Oko

Wyjęłam sobie oko. Prawe. Tak ładnie się błyszczało. Było niemal idealnie okrągłe. Stałam później długo przed lustrem i oglądałam pusty oczodół. Oko było jeszcze dosyć śliskie. Wypadło mi z ręki i wpadło do umywalki. Rozbiło się na tysiące, miliony drobnych kawałków. Nie udało mi się już ich posklejać. Odkręciłam wodę. Lodowaty strumień spłukał lśniące kawałki.

I teraz nie mam oka. Czasami do oczodołu wpadają mi jakieś śmieci, drobinki kurzu, suche liście, kasztany, wypadające włosy. Kiedy pada deszcz zbiera się tam mnóstwo wody. Muszę ją ciągle wylewać, bo inaczej zagnieździłyby się tam ryby.

No i muszę je często myć, bo z brudu mogą zalęgnąć się tam robaki. Czasami wydziela się z niego odór kiszonej kapusty a czasami zapach rumianku albo mięty. Chciałam go nawet wynająć. Po co ma być takie puste skoro może tam ktoś zamieszkać.

Wprowadził się specyficzny osobnik. Powiesił firanki, postawił kwiaty, nawet kablówkę sobie zamontował. Ale po pewnym czasie urodził dziecko i mój oczodół zrobił się dla niego za mały. A teraz nie wiem, co z nim zrobić. Może kupię sobie nowe oko. Albo zrobię je sobie z papieru. I codziennie będę domalowywać źrenicę.

Beata Kuczyc

One thought on “Oko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *