Kartezjański racjonalizm

Bardzo chętnie podumam sobie dzisiaj na temat filozofii Kartezjusza, jest to bowiem jeden z ulubionych moich tematów (przynajmniej ostatnio), a skoro Michał zainicjował na łamach naszej rubryczki szereg zagadnień związanych z wystąpieniem Kartezjusza na scenie historii filozofii, uważam, że okazja jest ku temu jak najbardziej odpowiednia. A więc Kartezjusz rządzi tym razem.

Ten francuski myśliciel renesansu (noszący w sam raz renesansowe imię – Rene) rzeczywiście okrzyknięty został ojcem racjonalizmu. Nie znaczy to oczywiście, że był on pierwszym racjonalistą czy też odkrywcą racjonalizmu – już Platon wysunął i realizował postulat racjonalnego poznania. Kartezjusz może więc być nazwany co najwyżej ojcem nowożytnego racjonalizmu. I rzeczywiście u Kartezjusza racjonalizm pojawia się w nowej, nowoczesnej jak na owe czasy, postaci. Przecież to właśnie filozofię Kartezjusza uznano za początek epoki nowożytnej. Na czym więc polegał ten jego rewolucyjny wkład w filozofię i co czyni jego koncepcję tak wyjątkową na tle poprzednich?

Aby dokładniej omówić specyfikę kartezjańskiego racjonalizmu, dobrze będzie na początku ustalić, co rozumiemy poprzez „racjonalizm”. Współcześnie popularne jest takie rozumienie tego terminu, jakie zostało przytoczone powyżej przez Michała, na początku jego tekstu. Mianowicie za racjonalizm uważa się takie nastawienie i taki światopogląd, który każe poruszać się człowiekowi jedynie w obrębie tego wycinka świata, który został już dokładnie przebadany, zmierzony i opisany przez uznane za autorytarne (bo posługujące się wyłącznie materiałem z doświadczenia zmysłowego) nauki przyrodnicze. Tak rozumiany racjonalizm jest bardzo ściśle powiązany z empiryzmem, zakłada bowiem, że realne i godne naszej uwagi jest jedynie to, co możemy zważyć, zmierzyć i skatalogować.

Ciekawe jest, że w czasach Kartezjusza empiryzm był stanowiskiem stojącym w opozycji do racjonalizmu. Te dwa stanowiska były nie do pogodzenia, bowiem zwalczały siebie nawzajem. Źródeł tego rozdziału szukać należy w starożytności. Gdy postawione zostało pytanie „Gdzie zaczyna się nasza wiedza, gdzie jest początek procesu poznania?”. Platon odpowiedział, że wszelka wiedza pochodzi wyłącznie z umysłu i żadne doświadczenie zmysłowe nie jest nam do jej uzyskania potrzebne. A więc nawet gdyby człowiekowi odebrać wszystkie zmysły, tak by w ogóle nie mógł on receptywnie odbierać świata, samym rozumem miałby szanse dojść do prawdy o tym świecie. To stanowisko trochę złagodził Arystoteles, przyznając, że wiedza ma swój początek w zmysłowym spostrzeżeniu świata, lecz narzędziem potrzebnym do poznania praw przyrody jest jedynie rozum. Tak narodził się racjonalizm (ratio – rozum), czyli przekonanie, że tylko rozum, nasza wrodzona umiejętność myślenia, umożliwia nam poznanie świata i zdobycie wartościowej wiedzy. A więc w swym pierwotnym znaczeniu racjonalizm to nic innego, jak posługiwanie się rozumem.

W koncepcjach starożytnych rozumowanie i jego efekty przeciwstawione zostało poznaniu poprzez zmysły. Rozgraniczono te dwie sfery, po czym odmówiono poznaniu zmysłowemu jakiejkolwiek wartości, że tak powiem, naukowej. Uznano, że zmysły dostarczają wiedzy niepewnej, wiedzy o rzeczach przypadkowych, która to wiedza nijak nie może nam pomóc w dochodzeniu do prawd absolutnych, a wręcz może w tym przeszkadzać. Empiryzm jako poważne stanowisko naukowe nie wchodził więc w grę.

W czasach Kartezjusza sytuacja jest już inna. Zaczyna się rozwijać empiryzm brytyjski, znane jest „Novum Organum” Franciszka Bacona. Znudzenie kilkoma wiekami rozważań o bytach ponadzmysłowych, niecielesnych, o Bogu, duszy, aniołach itp. doprowadza myślicieli do tęsknoty za wiedzą konkretną, ścisłą, wolną od dogmatów. Bacon poszukuje takiej wiedzy w świecie konkretnych przedmiotów cielesnych (w świecie przyrody), Kartezjusz natomiast wybiera inną drogę.

Otóż nie chce on wartościować wiedzy według tego, co jest jej przedmiotem, lecz według metody, za pomocą której wiedzę tę zdobywamy. Przypomnijmy; starożytny racjonalizm nazwany został racjonalizmem nie ze względu na przedmiot rozważań, ale ze względu na „instrument” za pomocą którego rozważań tych się dokonuje. Tak więc miały miejsce racjonalne (rozumowe) rozważania o bytach nawet najbardziej abstrakcyjnych (np. platońskie idee czy Bóg). Większość ludzi współczesnych odżegnałaby się od nazwania podobnych dociekań racjonalnymi. Kartezjusz, śladem starożytnych, skupił się nad pytaniem za pomocą czego zdobywamy wartościową wiedzę, a nie o czym taką wiedzę zyskać możemy.

Kartezjusz postanawia poddać rygorystycznej próbie całą wiedzę, nie rozgraniczając jej na naukową i nienaukową. Zadaje fundamentalne pytanie: czy coś z tego, co wiemy, jest absolutnie pewne? Próba Kartezjusza polega na systemowym wątpieniu we wszystko, w co zwątpić się da. Tak więc kolejno: Odrzuca wszystko, o czym informują nas zmysły. To żadna nowość. Zmysły jak wiadomo często nas zwodzą i już starożytni odebrali empirii wartość poznawczą.

Dodatkowo wzmacnia swój sprzeciw wobec poznania poprzez zmysły tzw. argumentem snu, który brzmi mniej więcej tak: we śnie często nie zdajemy sobie sprawy, że śpimy i doznajemy różnych wrażeń z siłą nie mniejszą niż na jawie. Jak więc możemy być pewni co jest snem, a co jawą?

Aż do tego momentu Kartezjusz nie wprowadza niczego nowego – w to wszystko zwątpili już starożytni. Ale oni zatrzymali się, znajdując coś pewnego; prawa logiki i matematyki. Na ich prawdziwość i niezawodność nie mają wpływu żadne wrażenia zmysłowe, a i nawet we śnie dwa plus dwa musi być cztery. Oto granica wątpienia przedkartezjańskiego.

A oto i przełom Kartezjusza. Dodał on bowiem do swojego wątpienia jeszcze jeden argument, wobec którego nawet bezwzględna pewność matematyki i logiki była nie do utrzymania. Argument był następujący:

Przypuśćmy, że istnieje wszechmogący zwodziciel (w sensie Bóg), który zwodzi nas jak tylko zechce i może wywoływać w nas dowolne złudzenia. Zgodnie z odziedziczonym po epoce średniowiecza wyobrażeniem Boga, Kartezjusz uważa Go za istotę stojącą ponad prawami logiki. Jeżeli Bóg chce, może sprawić żeby dwa plus dwa było pięć. Jeżeli Bóg ma ochotę nas nabierać, może nas nabierać absolutnie co do wszystkiego. Kartezjusz, wysuwając przypuszczenie, że Bóg jest zwodzicielem, posuwa się w swoim wątpieniu dalej niż ktokolwiek przed nim.

Racjonalizm kartezjański miał realizować postulat wiedzy absolutnie pewnej. Kartezjusz odmówił świadectwu zmysłów, odmówił tej pewności również większości operacji rozumowych i ich rezultatom. Lecz osiągnął w końcu swój „punkt archimedesowy”, odnalazł swoją tezę niepowątpiewalną i uczynił ją fundamentem dla zbudowania pewnej wiedzy.

Tezą tą okazało się słynne „cogito ergo sum” a jej wymowa polega na tym, że w procesie systemowego wątpienia nie można zwątpić w to, że się wątpi. A jeżeli się wątpi to znaczy, że się myśli. A jeżeli się myśli, to znaczy, że musi istnieć ten, który myśli. Za pomocą tej argumentacji nie można jeszcze udowodnić, że istnieje człowiek jako fizyczny organizm, jest już jednak udowodnione, że istnieje umysł myślący.

Oprócz odnalezienia „bazowej” tezy niepowątpiewalnej, która może posłużyć za punkt wyjścia, do uzyskania wartościowej wiedzy uważał Kartezjusz za konieczne posługiwanie się niezawodną metodą rozumowania. Za taką metodę uznał on logiczną dedukcję. Jeżeli, nie naruszając praw logiki, będziemy w oparciu o fundamentalną tezę oraz tezy bezpośrednio z niej wydedukowane, wyprowadzać i udowadniać kolejne tezy, będziemy mogli mieć pewność, że okrywamy prawdę o świecie. Rezultaty nauk przyrodniczych będzie można uznać za wiarygodne dopiero wtedy, gdy na drodze czysto rozumowej uda nam się wykazać, że można zaufać zmysłom. Oto kwintesencja racjonalizmu Kartezjusza.

Niestety jemu samemu nie udało się zrealizować tego ideału, którego był pomysłodawcą. Jego fundamentalna teza „cogito ergo sum” okazała się niewystarczająca do uzasadnienia pewności całej naszej wiedzy o świecie. A w każdym razie nie udało się tego Kartezjuszowi dokonać trzymając się wyłącznie logicznej dedukcji. Dla obalenia swego najsilniejszego argumentu wątpienia, czyli argumentu o zwodzicielu, musiał uciec się do rozumowania dogmatycznego, co zarzucało mu później wielu jego krytyków. Odwołał się Kartezjusz do stosowanego już w średniowieczu dowodu na istnienie Boga, czyniąc z niego na swój własny użytek dowód mówiący, że Bóg nie jest zwodzicielem. Ta droga rozumowania przebiega w największym skrócie tak:

Mamy w swoim umyśle ideę istoty doskonałej. Sami doskonali nie jesteśmy, a więc idea ta nie jest tworem naszego umysłu, ponieważ skutek nie może być doskonalszy od swej przyczyny. Idea Boga musi więc pochodzić od Boga samego, a to znaczy, że On istnieje i nam tę ideę w umyśle zaszczepił. Dalej: skoro istnieje Bóg doskonały, jest On dobry, a jeżeli jest dobry, to nas nie zwodzi. A więc prawa logiki są uratowane i tym samym zasadność stosowania logicznego rozumowania jako pewnej metody naukowej.

To niespodziewane posłużenie się argumentacją z pogranicza teologii może wydawać się zaskakujące u tak trzeźwo patrzącego badacza jak Kartezjusz. Niestety nie udało mu się wypełnić tej luki w jego filozoficznej koncepcji inaczej, jak tylko uciekając się do tego rodzaju argumentacji. Można więc zaryzykować twierdzenie, że racjonalizm Kartezjusza opiera się filarach irracjonalnych, albo też, że jest tylko postulatem, którego samemu Kartezjuszowi w pełni zrealizować się nie udało.

Niemniej, poglądy Kartezjusza zapoczątkowały rewolucję w siedemnastowiecznej umysłowości. To on jako pierwszy pokazał, że można „na poważnie” poddać w wątpliwość istnienie świata. Po Kartezjuszu już nigdy nie prowadzono sobie spokojnie rozważań nad naturą i istotą świata, gdyż nie potrafiono w sposób dostatecznie przekonujący udowodnić na gruncie teoretycznym, że ten świat na pewno istnieje, i że nie jest tylko złudzeniem wywoływanym przez jakieś nieznane siły w pewnym złożonym urządzeniu zdolnym do myślenia. Po Kartezjuszu znalezienie takiego dowodu w naukach teoretycznych stało się niemal koniecznością. Kartezjusz przesunął środek ciężkości zainteresowania filozofów ze świata na umysł próbujący ten świat poznać. Podmiot myślący stał się zagadnieniem pierwszoplanowym, a świat przedmiotów – problemem względem niego wtórnym. Stąd też nowe oblicze, jakie racjonalizmowi nadał Kartezjusz; wcześniej racjonalizm dotyczył postawy badawczej zorientowanej na obiektywnie istniejący świat przedmiotów, empiryzm natomiast dotyczył subiektywnych wrażeń i doznań poszczególnych ludzi. Racjonalizm reprezentował poważną wiedzę naukową, empiryzm – przestrzeń mniemania i przypuszczeń.

Racjonalizm w wydaniu Kartezjusza dotyczy właśnie zjawisk zachodzących w świadomości człowieka, czyli sfery subiektywizmu. Odtąd właśnie ta sfera stała się głównym terenem badań naukowych (chodzi oczywiście o nauki teoretyczne) i poszukiwań filozoficznych oraz materiałem dla „prawdziwej” i „poważnej” wiedzy.

Echa Kartezjusza brzmią jeszcze nadzwyczaj wyraźnie u tak dalece późniejszych myślicieli jak Kant czy Husserl. Wiele jest w filozofii kwestii niejasnych i spornych, ale w to jedno nie powątpiewa chyba nikt; Rene Descartes dokonał prawdziwej rewolucji w myśleniu filozoficznym. Rewolucji, która wytyczyła myśli nowy kierunek, którym podążyły całe następne stulecia.

Sylwia Zawadzka

5 thoughts on “Kartezjański racjonalizm

  1. Owszem, tekst ciekawy, ale powinien zawierać jeszcze więcej informacji o racjonaliźmie Kartezjusza. Widać „lanie wody” a nie pisanie na temat. Poza tym tekst miesza style.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *