nowożytny po swojemu tłumaczył znaczenie tych dwóch sfer. „Kulturę” można rozumieć jako synonim „cywilizacji”, jako jej przeciwieństwo, można te pojęcia hierarchizować, upraszczać, udziwniać, przeinaczać, rozumieć na pięć tysięcy różnych sposobów. Doprawdy, biedna jest ta kultura. Przez całe wieki rozwoju humanistyki musiała znieść bardzo wiele. Dziś sytuację mamy taką, że jeśli jakikolwiek badacz pragnie napisać książkę ze słowem „kultura” w tytule, to będzie musiał umieścić w niej cały rozdział, przedstawiający pokrótce coś, co na studiach kulturoznawczych nazywa się „historią myśli o kulturze”.

Ja jednak celowo powstrzymam się przed przytaczaniem rozmaitych definicji kultury, jakie przewinęły się w toku dziejów, bo jest to moim zdaniem zajęcie tyleż trudne, co bezsensowne. Skupię się na jednej, która w dzisiejszych czasach jawi się nam jako niezwykle prawdziwa, a w pewnych punktach wręcz prorocza, chociaż jej autor zmarł dokładnie 69 lat temu. Panie i Panowie – przed państwem filozofia kultury Oswalda Spenglera.

„Każda kultura ma swoją cywilizację (…) Cywilizacje są najbardziej skrajnymi i najbardziej sztucznymi stanami, do których zdolny jest wyższy rodzaj ludzki” – pisał Spengler. Kultura byłaby więc przestrzenią najbardziej naturalną dla człowieka, w której powinien on pozostawać jak najdłużej, w celu zachowania wewnętrznej harmonii i ładu. Pokusa „polepszania” sobie egzystencji poprzez wprowadzanie sztucznych i całkowicie niepotrzebnych wynalazków jest jednak bardzo silna – niemalże zakorzeniona w ludzkiej psychice.

Spengler był konserwatystą z krwi i kości. Przyszło mu żyć w dosyć trudnych czasach: na własne oczy mógł obserwować przebieg I wojny światowej i brutalne przejmowanie władzy przez Hitlera. I w gruncie rzeczy trudno mu się chyba dziwić, że w obliczu takich wydarzeń nie był specjalnie nastawiony na postęp. Spenglerowski katastrofizm, głoszący, że cała kultura europejska zmierza do upadku jest więc, przynajmniej po części, uzasadniony.

Skoro jednak Spengler mówił o upadku kultury, musiał założyć także jej wcześniejszy rozkwit. Filozof wysnuł bardzo ciekawą koncepcję biologizacji kultury, w której to kultura, na wzór organizmów żywych, przechodzi przez okres młodości (kultury prymitywne), dojrzałości i starczego upadku. Filozof dowodził swej teorii na przykładach wielu różnych, realnie istniejących kultur.

O współczesnym przeobrażaniu się kultury w cywilizację pisał także z ubolewaniem rosyjski filozof żyjący mniej więcej w podobnym okresie, co Spengler – Nicolai Bierdiajew. Twierdził on, że proces ten świadczy o utracie przez człowieka bezpośredniego kontaktu ze swymi autentycznymi źródłami (tradycją, historią) i jest argumentem w dyskusji na temat autodestrukcji ludzkości. Sama cywilizacja jest natomiast oderwana od tradycji i skoncentrowana na teraźniejszości: jest unicestwieniem duchowego wymiaru kultury. Jest oparta na zasadzie rządzącej dzisiejszym, pogrążonym w kryzysie świecie: na zastąpieniu celów życia środkami życia. I co z tego wszystkiego wynika dla nas – ludzi żyjących w XXI wieku? Znajdujemy się oczywiście w cywilizacji – w fazie upadku kultury. W tekstach Spenglera często przewija się motyw skorpiona, który w sytuacjach bez wyjścia posuwa się do autodestrukcji. Być może nasz świat właśnie do tego zmierza? Może w końcu ktoś się odważy puścić ten cały bajzel z dymem?

Przejawem owego upadku są wszelkie formy ekspansji i podbojów, imperializm, dzika industrializacja. Czy nie doświadczamy tego we współczesnym świecie? Wpojono nam, że wszystko jest możliwe, że trzeba tylko chcieć i troszkę się wysilić, a może być dobrze. Nowymi religiami moglibyśmy dziś nazwać ustroje poszczególnych państw: świat zachodu dałby się pokroić za demokrację, a bliski wschód skłania się raczej ku rządom absolutystycznym, kalifatowi. Sami sobie wymyślamy nowe potrzeby tylko po to, aby nakręcać ten świat. Według Spenglera jednak to swoiste „tykanie” świata nie przypomina odgłosu dobrze nakręconego zegarka. To raczej złowieszcze odgłosy bomby…

Bardzo subtelnym kontynuatorem filozofii Spenglera jest Samuel Huntington, który w książce „Zderzenie cywilizacji” empirycznie dowodzi słuszności teorii ukutej przez niemieckiego myśliciela. Według Huntingtona, szczyt rozwoju cywilizacji europejskiej przypada na rok 1928. Potem następuje długotrwały, trwający do dziś, upadek. Ma to swoje odbicie nie tylko w braku spektakularnych odkryć naukowych czy wspaniałych dzieł sztuki, ale także w przyroście naturalnym i ilości ludzi posługujących się językami zachodnioeuropejskimi. Co więcej, przytacza on wyniki badań Wydziału Ludnościowego ONZ, z których wynika, że w 1995r. pod kontrolą cywilizacji europejskiej znajdowało się 13,1% ludności, a w roku 1920 aż 48,1%! Słabniemy zarówno fizycznie, jak i psychicznie – to fakt. W siłę rosną zaś Chiny, państwa islamskie i hinduskie. Być może to oni wkroczyli teraz na ścieżkę rozkwitu.

Nie ma rady – w takim tempie świat zachodu przestanie istnieć za maksymalnie 80-100 lat. Nieprawdopodobne? No to popatrzcie jak wielkie problemy już teraz mamy ze światem islamu: wojna w Iraku to nie jedyny przykład. Wcześniej było przegrane starcie z Wietnamem, konflikty w Kambodży i Zatoce Perskiej. Wschód posiada znacznie więcej zasobów naturalnych (ropa!) i, co chyba najważniejsze, ludność rozmnaża się w postępie geometrycznym. A u nas ciągle niż demograficzny… Według szacunków, za 50 lat struktura ludności Rosji zostanie zdominowana przez chińczyków – tak duży jest odsetek emigracji z tego najbardziej przeludnionego kraju świata. Chińska Rosja, arabska Ameryka. Doprawdy niezwykłe są drogi globalizacji…

To, co dziś tak bardzo szkodzi cywilizacji zachodu kiedyś pozwoliło jej zdobyć swą pozycję dominującą. Chodzi o upowszechnianie nowych technologii. Modernizacja, która na początku XX wieku obejmowała głównie Europę i Amerykę, dziś jest zjawiskiem globalnym. Skończyły się już ochy i achy nad technicznymi nowinkami z zachodu, bo teraz naród ma wykształconych naukowców, którzy potrafią na własną rękę produkować mikrofalówki, telewizory, a nawet bomby atomowe. Indie aspirują nawet do podboju kosmosu. Do czego więc potrzebny im jest zachód?

„Oni” przeżywają okres ekspansji i gospodarczego boomu, a „my” wciąż gotujemy się we własnym sosie wymyślanych naprędce potrzeb. Jesteśmy cywilizacją sztucznych pragnień i emocji wywoływanych na zamówienie. Zakładamy w tym piekle oświetlenie i klimatyzację, budujemy drogi i mosty, wymyślamy setki nowych gadżetów, ale fakt ten nie może przesłonić nam jednej, niepodważalnej prawdy: to dalej jest piekło. To nic, że odbajerzone, luzackie i super ekstra wypasione. To jest piekło, bo nie mamy już żadnych, realnych wartości, o które moglibyśmy się zaczepić. Wszystko jest sztucznie kreowane na potrzeby chwili, a jakikolwiek stały ląd jest czystą iluzją. W telewizji pokazuje się nam piękne kobiety z silikonem w każdej części ciała, kretynów gadających od rzeczy i publiczność, która temu wszystkiemu przyklaskuje. To też jest chwilowe. Chwilowa rozrywka, chwilowy świat. Chwilowa cywilizacja, w której ktoś zamontował klimatyzację, żeby stworzyć iluzję komfortu.

Oswald Spengler dziś mógłby uchodzić za wizjonera. Przewidział upadek zachodu i bezsensowny rozwój nowych technologii. Pisał, że człowiek cywilizacji jest ślepy na piękno natury i jeśli twierdzi, że ujarzmia przyrodę, to w rzeczywistości ją niszczy. Tej destrukcji podlegają także wartości tworzące naszą kulturę, a religijność zastępowana jest fanatyzmem. Najważniejszym prawem jest wszechobecne prawo zysku. Posiadanie, gromadzenie bogactw – oto nasz nadrzędny cel. Praca dla pracy, jedzenie dla jedzenia, chodzenie dla chodzenia, wakacje dla opalenizny. Świat nam się chyba uprościł i skurczył.

„Energia człowieka kultury skierowana jest do wewnątrz, człowieka cywilizacji – na zewnątrz.” – mawiał Spengler. Moralna odnowa powinna się więc rozpocząć od nas samych – naszym wewnętrznym strukturom trzeba przywrócić harmonię i ład. Zapomnijmy na chwilę o potrzebach i pochylmy się nad własną egzystencją. Nie bądźmy „bezdusznymi mumiami”, niech „dusza nie zrzeka się władzy nad ciałem”. Kultura, która dziś jest powoli wyrzucana na śmietnik historii zasługuje na to, aby zwrócić ją ludziom.

Michał Stankiewicz
Wrocław, 8 sierpnia 2005r.

3 thoughts on “Klimatyzacja w piekle. O filozofii Oswalda Spenglera

  1. ”szczyt rozwoju cywilizacji europejskiej przypada na rok 1928. Potem następuje długotrwały, trwający do dziś, upadek. Ma to swoje odbicie nie tylko w braku spektakularnych odkryć naukowych”
    Pięknie brzmiąca, pseudonaukowa bzdura, która kojarzy mi się z trybem przepowiedni dat apokalipsy, skrzętnie przesuwanymi co jakiś czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *