Kat w filmie

Mordują, gwałcą, torturują. Są bestiami, nie myślą racjonalnie, działają pod wpływem wyższej siły, chcą zwrócić na coś uwagę. Ich motywy zbrodni są różne, ale charakteryzuje ich jedno: zabijają. Jakie są przyczyny takich zachowań, kim są ci ludzie, czy są podobni do nas? Jeżeli tak, to czy to oznacza, że każdy z nas jest zdolny do takich czynów?

Psychole i świry dwa określenia, które są w miarę przyzwoite i którymi można nazwać wszystkich bohaterów, których chcę wziąć pod lupę, aby przyjrzeć się ich motywom zbrodni. Bowiem jak zapewne się domyślacie, na pomoc w rozwiązaniu tej zagadki śpieszy nam kino.

literackie darmowe ebookiNie trzeba się długo zastanawiać nad mordercą w kinie, aby znaleźć odpowiedniego. Ot, weźmy Hanibala Lectera. Bohater książki Thomasa Harrisa, stał się bardziej popularny dzięki filmowym adaptacjom: „Milczeniu owiec” (1991), „Hanibalu” (2001), czy „Czerwonym smoku” (2002). Hanibal jest, a właściwie był lekarzem. Jest zatem wykształconym, inteligentnym człowiekiem. Zaliczanym do elity społeczeństwa, ale Hanibal jednocześnie jest ludojadem. Zabija swoje ofiary, obdziera ze skóry i zjada ich części ciała. Jest nieuchwytny, potrafi unikać policji, a z policjantką Clarice Starling bawi się w kotka i myszkę. Sprawia wrażenie, że chce aby kobieta odkrywała jego zbrodnie, poznawała jego osobowość. Anthony Hopkins wcielający się w postać Lectera udowodnił swoją klasę aktorską. Jego twarz może jednocześnie kojarzyć się z ciepłym wyrazem twarzy starszego pana w „Joe Black”, jak i przerażającym psycholem, który smaży mózg swojej ofiary i daje jej do skosztowania.

Wcale nie gorszy jest od niego John Doe (Kevin Spacey), krwawy bohater z filmu „Siedem” (1995). John ma misję do wykonania. Brzydzi się plugastwem tego świata. Oszuści, hipokryci, obłudnicy, ludzie nie dbający o siebie, dziwki. Oni wszyscy zasługują na karę, którą wymierzy im Doe. Dzięki swoim czynom będzie znany na świecie i będzie miał swoich następców. A to już jest element szaleńczej wiary, która im bardziej jest zwalczana tym bardziej umacnia się i jest wiarygodna.

Co takiego strasznego robi John Doe? Popełnia morderstwa, ale nie zwykłe, lecz wyszukane. Zadaje swoim ofiarom cierpienie i ból – celowo, bowiem motyw zbrodni jest tu rytuałem, ma znaczenie, jak obrządek. John działa według swojego własnego planu, którym jest Biblia z siedmioma przykazaniami. Księga, która ma być źródłem miłości do bliźniego w złej interpretacji staje się motywem zbrodni. W filmie mamy zachowaną równowagę z jednej strony „podziwiamy” akty zabójcy, z drugiej kibicujemy dwóm policjantom, którzy wpadli na trop psychopaty. Jak duże znaczenie mają tu detektywi Somerset (Morgan Freeman) i Mills (Brad Pitt)? Czy są częścią planu Doe’a, czy ich rola ogranicza się tylko do zapewnienia widzowi odrobiny bezpieczeństwa i wartkości akcji?

Na wyobraźnię widzów mocno oddziaływują nie tylko sceny zmasakrowanych zwłok, ludzie doprowadzeni do psychicznego, lub fizycznego wyczerpania, ale sam widok mordercy. Wspomniany Hanibal Lecter zakneblowany w swoją maskę budzi przerażenie. Podobny do niego jest Garland Greene (Steve Buscemi) z sensacyjnego filmu „Lot skazańców” (1997). Mimo, iż sam film nie ma zbyt wiele wspólnego z bestialskimi mordami, to właśnie Greene samą swoją osobowością budzi lęk. Jest więźniem na pokładzie samolotu, na którym znajdują się największe oprychy USA. Niestety, łatwo się domyślić, że inteligentni przestępcy łatwo sobie radzą z nie do końca sprytnymi strażnikami i samolot opanowują. Role się odwracają. Więźniami stają się strażnicy, a strażnikami byli więźniowie, w tym również Greene. Dlaczego się nim interesujemy? 30 zabójstw na wschodnim wybrzeżu. Wszystkie swoje ofiary poćwiartował. Garland budzi przerażenie swoją osobowością. Jego postura jest zwykła, powiedziałbym, że nawet wątła. Jednak ten spokój na twarzy i przenikliwy wzrok. W blasku jego oczu niemal jesteśmy pewni, że zobaczymy czającą się do skoku bestię, która w każdym momencie jest w stanie nas rozszarpać. Wyobraźnia działa na widza. W spokojnym z pozoru człowieku, jest coś niepokojącego i wręcz przerażającego.

literackie darmowe ebookiNie trzeba być przerażającym mordercą, aby zasłużyć sobie na miano psychopaty, czy świra. Na dowód przedstawiam dwie sylwetki, które całkowicie przypadkiem zagrał Brad Pitt. Pierwsza to Tyler Durden z owianego sławą filmu „Fight Club” (1999). Gdy go poznajemy jest raczej intrygujący, zabawny i fascynujący. Ma luźne podejście do ludzi. Jednak skrywa tajemnicę. Jego „jednorazowy” przyjaciel z samolotu widzi w nim początkowo fajnego kumpla, a później przyjaciela. Tyler wyznaje zasadę, że nie należy być materialistą, że rzeczy, które posiadasz w końcu posiadają Ciebie. Durden ma swój własny przemyślany plan, który z mozołem realizuje. Zdaje się mówić, nie miejmy nic, bądźmy wolni, dążmy do wspólnego posiadania przedmiotów. W Stanach film odebrano źle. Twierdzono, że nawołuje do anarchii. No cóż, jeżeli bohater filmu chce wysadzić w powietrze kilka budynków z firmami finansowymi to trudno im się dziwić, że tak ocenili bohatera. Pytanie stawiam zatem zasadnicze, czy cel uświęca środki? Czy dla wyżej wartości można poświęcić ludzkie istnienia?

Drugą rolą Pitta jest rola „rasowego” świra z zakładu dla psychicznie chorych – Jeffrey Goines z filmu „12 małp” (1995). Czyli zdaje się jest on idealnym przykładem. Tak macie rację, Goines jest typowym czubkiem, człowiekiem niespełna rozumu, któremu ku zdziwieniu wielu udało się wcielić w życie swój plan. Zakłada on organizację 12 małp, która ma za zadanie wywołać epidemię na globalną skalę. Jeffrey jest nadpobudliwy i uważając go za świra, trudno jest nam odgadnąć co tak właściwie nim kieruje? Jego wypowiedzi przerywane tikami i mimiką twarzy upewniają nas w naszym przekonaniu. Jedno jest pewne, posiadanie wpływowych znajomych i chora mania jednego człowieka jest w stanie doprowadzić do światowego kataklizmu.

literackie darmowe ebookiOdejdźmy jednak od tych globalnych problemów. Zajmijmy się czymś bardziej „przyziemnym”. Żyjemy w świecie w którym liczą się głównie pieniądze, człowiek, który je ma, posiada prawie wszystko. Tak naprawdę jedynych rzeczy, których nie może posiadać to: miłość i zdrowie, choć kinematografia umie sobie radzić z tym drugim elementem (vide: „Wyspa”). Pieniądze z kolei łatwo zarobić można na handlu narkotykami. Nie zapominajmy jednak, że panowie reżyserzy lubią sprawę komplikować. Co się stanie gdy jako złego bohatera obsadzimy chorego na umyśle, skorumpowanego policjanta? Mowa o Normanie Stansfieldzie (Gary Oldman) z „Leona Zawodowca” (1994). Luc Besson, reżyser filmu postanowił odwrócić rolę. W podziale na dobro i zło, tym dobrym jest płatny zabójca, a złym skorumpowany glina. W kontekście naszego tematu zbrodniarzy sytuacja robi się ciekawa. Mamy bowiem aż dwóch bohaterów, którzy z łatwością pociągają za spust. Stansfield jest przedstawiony zdecydowanie gorzej. Nie ma reguł, zabija dla brudnych pieniędzy (narkotyki), czerpie wyraźną satysfakcję ze swojej pracy. Ale przede wszystkim jest chory psychicznie. Dla niego zabójstwo to zabawa w rytm muzyki Bethovena, lub Mozarta, który zdaniem Normana w późniejszych aktach „cholernie przynudza”.

Leona (Jean Reno) nie da się postawić obok tych wszystkich wymienionych szaleńców. Ratują go przed tym przede wszystkim reguły (bez kobiet i dzieci), oraz spokojne usposobienie, brak czerpania przyjemności z wykonywania zawodu i racjonalne zachowanie, nieprzepełnione jakąś manią, lub obłędem. Mimo wszystko Leon ma dwie osobowości. Raz jest niezdarny i wręcz w pewnym stopniu upośledzony umysłowo, a zaraz potem jest płatnym mordercą.

Na koniec zostawiłem sobie jeszcze jednego psychopatę, którego od innych wyróżnia to, że w filmie gra postać epizodyczną. Chodzi mi o policjanta Zeda (Peter Greene) z literackie darmowe ebooki „Pulp Fiction” (1994), który w perfidny sposób znęca się nad Marcelusem Wallace’m (Ving Rhames) i mało bez czego a nie dorwałby się do Butcha (Bruce Willis). Zed nikogo nie zabił. Jest męskim gwałcicielem. Pastwienie się nad ofiarami sprawia mu fizyczną i psychiczna przyjemność. Pikanterii dodaje fakt, że jest policjantem… czyli po raz kolejny stróż prawa go nie przestrzega. Niestety kara jaka spotka Zeda jest koszmarna i to chyba powinno być nauczką dla wszystkich psychopatów.

Kinematografia spłodziła całą rzeszę zabójców. Jedni zabijają dla przyjemności, inni dla rozrywki. Dla jeszcze innych to praca, a kolejni są do tego zmuszani. Tak naprawdę wysnuć można jeden wniosek. Nie ma reguły, która by mówiła, że od tej osoby możemy spodziewać się wyrządzenia nam krzywdy. Ludzie są nieobliczalni, nigdy nie wiemy co nimi powoduje, ani co tak naprawdę o nas myślą. Czy jesteśmy dla nich ofiarą, czy katem?

Zaobserwować można jednak inną prawidłowość. To twórcy filmowi nami manipulują i mówią kogo mamy lubić, a kogo nie. To, że ktoś jest zabójcą, nie oznacza, że mu nie kibicujemy. Przytoczony przeze mnie Leon to tylko jeden przykład. Drugim może być duet ze wspomnianego „Pulp Fiction” – Vincenta i Julesa. Ich gadki o niczym wprawiają ludzi w radość. Wręcz z uśmiechem na ustach obserwujemy ich wyroki na ludziach. Zatem chyba kinematografia to nie jest najlepsze miejsce dla badania psychiki zabójców. Może być co najwyżej źródłem przykładów do badań.

Wojciech ‚Dishman’ Kursa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *