Arbeit macht frei

Wydaje się, że paradoksalnie doczekaliśmy czasów, kiedy cytowane w tytule słowa niechlubnego syna narodu germańskiego, nabierają nowego znaczenia. Co więcej, wcielane są w życie.

W tzw. wolnym świecie istniała zawsze pewna grupa ludzi, którzy z różnych przyczyn nie parali się pracą zawodową. Byli to przeważnie ci, którzy nie chcieli podejmować codziennego trudu, inni byli niezdolni lub nieudolni a jeszcze inni swoją przedsiębiorczość realizowali poza granicami prawa. To jest dla mnie tak jasne i naturalne, że wiem iż błędem byłoby zmieniać to na siłę. Nie mogę jednak wywołać w sobie obojętności kiedy widzę, że grono bezrobotnych zasilają rzesze zdrowych, chętnych i potencjalnie twórczych a często także dobrze wykształconych ludzi. Nie będę tutaj zastanawiał się nad ekonomicznymi powodami takiego stanu rzeczywistości, ponieważ raczej każdy wie dlaczego tak jest i zna owe przyczyny.

Wojna (bez wypowiedzenia)

Jakiś czas temu pisałem o upadku autorytetów, wzorców i idei, które mogą być solą dającą smak życiu poszczególnych pokoleń. Poniekąd zapomniałem, że jest taka wartość, która obecnie urosła do miana najbardziej poszukiwanej i będącej wręcz przedmiotem bałwochwalczego kultu. Jest nią „praca” i naturalnie nie dziwię się temu. Jednak zastanawiam się nad skutkami wyniesienia na piedestał tego, co powinno być tylko naturalnym stanem codzienności każdego człowieka. Doczekaliśmy się spełnienia ohydnego „proroctwa”, że „praca czyni wolnym”. Wybaczcie wszyscy, którzy ważycie słowa, ale czasem nie przystoi używać słownika od politycznej poprawności.

Ci, którzy przeżyli okresy bezrobocia doskonale zrozumieją o czym mówię. Praca zawodowa niebezpiecznie stwarza szansę na wolność osobistą. Wiadomo, że człowiek odcięty od źródła stałych dochodów jest praktycznie ubezwłasnowolniony. Zostaje narażony na zależność tak szeroką jak wachlarz z Księgi Guinessa: od problemów bytowych, poprzez zależność od innych ludzi a skończywszy na nieodwracalnym poczuciu zaniżenia własnej osobowości. Bezrobotny zostaje zaatakowany, osaczony i konsekwentnie zmuszany do kapitulacji.

Przed bramą „lepszego świata”…

Psychologowie często twierdzą, że długotrwały brak pracy potrafi odmienić człowieka o 180 stopni. Problemu wówczas nie rozwiązuje „odnalezienie straconego skarbu”. Ponowne stanięcie przed szansą zarobkowania a nawet podjęcie – tak przecież oczekiwane – pracy stwarza często nowe dalsze konflikty wewnętrzne. Stojąc a później przekraczając bramę z wiadomym napisem, niedawny bezrobotny wpada w sidła nowej niewoli. Ową wyznacza presja ogromnej machiny społecznej, której kwintesencją są słowa: „na twoje miejsce czeka kilku następnych…”. Nową niewolę wyznacza też pokładanie prawie wszystkich sił, własnego czasu i często innych niewymiernych wartości (np. rodzinnych) w celu utrzymania się na powierzchni. Rzadkością jest stan, że po przejściu już na drugą stronę bramy „obozu pracy”, człowiek jest w stanie odnaleźć siebie – tego z przeszłości, która jawiła się jemu jako ekscytujące wyzwanie. Wiem, są takie nieliczne przypadki. Powstają one jednak w wyniku szczególnych zbiegów okoliczności.

Może istnieje jakiś złoty środek, który pomoże nie tylko przeżyć wojnę ale także nie pozostać inwalidą wojennym. Nieszczęśnikiem, którego jedyną radością pozostaną wręczane odznaczenia wraz z tzw. paskiem wypłaty każdego następnego miesiąca.

Przez tak powszechny problem społeczny jakim jest wysokie bezrobocie żyjemy więc – prawie wszyscy – wszyscy jednym wielkim stanie wojny. Nasze losy – poszczególnych jednostek – różnią się tylko tym, że jedni stoją wciąż przed „obozową bramą” a inni już ją przekroczyli. Jak wiemy wojna niesie ze sobą skrajne, często nieludzkie zachowania. Do najbardziej widocznych należą kolaboracja i donosicielstwo. Są też postawy heroiczne: opór, podejmowanie ryzyka oraz poświęcenia wobec innych. Źródłem tych negatywnych jest lęk. Inspiracją owych zachowań bohaterskich jest męstwo. W sumie nie ma to większego znaczenia, jeśli chodzi o ewentualną poprawę sytuacji ogólnej. Owe zachowania w sytuacji kryzysowej dają tylko tyle, że człowiek może ewentualnie każdego ranka popatrzeć samemu sobie w oczy lub przeciwnie – rozbić lustro przy porannej toalecie.

Zdesperowani do wolności

Wymarzona „przestrzeń życiowa” zarasta więc nowymi kompleksami budynków, przeznaczonych do pracy (czasem przymusowej). Robi się coraz ciaśniej, mroczniej i zbyt szablonowo. Niczym zunifikowani więźniowie wstajemy rankiem i podejmujemy wyzwanie. Czasem tylko myślimy o czymś więcej, więcej prawdziwym wyzwoleniu i końcu wojny. Wtedy spełnieniem stają się ciche plany ucieczki poza szczelne druty schematów.

Waldemar Jocher

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *