Kalejdoskop wrażeń, kalejdoskop zdarzeń

Czasami doświadczam dziwnego uczucia zmętnienia krajobrazu rzeczywistości. Wszystko zaczyna przybierać postać tragikomicznej groteski, a świat to zatrzymuje się, to cofa, by znów nabrać rozpędu. Czasami, patrząc na życie w Naszym ukochanym kraju nad Wisłą, odnoszę dziwne wrażenie totalnego braku jakiegokolwiek poczucia sensu. Tak, Proszę Państwa, może zwariowałam, ale ze mną reszta świata.

Przypomnijmy sobie rzecz, mającą miejsce ponad rok temu, w kwietniu. Zatrzymany ruch na drogach, świece w oknach, przerwy w transmisji programów. Zmarł Papież.

Wydarzenie to zapoczątkowało serię niepojętych nawróceń na wiarę katolicką, przysięgi poprawy, chęć umiłowania bliźniego swego jak siebie samego. W tych dniach można było uświadczyć, rzeczy, które nawet filozofom się nie śniły. Ekspedientki w sklepach, o ile były w tym czasie otwarte, ukradkowo, bądź też nie, ocierały łzy przy kasowaniu zakupów. Wstążki powiewały na antenach samochodów. Odświętnie ubrani ludzie podążali na pielgrzymki do kościoła, nawet kilka razy dziennie. Cóż za oddanie. Uwieńczeniem tamtejszego stanu rzeczy stało się przypięcie młodzieży, zarówno polskiej, jak i tej wszechpolskiej, łatki pokolenia JP2. To, że ktoś nie czuł się na siłach podjąć ten ciężar nie było ważne, ważne było natomiast to czy każdy jednakowo opłakuje śmierć Karola Wojtyły.

Jednak, jak to zwykle bywa to, co dobre, lub niekoniecznie, kiedyś się kończy. Dziś, w ponad rok po tamtejszych wydarzeniach zastanawiam się czy przypadkiem nie objawiam wczesnych ataków schizofrenii, za co rodzinę i bliskich bardzo przepraszam. Otóż, Drogie Koleżanki, Drodzy Studenci, jak zwykł mawiać, pewien arcymiły wykładowca, jestem w kropce. Wieść niesie, iż w Polsce i nie tylko, dokonuje się załamanie w Kościele Katolickim. Ludzie ostentacyjnie zrywają z wiarą w Chrystusa, którego podejrzewa się o brak pierwiastka boskości. Gnostycy zapewne zacierają ręce.

Co jest powodem takiego obrotu sprawy? Cóż, sądzę, że wiele czynników może mieć tu znaczenie. Marazm, w jakim zastygł od jakiegoś czasu Kościół, brak porozumienia między tym, który uważa, że wierzy a przedstawicielem tej zacnej instytucji, księdzem, który jak się okazuje wcale nie taki święty, na jakiego wygląda. A, może brak Biblii w spisie lektur szkolnych?

Powodem bezpośrednim jednak, stała się adaptacja pewnej grafomańskiej, aczkolwiek bestsellerowej książki „Kod Leonarda Da Vinci”, autorstwa pana z Ameryki, niemającego wiele wspólnego z naukową stroną religii chrześcijańskiej, choć podważającego jej podwaliny. Kanadyjczycy ponoć traktują rzeczoną książkę jako spis prawd ogólnych, które Kościół śmiał się po kryjomu zataić.Nie można jednak odmówić Danowi Brownowi wyczucia czasu. Bo oto wdarł się w spokojne życie człowieka wierzącego i przerwał mu zapewne odmawianie kolejnej zdrowaśki. Człowieka, który co niedzielę uczęszcza do kościoła, traktując swoją religijność nie w kwestii mistycznej, lecz jako systematyczne odrabianie pewnego zadania. Poniekąd może przyczynił się do refleksji nad celem istnienia owej instytucji, która po latach nieprzystosowania do nowych standardów życia chyli się ku upadkowi.

Jako studentka zarządzania mogłabym powiedzieć, że instytucja z Papieżem na czele jest źle zorganizowana. Po co komu religia, której prawa i zasady, tak jak w naszym państwie, wydają się być niekompatybilne z obecną sytuacją człowieka współczesnego. Oczywiście można powiedzieć, że prawa kościelne nie ulegają procesowi starzenia. Jednakże, pragnę przypomnieć, iż nie żyjemy w Średniowieczu. Kościół to ludzie, nie instytucja!

Ludzie się starzeją, dokonują przewartościowania wartości, wychodząc z jednych zabobonów popadają w kolejne. Kościół nie może tkwić w nieustannej stagnacji, w przeciwnym razie skamienieje i stanie się ciekawostką archeologiczną.

Współczesny człowiek wydaje się być z jednej strony zagubiony w świecie nieograniczonego przepływu informacji, z drugiej zaś bardziej świadomy swego istnienia i chęci zgłębiania swej duchowości.

Pora chyba zastanowić się nad tym czy ów człowiek gotowy jest na podjęcie odpowiedzialności za własne życie, czy też nadal potrzebuje podtrzymywania za rękę i wiedzenia przez trudy ciężkiego żywota.

Monika Żurawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *