Łukasz Loskot – wiersze

Kilka wierszy Łukasza.

X X X

Bez względu na to
jak wielu
pisało o zamkniętych przestrzeniach
moje słowa stają się celą
za którą nie warto umierać
W brew sobie
opukuję ją cegła po cegle
w poszukiwaniu głuchych dźwięków
szepczących do ucha bezczelnie
abym uwolnił Barabasza

***

Chwila dla Ciebie*

Tata z synkiem

Co rozbiło ich związek

Praca

a może był ktoś trzeci

Nie mogłam nie wyjechać z Darkiem
Mąż przyjął nazwisko aktorki

Wierzyłam
że po tej operacji
Kacper będzie chodził

Oglądałam wyciągi z banku
w myślach urządzając
większe mieszkanie

Marek oszalał na punkcie dziecka
Nie chciałam widzieć wad Janusza

Teraz już wiem
że cierpienie to dar

* Kolaż z pisma o tym samym tytule.

***

Miłość mężczyzny
do kobiety
nie potrzebująca
fizycznego uzasadnienia

– Ewelinie

pamięta
kiedy słowo honoru
pilnowało naszego domu
a my dręczeni
wyrzutami sumienia
karmiliśmy psy

***

Mariacka

Wrześniowe słońce
kisi się w zamszowym rosole nieba
Na półmetku Mariackiej w Katowicach
Ślepej ulicy uświęconej
kościołem o ciemnej Śląskiej skórze
stacjonują pulchne prostytutki z brakami w uzębieniu

Młodzi mężczyźni piją bełty
w otwartych ranach kamienic
Ślizgają zaczepne wzorce po zakręconych poręczach sieni

Z pewnością jest jakiś święty
Opiekun pijaków i kurew
który ponad wszelką wątpliwość
docenia to nietuzinkowe poszukiwanie Boga

Starzyki siedzą na ryczkach
Majstrują coś przy różańcach
– co by się bajtlom żyło lepiej –
A one wpatrzone w nierówności asfaltu
wyczarowują z niego murawy stadionów
pola bitew
przerywanych od czasu do czasu
zmotoryzowaną forpocztą zachodnich inwestorów

Nikt się już tutaj nie pyta
komu znów bije dzwon
Bo to z kolejnej piersi wyrwać się musiało
diamentowo czarne serce

***

Za siedmioma lasami

W dalekich krajach mężczyźni
usuwają swoim kobietom łechtaczki

Ciekawą jest rzeczą jak wiele
dla duchowego rozwoju
stanowią te małe drobiazgi

Ja Tobie odciąłbym raczej język
u samej nasady gardła
co stałoby się pożytkiem dla Boga i dla mnie

Szybko jednak odwracam kota ogonem
przeinaczając swe znudzenie
na anegdotę o czarnym lądzie
gdzie za dwa chleby i pół litra
można kupić wioskę

***

Rachela

Oprowadzam matkę z siostrą
po Kazimierzu nad Wisłą
uliczkami wąskimi jak przełyk

Podziwiamy odrestaurowane synagogi
Okaleczone kamienice

Siadamy w końcu w knajpce
gdzie w latach przed pogromem
mieściła się hurtownia
i częściowa sprzedaż wędlin

Kelnerka o oczach ciemnych jak smoła
podaje kawę z adwokatem

Siostra opowiada o wakacjach we Włoszech
Odczuwam pomstującą pod żebrem wątrobę

Pewnie w takiej sytuacji
powinienem rozmyślać
o wielkiej niesprawiedliwości dziejowej

Tymczasem wodzę po kątach wzrokiem
szukając krągłych piersi
potomkini ocalonych

***

Trup

Coś żyje w ścianach
i gdy się wieczorem do snu ścielimy
dekoncentruje nasze starania
przez nie zaślepioną szczelinę okna

To chce się zakraść do środka
Drążąc tunele osłabia zmęczony naskórek cegieł

Stopniowo stają się naszym domem
zmierzłe kuchenne szafki
którym zazwyczaj brakuje ciastek

Bezczelnie nie dokręcony kran
jak stara chińska tortura
zmusza nas do mówienia
o tym co leży na rzeczy otwarcie

Dziś płakała
a ja zamiast zrosić się jej strachem
schowałem głowę pod wiatę kołdry

Rury wydobyły z rdzeni rodne dźwięki
Żelbetonowe płuca nieobliczalnie świsnęły gazem

Jesteśmy sercem tego dzwonu
Dyndającym zbitkiem rozmokłego tynku

To coś już po nas idzie
To coś co trupta w ścianach

trup

Trup

Trup!

***

Polskie drogi

Schowani miedzy robotnikami
uciekającymi z trzeciej zmiany
markujemy znak krzyża

mijając złote kapliczki
niezsynchronizowani z ruchami ręki
autokar zajęła cisza

podnosząca przestrzeń do swej potęgi
wkładasz członki w byle dziury i wnęki
nie wierząc że możesz się zatrzymać

na obcej ziemi
gdzie jedynym problemem
jest osadzający się tłuszcz
w purpurowych kabelkach serca

bijącego po trzykroć
ze wzmożonym ryzykiem
modlisz się aby Bóg
nie dał wiary że jest katolikiem

***

Szachownica

W zgodzie z wojnami trwamy
Na grzbietach figur najeżonych
Tanecznym drygiem pomykając
przez czarno białe kasetony

Umiemy mówić do siebie szyframi
tak aby żaden nie poją zawczasu
Komend notorycznie w krąg wystrzeliwanych
które rozniecą zdradę stanu

Kozi róg zgwałci króla ruchy
Zanim odwet wydumają napuszone bogi

Zbudzę się w Tobie
jak mały człowiek
rosnący w łonie matki

***

Jabłoń

Raniony dzień świadkował
jak wzięła w jasyr światło
Podstępna banda cieni
wzdłuż kręgosłupa ścieżki

Przejrzałe ślepia słoneczników
odbiły rozochoconą ruję
Co wici wiatrem rozpuściła
po ciemne strony zaproszenia

Opatulona w twardą skórę urosła drzewem
Między zmarszczkami szorstkiej kory dusi wspomnienie

Kiedy wchodzili po kolei
nim zdarty krzyk zaprószył słońce

Kręcili kłamstwem
Wykręcali ręce

2 thoughts on “Łukasz Loskot – wiersze

  1. Jest miejsce, gdzie podają dobrą kawę w dużym kubku a na spodeczku dodają „michałka”…wczoraj do drugiej reki wzięłam tomik z czerwonym balonem na okładce…
    Twoje zapisane „wstzrymania oddechów” przemawiają do mnie; czekam na kolejne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *