Etyka Immanuela Kanta

Etyka to dziedzina filozofii, która zajmuje się szeroko pojętą moralnością. Współcześnie, w świecie nowych technologii, od filozofów-etyków oczekuje się określenia granic człowieczeństwa. Za czasów Immanuela Kanta (XVIII wiek), etycy zajmowali się raczej możliwościami i sposobami ludzkiego istnienia. Sama moralność, w największym skrócie, jest natomiast rozumiana jako całokształt ludzkich wyobrażeń o tym, co dobre i złe.

Wszechobecnym motywem, który przewija się przez teksty Immanuela Kanta jest aprioryzm – zaprzeczenie empiryzmu. Jest to z pewnością wynik oświeceniowego zauroczenia rozumem, jego możliwościami i tajemnicami. „Filozofowie rozmaicie prowadzili granicę między prawdami apriorycznymi i resztą prawd; różnie też oceniali ich wartość poznawczą. Platon (IV w. p. n. e.) utożsamiał je z prawdami dotyczącymi tzw. idei – bytów ogólnych, takich jak człowiek w ogóle, a także dobro i piękno, w odróżnieniu od konkretnych ludzi czy przedmiotów dobrych lub pięknych. Uważał też, że tylko takie prawdy przynoszą wiedzę o rzeczywistości, doświadczenie zaś wprowadza nas w świat ułudy. W czasach nowożytnych, w obliczu sukcesów nauk przyrodniczych, filozofowie docenili doświadczenie jako źródło wiedzy, nadal jednak byli przekonani o istnieniu ważnych prawd, których źródłem jest sam rozum.” – pisała Barbara Stanosz w swej rozprawie o aprioryźmie.

Cóż to wszystko oznacza dla etyki? Kant umieścił wszelkie prawa moralne wewnątrz każdej ludzkiej jednostki, a nie poza nią. Wszelkie działanie „moralne” nie może zostać narzucone nam z zewnątrz – przez system polityczny, społeczny lub przez inną jednostkę. „Żadna inna istota nie może narzucać człowiekowi swojej własnej woli i żądać od niego spełnienia powinności” – czytamy w książce Adama Sikory „Spotkania z filozofią”

Etyka była dla Kanta tak ważna, że realizacji jej prawideł przypisał on rolę ostatecznego celu życia każdego człowieka. Nie może istnieć bowiem inne uzasadnienie ludzkiej egzystencji, jak wcielanie w życie prawa moralnego. Każdy z nas jest istotą moralną i fakt ten objaśnia sens naszego życia. System królewieckiego filozofa stoi więc w jawnej sprzeczności z dogmatyką kościelną: miejsce Boga-prawodawcy zajął w niej sam człowiek. Etyka zyskała dzięki temu niezależność i wolność.

Należy jednak postawić pytanie: skąd człowiek ma wiedzieć, co jest dobre, a co złe? Według czego miałby się kierować w swych działaniach? Dla Kanta takim wyznacznikiem była dobra wola każdej ludzkiej jednostki. Podobnie jak sama moralność, wola jest celem samym w sobie, a nie środkiem do osiągnięcia innych korzyści. Jednak sama chęć czynienia dobra nie stanowi jeszcze o moralności: każde działanie musi być zgodne z obowiązującym na danym terenie prawem. Prawdziwie etyczne jest zatem bezinteresowne, ale zarazem legalne czynienie dobra. Pojawia się jednak następny problem: w jaki sposób mielibyśmy bez reszty zaangażować się w działania bezinteresowne?

Nie można przecież 7 dni w tygodniu uprawiać wolontariatu, bo grozi to rychłą śmiercią głodową. Ponadto podlegamy (i najczęściej ulegamy!) różnego rodzaju namiętnościom, które w myśl kantowskiej etyki przeczą naszemu człowieczeństwu. Poza tym, działania „niemoralne”, jak na przykład kłamstwo, jest czasami dopuszczalne, a nawet wręcz wskazane.

Jednak, według autora „Krytyki czystego rozumu”, mówienie nieprawdy jest godne potępienia. Stoimy więc na rozdrożu – dramatyczny konflikt pomiędzy empiryzmem, a aprioryzmem wydaje się być nie do pogodzenia. Kant widzi jednak wyjście z tej sytuacji: jeśli będziemy z uporem dążyć do realizacji człowieczeństwa i wierzyć, że kiedyś urzeczywistni się sen o państwie prawdziwie wolnych jednostek ludzkich, odrzucających wszelkie przejawy utylitaryzmu, żyjących absolutnie moralnie – to będzie to już jakiś krok w walce ze światem empirii.

Wizję „państwa moralnego” można dziś traktować tylko w kategoriach myślenia życzeniowego albo i nawet utopijnego. Kraina wiecznej szczęśliwości, o której pisał Kant, byłaby tak samo niemożliwa, jak państwo rządzone przez nadludzi (wg koncepcji Fryderyka Nietzschego).

Jest jednak w tej myśli Kanta ciekawy moment: ideał etyczny. Piszę „ciekawy”, bo wydaje się, że jego realizacja jest bardziej możliwa od realizacji „państwa moralnego”. Ów ideał miałby polegać na wcielaniu w życie praw moralnych i, co za tym idzie, na stopniowym wyzwalaniu się od presji świata empirycznego. Wolność człowieka polegać może bowiem tylko na niezależności od czynników zewnętrznych, na poleganiu wyłącznie na własnej naturze.

Gdyby w tym momencie skończyć omawianie etyki Kanta, moglibyśmy bez przeszkód uznać królewieckiego filozofa za ojca, tak bardzo hołubionego współcześnie, relatywizmu. Niestety, sprawa nie jest aż taka prosta, a to za sprawą wprowadzonej w „Krytyce czystego rozumu” kategorii imperatywu kategorycznego. Głosi ona, że powinniśmy zawsze postępować tak, żebyśmy mogli zawsze chcieć, aby przesłanki naszego postępowania stały się prawem powszechnym.

Nie możemy, więc czynić zła, bo w takim wypadku je upowszechniamy. Tak samo – nie powinniśmy kłamać, bo w tym wypadku przyzwalamy na kłamstwa ze strony innych ludzi. Gdybyśmy nie byli pewni, jak zachować się w danej sytuacji, należy po prostu odwołać się do własnej moralności i spytać: „czy chciałbym, aby moje działanie stało się prawem powszechnym?”. Jeśli podjęte działanie przejdzie test upowszechnienia, to będzie działaniem moralnym.

Jeżeli zawsze będziemy postępować w zgodzie z naszym człowieczeństwem i w imię człowieczeństwa innych jednostek i będziemy pamiętać, że jest ono wartością najwyższą i bezwzględną, to mamy wielkie szanse stać się prawdziwie moralnymi osobnikami.

Powszechność motywów działań dla wszystkich ludzi jest oczywistym zaprzeczeniem relatywizmu – musimy pamiętać, że w żadnym przypadku nie jesteśmy na pozycji uprzywilejowanej względem innego człowieka, że wartością bezwzględną jest poszanowanie człowieczeństwa każdej jednostki. W prawdziwie moralnym państwie celów, o którym pisał Kant, każdy obywatel byłby zarówno posiadaczem, jak i twórcą praw. Wolność, w rozumieniu kantowskim, nie jest więc bezmyślną egzystencją w imię zaspokajania własnych, utylitarnych potrzeb, ale nagrodą, którą otrzymują tylko jednostki prawdziwie moralne.

Imperatyw kategoryczny był bardzo szeroko dyskutowany, krytykowany, a nawet obalany przez późniejszych wielkich myślicieli. Istotnie – jest to kategoria dosyć kontrowersyjna: przede wszystkim, nie ocenia konsekwencji stosowania się do praw moralnych, a jedynie ich motywy. Imperatyw generalizuje każdą sytuację i sprawia, że wręcz nie możemy zachować się inaczej: jeśli to ja ustanawiam prawo, to przecież może zdarzyć się tak, że w jednym przypadku zechcę, dajmy na to, powiedzieć prawdę, a w innym skłamać.

W takim przypadku nie mogę upowszechniać swego zachowania, nie postępuję więc moralnie. Ponadto, może się zdarzyć, że pojawią się pewne nadrzędne okoliczności, które będą zakazywać mi mówienia prawdy. Bezwarunkowe wypełnianie imperatywów jest w gruncie rzeczy nierealne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Życie człowieka owładniętego szaleństwem ciągłego mówienia prawdy, byłoby nie do zniesienia.

Etyka stanowi, według Kanta, podstawę do odróżnienia kultury od cywilizacji. „Kulturalni” stajemy się wówczas, gdy wykształcamy w sobie pewien rodzaj moralnej tożsamości i nie zadowalamy się tym, co czynimy dla „własnego dobrego imienia” Być kulturalnym, to znaczy być gotowym do czynienia tego, co dobre i słuszne, dlatego że jest to właśnie dobre i słuszne, a nie dlatego, że przyniesie nam jakieś korzyści. Prawidziwie bezinteresowni mogą być wyłącznie ludzie kulturalni (czyli moralni).

Zwolennicy filozofii Kanta zawołają, że jest to pierwszy system prawdziwie sprawiedliwy i szanujący godność każdej jednostki Przeciwnicy powiedzą: facet po prostu nie znał życia. To fakt. Był człowiekiem schorowanym i chorobliwie wręcz schematycznym (coś na kształt Adasia Miauczyńskiego z „Dzień świra”). Nigdy nie widział morza, choć miał na plażę zaledwie kilka kilometrów. Każdy dzień jego życia był identyczny, jak poprzedni, nawet trasa rytualnego spaceru zawsze była taka sama.

Nigdy nie opuścił rodzinnego Królewca, choć miał takie możliwości (oferowano mu posadę profesora filozofii na wielu zacnych europejskich uczelniach). Pomimo, że w jego systemie zawiera się programowe odrzucenie empiryzmu, łatwo można w nim znaleźć echa wydarzeń społeczno-politycznych XVIII wieku. „Jakiż inny sens mogło mieć żarliwe przekonanie, że każdy człowiek jest własnym prawodawcą, a wszyscy ludzie są równi w swoim człowieczeństwie – w sytuacji, gdy życie ludzkie splątane było zewnętrznymi nakazami i zakazami, tyranią i niewolą, gdy wartość człowieka określano przez fakt jego przynależności do określonego stanu i przez miejsce zajmowane w feudalnej hierarchii, gdy masom ludowym odmawiano prawa do człowieczeństwa.” -; czytamy u Adama Sikory. Kant nie znał życia, to niezaprzeczalna prawda. Nie znał go od strony empirycznej, cywilizacyjnej. Jeśli idzie jednak o poznanie aprioryczne, to był w tym względzie pionierskim specjalistą. Fakt, że całym swym jestestwem odrzucił empiryzm nie znaczy, że nie znał zasad etycznych i, co więcej, nie mógł ich samemu tworzyć.

Dla współczesnych, moralność Kanta może budzić tylko nieśmiały uśmiech politowania. Historia przekonała nas bardzo boleśnie, że ludzie są po prostu zbyt głupi i chciwi, aby globalnie mogli tworzyć jakiekolwiek prawa etyczne. Powszechne jest przeświadczenie o konieczności zamordyzmu, jako jedynej drodze do utrzymania w ryzach tej ludzkiej hołoty. Droga do państwa celów jest dziś tak długa i kręta, jak nigdy przedtem.

Dwudziestowieczny rosyjski filozof Nikołaj Bierdiajew pisał, że współcześnie zastępuje się cele życia środkami życia. W świecie kryzysu, w którym swodobnie hasa, głoszony przez postmodernistów, relatywizm, potrzebna jest odnowa moralna. Być może etyka Kanta to niemożliwa do zrealizowania utopia, warto jednak ją znać i próbować zestawić ją z, tak różną przecież, etyką obowiązującą współcześnie. Być może uda nam się znaleźć jakiś złoty środek…

Michał Stankiewicz

„Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie.”
Immanuel Kant

One thought on “Etyka Immanuela Kanta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *