Znasz li ten kraj?

„Pomroczność Jasna”… Swego czasu cała Polska śmiała się z tej niechlubnej przypadłości jednego z synów Prezydenta Lecha Wałęsy.

Aż nastał rok A.D. 2005… I już nikt nie śmieje się z pomroczności, ponieważ po wyborach okazało się, że ta choroba dotyka ponad 50% polskiego społeczeństwa. Psychologowie rozkładają ręce, farmaceuci drapią się po głowach, szamani i znachorzy już dawno przestali szukać na nią sposobu… Od Odry po Bug, od Bałtyku po Tatry, wszyscy mieszkańcy Polski mają tą chorobę zakodowaną w DNA. Jest to chyba nasza narodowa przypadłość i musimy się z tym pogodzić. Ale czy mogłoby się to stać naszym towarem eksportowym? Oscypki, mleko w proszku, leki, sprzęty stoczniowe i górnicze, tania siła robocza, drobni kombinatorzy i politycy gwałcący prostytutki już szturmem i przebojem wkroczyli na europejski rynek. Więc dlaczego pomroczność nie miałaby być doskonałym towarem? Kontrolerzy ruchu lotniczego, pijani kierowcy, czy nawet (a raczej zwłaszcza) politycy mogliby bez problemu zasłonić się „Polską Przypadłością” w każdym przypadku niedopełnienia swoich obowiązków.

„Polak, Patriota, Katolik….” Tym właśnie hasłem terroryzuje nas ONR (Obóz Narodowo Radykalny, czyli łyse dzbany we flekach), LPR (Ludzie Papy Rydzyka) i PiS (Papiestwo i Sarmacja). Przypuśćmy sytuację, że jesteśmy niemieckim biznesmenem, który właśnie zatrudnił młodego Polaka w swojej firmie. Nasz cały światopogląd burzy nowy pracownik, który dzwoni w sobotę wieczorem, mówiąc, że nie może przyjść jutro do pracy, gdyż jest niedziela i cały dzień spędzi w Kościele. I tu dopada nas dylemat. Gówniarz jest dobry, ale przedkłada religię ponad dobro firmy… Zwolnić go, czy nie? To dylemat, przed którym staje większość zachodnich pracodawców zatrudniających Polaków na ciut wyższych stanowiskach.

„Nie masz cwaniaka nad warszawiaka”, jak mówi tekst piosenki, ale akurat nie tylko mieszkańcy naszej „stolicy” cierpią na tę przypadłość. Jak kraj długi i szeroki aż roi się od wszelkiej maści szarlatanów, wyzyskiwaczy, kłamców lustracyjnych i drobnych złodziejaszków. I nawet szeryf Ziobro nie jest w stanie powstrzymać naszej, chyba już ostatniej, narodowej tradycji. Język polski wykształcił nawet formy nazewnictwa, dla zachowań, praktycznie nieistniejących w innych krajach. Świetnym przykładem jest tutaj „załatwić”. Polacy załatwiają wszystko, niezależnie od statusu społecznego. Od kałasznikowa, przez dyplomy wyższych uczelni, a na kuriozalnym „2.30 PLN na piwo” kończąc. Cała rzecz w tym, że nikt oprócz nas tego nie robi, więc wyjeżdżając do innego kraju, szczególnie za pracą, możemy doznać potężnego szoku kulturowego. Nasi rodacy na wygnaniu, w obliczu tragedii niemożności „załatwiania”, najczęściej obierają dwie różne drogi. Niektórzy całkowicie asymilują się z nowym społeczeństwem, zapominając, a wręcz wyrzekając się swojej przeszłości. Drugą grupę stanowią ludzie, którzy zbijają się w grupy na określonym terenie (dla przykładu Greenpoint w Nowym Jorku), kurczowo trzymając się swoich przyzwyczajeń, tworząc w ten sposób małą, hermetyczną społeczność bardziej fundamentalną, niż ta pozostawiona w Polsce.

„Mądry Polak po szkodzie”. Możemy powiedzieć, że historia nigdy nas nie oszczędzała. Ale to nieprawda, bo jedyne, na co możemy się skarżyć, to wrodzony brak umiejętności planowania. Dla przykładu Jan III Sobieski wyprawił się na Wiedeń, żeby raz, ale porządnie, dokopać Turkom. Wiadomo: wódeczka, golonko, szabelka, lać po mordach, to zawsze wychodziło nam najlepiej. Ale nikt nie pomyślał o tym, że za parę lat Austria może sobie zrobić z Polski puzzle. O państwie krzyżackim, późniejszych Prusach lepiej już nie wspominać. O ostatnich wyborach i obecnym stanie naszego kraju też…

Pomimo tych wszystkich wad i przywar, jakie posiadamy, wciąż uważam, że mamy potencjał, by dokonać wielkich rzeczy. I nie mówię tu o mickiewiczowskim czterdzieści i cztery, mesjanizmie, etc. Chodzi o gospodarkę, kulturę i tak potrzebne ścieżki rowerowe. Jeżeli chociaż w połowie nam się zachce, tak jak teraz nam się nie chce, to może coś z tego będzie…

Waldemar Szyguła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *