Jolanta Sztejka

Wiersze

(z Bydgoszczy do Warszawy) twoim śladem

z ulicy w moim mieście
na którą po raz pierwszy zaprowadził mnie dziadek
przez lata pamiętałam jedynie problemy
z wypowiadaniem twojego nazwiska

jakiś czas później
(nie pamiętam ile mogłam mieć lat)
nie potrafiłam wyobrazić sobie
pomiędzy małymi willami
pianina i twoich palców tańczących poloneza

na ulicy w moim mieście
zabrakło tego światła, jakie pada na twoją twarz
w warszawskich łazienkach
do których przywiodły mnie niedzielne koncerty
i wariacje przy których tak śmiesznie pląsają wiewiórki

dlatego wracam

niekonsekwentnie

przed trzydziestką na karku
chciałam dotknąć twoich miękkich rączek
patrząc na ciężarne brzuchy
napotkanych przypadkowo kobiet
ubierałam cię w sukienki, plotłam warkoczyki

tymczasem odbieram kolejne nagrody
opijam awanse

skruszona
opadam na skórzaną kanapę
obiecując ci kolejne narodziny

Z podróży (z listów do P.)

piszę do ciebie enty list z kolejnej miejscowości w takim samym stanie ducha,
który nie pozwala kroczyć dalej z miną grzecznej dziewczynki
roztopiła się pewność siebie, zastygła w kałuży, w której ty palcami nie brodzisz
to takie dziwne
że gdybyś był, nie byłoby listów do Ciebie i mrugnięcia okiem
po każdym kolejnym obiecuję sobie, ze ostatni raz zawracam ci głowę, a ty czytając
każdy
kolejny, dajesz słowo, że nie stracisz cierpliwości..
zaczynam trzaskać drzwiami, choć tego nie słyszysz żadnemu z nas to dobrze nie
wróży
wyjeżdżam na dłużej…

* * *

dopiero teraz, kilka tygodni po tym, jak odszedłeś
spostrzegłam, że ulice nie opustoszały wcale
może tylko ludzie przechodzą obok trochę ciszej
aby nie drażnić

nad miejskim balatonem zaniepokojone żurawie
wyciągają szyje, przekupki na targu przeliczają psie grosze
a przykościelne dzwony raczą napominać
tych, co zgubili gdzieś swojego Boga

modlę się
w tłumie(nie)wiernych
przestępuję
z nogi na nogę

Jolanta Sztejka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *