Andrzej Kozakiewicz (Pidżama Porno)

Każdy coś robi – albo i nie…

Urodzony 6 lipca 1966 w Pile Andrzej „Kozak” Kozakiewicz jest jednym z liderów i założycieli zespołu Pidżama Porno. Z wykształcenia magister politologii, w rzeczywistości całkowicie oddaje się muzyce: w zespołach Świat Czarownic, Strachy Na Lachy oraz oczywiście Pidżama Porno.

Rafał Natzke-Kruszyński: Ostatnią płytą, którą wydała Pidżama Porno jest „Bułgarskie Centrum”. Możemy się spodziewać następnego krążka?

literackie darmowe ebookiAndrzej Kozakiewicz: Tak naprawdę to nie wiadomo. Płyt nie wydaje się jedna za drugą, tak ad hoc. Na pewno musi upłynąć trochę czasu, musimy nagrać materiał i dopiero wtedy będzie następna płyta. Kiedy ona będzie, to cholera wie. Nigdy nie planujemy, czy to ma być za rok albo za dwa. Jak odczuwamy wewnętrzne ciśnienie to wtedy ona jest – a jak nie ma to nie ma.

Obecnie takie ciśnienie jest?

W tej chwili dużo czasu poświęciłem z Grabażem [Andrzej Grabowski – przyp. red.] na zrobieniu płyty Strachów i ten rok był właśnie poświęcony dla tego projektu. A w przyszłym roku zobaczymy. Teoretycznie w planach jest, żeby coś Pidżama zrobiła w przyszłym roku. Na pewno będzie DVD, według mnie całkiem fajne, przekrojowe – z wszystkimi teledyskami, dużo koncertów. To jest bardziej pewne niż nowa płyta.

Pidżama Porno jest zespołem mającym wierną i ukształtowaną rzeszę fanów, jednak nie widać Was w telewizji i na szczytach list przebojów. Co Pan sądzi o gwiazdach tzw. „jednego sezonu”, i czy nie kusi Was aby zrobić coś pod publiczkę?

Pidżama Porno ogólnie listy przebojów ma w dupie. To nie my się prosimy i nigdy nie będziemy się prosić, żeby istnieć bardziej czy mniej w mediach. Albo cię tam chcą, albo cię nie chcą. Jeśli jesteś idiotą i pchasz się na maksa, żeby tam wejść to prędzej czy później zdechniesz. Nam jest to zupełnie niepotrzebne. Na temat innych nie będę się wypowiadał co robią – to jest ich sprawa.

A zastanawialiście na nad kluczem to tak długiego (18 lat) utrzymywania się na rynku..muzycznym?

Nie mam zielonego pojęcia. Wydaje mi się, że jedną z takich rzeczy może być szczerość przekazu. My się nie kreujemy. Jesteśmy sobą, robimy to co robimy. Jeżeli to ciągnie innych ludzi, to zajebiście. Skoro zapełniamy kluby po tysiąc osób to jest się z czego cieszyć. Jakby zrobić koncert takiej gwiazdy „topowej” to można się czasem uśmiać ile to osób przyjdzie do klubu.

W trakcie nagrywania płyty „Futurista” (1990) współpracowaliście z Kasią Nosowską. Jak Pan ją postrzega z czasów, kiedy była jeszcze nikomu nieznaną osobą?

literackie darmowe ebookiByła to osoba dziwna. Hmm, dziwna to jest mało powiedziane. Była wystraszona. Żeby ona cokolwiek wtedy zaśpiewała, to nam zajęło chyba trzy godziny, żeby ją namówić. Trochę pękała, bo jeszcze nie była „tą” Kasią Nosowską – wyśpiewaną i tak dalej. Czy wstydziła się, krępowała – nie wiem. Miała taką osobowość i tyle.

Miał Pan okazję poznać również Kazika Staszewskiego – legendę polskiego punk-rocka. Jak wygląda Kazik widziany oczyma..Kozaka?

Tak samo jak Kozak widziany oczyma Kazika. Jesteśmy normalnymi ludźmi. To czy gdzieś grasz czy nie grasz to tak naprawdę nie ma znaczenia w kontaktach międzyludzkich. Albo jesteś mądry, albo jesteś głupi i tyle.

Wraz z Krzysztofem Grabowskim, Małgorzatą Maciejewską i Piotrem Maciejewskim zostaliście nominowani do nagrody Yach Film Festival w kategorii „Najlepszy scenariusz” za teledysk „Gdy zostajesz u mnie na noc”. Proszę powiedzieć coś więcej o tym wydarzeniu?

Nie mam nic do powiedzenia bo nie dostaliśmy żadnej nagrody. To była tylko nominacja, nic więcej. Nigdy nie uczestniczyliśmy w żadnym Yachu. Nigdy nas tam nie było.

To może coś o tym jak powstają teledyski?

W przypadku akurat tego teledysku była zabawna sytuacja, bo pożyczyliśmy od znajomych mundury. Były one totalnie niekompletne, ale poprzebieraliśmy się. Chcieliśmy zrobić wojskowy teledysk. Kręciliśmy to na Cytadeli w Poznaniu i obok, za płotem, była szkoła nauki jazdy. My tam poprzebierani łaziliśmy po tych torach i w ogóle było śmiesznie. Ludzie z tej szkoły podeszli do płotu, stoją i patrzą. W pewnym momencie słyszymy jak oni między sobą mówią: „O pewnie kręcą następny odcinek jakiegoś filmu wojennego”. Myśmy się polali ze śmiechu, no i było ok. Fajnie było polatać po lesie z imitacją karabinu i przebranym za żołnierza. Z tym, że mundury strasznie śmierdziały, były stare – po prostu okrutnie capiły, rzygać się chciało, ale za to teledysk wyszedł fajny.

Jest Pan magistrem politologii. Czy przydaję się to Panu w życiu?

literackie darmowe ebookiOczywiście, że tak. Patrząc na to, co się naokoło dzieje znam dużo zasad, które tym kierują i nie robię dużych oczu. Wiem dlaczego pewne fakty następują i łatwiej mi postrzegać rzeczywistość.

Czy może ma Pan jakieś rady dla młodych ludzi, którzy studiują lub lada dzień zaczną studia?

Co ja miałbym radzić? Co mają robić? Czego mają się uczyć? Niech obierają swoją drogę w życiu. Ja nie mogę w żaden sposób nikomu nic radzić – ja nie jestem księdzem, kaznodzieją ani żadnym guru. Każdy jest odpowiedzialny za własny los i robi to co chce – byle robił to dobrze.

Czy ściąganie muzyki przez Internet jest czystą kradzieżą, czy też ma pewne dobre strony? A może należy to traktować jako zło konieczne?

Powiem ci tak. Jeśli ktoś włożył w nagranie i zrobienie utworu ileś tam godzin pracy, zapłacił za studio, to ściąganie nielegalne muzyki jest zwykłą kradzieżą. To jest tak jakbyś podszedł i mi z kieszeni wyciągnął kasę. Sprzedaż na bazarach to też jest zwykła kradzież. Wchodzi ktoś do ciebie do domu i zabiera ci meble – to jest to samo. Ale jeśli ktoś specjalnie wypuszcza pewne rzeczy do Internetu w postaci empetrójek, żeby pokazać to co robi – to po prostu daje to ludziom za darmo i niech ściągają. Internet stał się tak otwartą przestrzenią, że można tam zaistnieć. Nie musisz łazić po jakiś pojebanych wytwórniach, żeby cię ktoś ewentualnie w dupę kopnął – bo tak wygląda działanie większych wytwórni w tym kraju. Polskie bendy są traktowane jak, hmm… W zasadzie w ogóle nie są traktowane. Cała zasada działania wytwórni zachodnich polega na tym aby wydawać wszystko to, co przychodzi głównie z zachodu i dopiero gdzieś tam na samym końcu jest „no to zróbcie ewentualnie coś polskiego, żeby tam wszyscy nie piszczeli”. Tak to po prostu działa. Szef jest gdzie indziej, a wykonuje się przede wszystkim polecenia szefa. A tutaj to słabizna. Mieliśmy parę kontaktów z wytwórniami i stwierdziliśmy, że to nie jest nasz świat w ogóle. Lać na to totalnie. Lepiej założyć własną wytwórnię i robić to samemu – lepiej się na tym wyjdzie.

Pani Anna Fechner napisałą o Was pracę magisterską. Czy nie wydaje się to Panu dziwne, żeby w ten sposób podejść do napisania pracy magisterskiej?

Pracę magisterską można napisać o wszystkim. Jak masz fajny temat to piszesz.

literackie darmowe ebookiCzujecie może jakąś nobilitację z tego powodu, że jednak ktoś napisał o Was pracę naukową?

Nobilitację nie, ale satysfakcję tak. To jest kolejny znak, że to co robimy zadziałało na kogoś tak, że potrafił napisać o tym pracę magisterską. Ktoś inny potrafi coś narysować – parę takich rzeczy dostaliśmy od ludzi. Ostatnio w Rzeszowie dostaliśmy książkę zrobioną o nas. Gościu zrobił to po prostu fantastycznie – teksty, zdjęcia, w twardej okładce. Zrobił ją tylko w jednym egzemplarzu. Bardzo fajna sprawa.

Uczestniczy Pan w trzech projektach: Pidżama Porno, Strachy Na Lachy i Świat Czarownic. Z którym czuje się Pan najbardziej związany?

Z wszystkimi trzema. Obecnie akurat Świat Czarownic jest najbardziej w gruzach, bo trochę się zespół posypał, ale nadal istnieje.

5 października wyszedł singiel „Dzień dobry kocham cię” do płyty „Piła Tango” zespołu Strachy Na Lachy. Proszę przybliżyć to wydawnictwo?

No singiel to jest singiel, wydawnictwo promujące. Płyta wychodzi w listopadzie. Nie jest to żaden przekrój ani odpowiednik tego, co będzie na płycie. Jest to jedno nagranie z płyty, które według nas jest akurat fajne. Są cztery wersje, trzy remiksy tego samego utworu zrobione przez różnych ludzi.

Czy to prawda, że ten rytuał „Dzień dobry kocham cię” narodził się tutaj, w Toruniu?

W sumie tak. Zabawiliśmy się w taki sposób, że każdy po kolei mówił „dzień dobry” i ludzie odpowiadali „kocham cię” i to było bardzo zabawne i tak nagle zrobione. Ot, chwila była taka.

Na ile granie w zespole jest zabawą, przyjemnością, a na ile zwykłym zarabianiem na chleb powszedni?

literackie darmowe ebookiOdpowiem bardzo prosto: wszystkim. Wszystkim po trochu. I spędzaniem wolnego czasu, i zabawą, i zarabianiem pieniędzy. Jest to nasz własny zakład pracy, który sami sobie stworzyliśmy. Czujemy odpowiedzialność za to, co robimy. Nie mamy szefów, jest nam dobrze. Mała firma. Mafia.

Ma Pan jakiś swój wzór muzyczny?

Nie mam. Nie mam żadnym wzorów muzycznych. Podoba mi się wiele zespołów. Są to zespoły różne, nazw podawał nie będę, bo to nie ma znaczenia.

Co by Pan zrobił, gdyby pewnego dnia Pana syn (ur. 1996) przyszedł i powiedział, że zakłada zespół i że chce to w życiu robić?

Odradzałbym na dzień dobry. To się może z boku wydawać, że to jest takie fajne, przyjemne grać sobie. Trzeba bardzo dużo pracy poświęcić, żeby zagrać w ogóle. To nie jest takie łatwe. To jest to samo co robi górnik, tylko w inny sposób. Nie rąbiemy węgla, ale rąbiemy na gitarach czasem po kilkanaście godzin.

Co by Pan robił, gdyby nie było Panu dane być muzykiem?

literackie darmowe ebookiA skąd ja mam wiedzieć, co ja bym robił wtedy? Nigdy w taki sposób nie myślałem i nie jest mi to potrzebne. Coś bym tam robił. Każdy coś robi – albo i nie… W swoim życiu pracowałem półtorej miesiąca za biurkiem i stwierdziłem, że to nie jest robota dla mnie.

Za chwilę zacznie się już któryś Wasz występ w Toruniu. Co myślisz o naszym mieście?

Jest bardzo fajnie. Jak w każdym innym mieście. Miejsce i miasto nie mają najmniejszego znaczenia. Ludzie tworzą klimat – i albo klimat jest fajny, albo jest średni, albo jest do dupy. Nam się udaje, w większości, mieć klimat zajebisty. Mamy szczęście: zapełniliśmy OdNowę, wszystkie bilety sprzedane – to się nie zdarza każdemu codziennie.

Co może Pan na koniec powiedzieć naszym czytelnikom?

Studiujcie jak najdłużej. Nawet i po kilkanaście lat. Bo to jest zajebisty czas. Jak mówią Czesi: „To se ne vrátí”.

rozmawiał Rafał Natzke-Kruszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *