Z pamiętnika internauty: Męskie potrzeby

Dzisiaj krótko spałem, buszowałem po sieci, bodajże aż do trzeciej nad ranem. Gdy otworzyłem oczy, ujrzałem słońce, które powoli wychodziło zza horyzontu. Spojrzałem na niewyłączony komputer (o kurcze, dobrze że starzy nie włazili do pokoju, bo znów by się czepiali) i zobaczyłem, że jest szósta.

Nie zdziwiłem się, bo w końcu mamy jesień. Miałem nową wiadomość na gadu-gadu. To moja znajoma Luiza prosiła, żebym się do niej odezwał. Skontaktowałem się z nią, gdy przesłała mi swoje zdjęcie. Napawałem się widokiem pięknej blondynki w kusej spódniczce z nogą w pozycji bocianiej, gdy do pokoju wbił stary.
– A co ty tu oglądasz, a? – usłyszałem pytanie.
– Koleżanka przesłała mi zdjęcie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– Ty się nie tłumacz. Musimy poważnie porozmawiać. Wiesz, mężczyzna ma swoje potrzeby… Rozumiesz?
– No, chyba tak!- Przestraszyłem się nie na żarty. „Ojciec będzie mnie uświadamiał”, pomyślałem.
– Więc rozumiesz o co mi chodzi?- zapytał stary.
– Chyba nie bardzo….
– Jak to, nie kumasz czaczy, czy jak to się u was mówi?- próbował być nowoczesny. Nie bądź wredny, pokaż mi trochę tych zdjęć ze skąpo odzianymi paniami, nagimi znaczy Się.
Więc tu był pies pogrzebany, w końcu zacząłem „kumać czaczę”. Stary chciał się rozgrzać z samego rana, póki matka jest w pracy. W tym tygodniu pracowała na nocną znamię.
– To o jaką konkretnie stronę tacie chodzi?
– Poczekaj, zaraz ci powiem – odrzekł i poszedł do drugiego pokoju. Za chwilę wrócił z jakąś kolorową gazetą i zaczął dyktować:
– Wu-wu-wu-męskiepotrzeby-pe-el. I co? Jest coś ciekawego?
– Niech sam Tata zobaczy- odparłem i odsunąłem się od komputera. Przez następne pieć minut, tłumaczyłem mu, jak za pomocą myszki zmieniać zdjęcia. Strona była rzeczywiście dość ciekawa, a ja przyglądałem się jak stary skacze na krześle i pręży firany do pani na ekranie. Mówię wam, śmieszny widok. „Stary facet (prawie pięćdziesięcioletni) z łysiną na głowie i okularami na nosie cieszy się jak dziecko na widok gołych bab w komputerze.” Co będzie jeśli matka wróci wcześniej?
– pomyślałem. Ale będzie draka!
– Tato, zaraz mama Wraca – przypomniałem Mu.
– Cicho siedź, a niech se wraca i spada na drzewo.
Tak, tak… Ciekawe co by było, gdyby naprawdę wróciła?- pomyślałem
Ojciec znał jeszcze kilka stron tego typu, które musiałem mu pokazać. Gdy już oswoił się z komputerem jak z kolegą, sam za pomocą wyszukiwarki znalazł wszystkie strony erotyczne. Patrzyłem jeszcze przez chwilę jak stary się cieszy. I to wszystko dzięki sieci. Internet to dopiero potęga. A co, może nie mam racji?
Nie chciało mi się już dłużej go obserwować, więc poszedłem pooglądać telewizornię. Nie było nic ciekawego. Na jednym kanale tureckie krowy przekonywały, że już wracają z urlopu. Na innym stara baba liczyła ile ziemniaków obrała w ciągu życia i ścigała się w tym z maszyną. Dopiero gdy oznajmiła że nie kupi tego urządzenia (bo mąż jej kupi) zrozumiałem, że to telezakupy- a nie teleturniej. Internet jest o wiele lepszy, przynajmniej nie pokazują powalonych ludzi. A swoją drogą, dorośli to niby strasznie inteligentni, a jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że są ostro porąbani. No bo kto by uwierzył, że prąd można mieć za darmo?! A moja matka uwierzyła. Kupiła w telemarkecie lampę „napędzaną” energią słoneczną i chciała ją zamontować w naszym mieszkaniu. Musiałem godzinę jej tłumaczyć Czy sobie wyobraża, że słońce nagrzeje tę lampę wewnątrz bloku, w środku Antoniuka? Drogo za to zapłaciłem. Miałem zakaz korzystania z Internetu przez tydzień. Myślałem, że tego nie wytrzymam. Jak można żyć bez sieci? – powiedzcie mi. Żadnych „spotkań” ze znajomymi, żadnych nowych wiadomości, żadnych kontaktów ze światem! Musiałem oglądać telewizor, no bo co innego można robić. W tym czasie dowiedziałem się, że Biedronka ma już czterysta sklepów, a Jolanta Kwaśniewska będzie mężem swojego małżonka.
Miałem dość telewizji, włączyłem więc radio. Myślałem, że puszczą jakiś ciekawy kawałek, ale usłyszałem jedynie, iż Flinta żałuje, że mnie znała. Szkoda, że ja jej nie. Gdy spojrzałem na zegarek, było już wpół do ósmej. Spakowałem plecak, wrzuciłem coś na siebie i pobiegłem do budy. Musiałem wytrzymać tam osiem godzin. Czy to jest normalne? W końcu mam siedemnaście lat, osiem godzin to będę musiał siedzieć w moim przyszłym zakładzie pracy.
– Konopniak. Czy ty chcesz skończyć tę szkołę i pójść przynajmniej do roboty? Nie pamiętasz, że w Polsce mamy siedemnastoprocentowe bezrobocie – skutecznie obudziła mnie pani profesor.
– Tak, tak wiem – odparłem, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
– W którym roku -„o nie”, przypomniałem sobie, że to historia-odbyła się bitwa pod Grunwaldem?
– Pod czym?- spytałem półgłosem.
– Grunwaldem, Konopniak, Grunwaldem – wykrzyczała niezbyt zadowolona z życia profesorka. „Chyba dopiero zaczyna” – pomyślałem -„na początek wytacza dość lekką amunicję”
– Tysiąc, pani profesor
– A dokładniej chłopcze, dokładniej?
– Co dokładniej? O co ci kobieto chodzi?- burknąłem pod nosem. Niestety, nauczycielka miała dobry słuch.
– Jak śmiesz, gówniarzu! Każę ci wezwać szkoły do rodziców.
– Co? – zawołała chórem cała klasa.
– To znaczy, tfu… Rodziców do… Widzicie, to wszystko przez was! Niedługo zwariuję! – zaczęła wrzeszczeć. Wbiła długaśne czerwone paznokcie w swoje rude włosy i zaczęła czochrać się do nieprzytomności. Przyjęła postawę rozwydrzonej czarownicy i lampiła się na nas swoimi wymalowanymi ślepiami. Gdy wróciła do stabilności psychicznej, wstawiła mi pałę za odpowiedź i dodała:
– Pewnie znów całą noc siedziałeś w internecie, co Konopniak? Internet to zmora dzisiejszego świata. Młodzież się nie uczy, siedzi tylko na okrągło na jakichś czatach, blagach, czy innych erotycznych świństwach. Kiedy ja byłam młoda, to chodziliśmy do cukierni na chałwę z buzo. Były jakieś kontakty międzyludzkie, przyjaźnie. A teraz to co? Internet, komórki, papierosy, narkotyki, alkohol i „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”. Nic, tylko siąść i płakać. Kiedy wy ostatni raz czytaliście jakąś normalną książkę? Tylko jakieś Sapkowscy, Tolkieny i władcy pierścieni wam w głowie. A może byście tak poezję poczytali, Kochanowskiego, Mickiewicza, czy jakichś innych autorów. Powiedzcie mi, czemu dzisiejsza młodzież nie ma w sobie ani trochę wrażliwości, miłości? A to tylko siedzicie przed tymi komputerami i lampicie się gdy gołe kobiety obnażają się przed wami. Mężczyźni to świnie- wykrzyczała na koniec i przybierając pozę czarownica- ninja wybiegła z sali. Czekaliśmy spokojnie aż wróci, pewni, że będzie niezła rozróba. Po kilku minutach pani profesor wróciła i znów zaczęła:
– Bardzo przepraszam za moje zachowanie szanownych państwa. Odwołuję co powiedziałam o mężczyznach. Nie wszyscy to świnie.
Kiedy skończyła, z godnym podziwu spokojem, zaczęła wpisywać sprawdzian na następną lekcję. Aż królowie rozwieszeni na ścianach, rozdziawili paszczę i spojrzeli na nią z irytacją.
Czego ludzie chcą od Internetu? Powiedzcie mi. Przecież to taka wspaniała rzecz.
Po wyjściu ze szkoły wracałem razem z moją dziewczyna do domu. Rozmawialiśmy sobie spokojnie. Szliśmy wśród ogołoconych jesiennym wiatrem drzew. Stąpaliśmy po brukowanych chodnikach parku Planty. W końcu jest tam, kurcze, Aleja Zakochanych! I było bardzo romantycznie, dopóki Aśka nie zaczęła się pruć.
– Ostatnio masz dla mnie mało czasu. Ciągle siedzisz przed tym swoim komputerem i robisz nie wiadomo co.
Pomyślałem, że może sama nie ma peceta, więc zaproponowałem:
– To może przyjdziesz do mnie, wtedy razem posiedzimy – nie mówiłem tego z radością w sercu. Na szczęście odparła:
– Nie, mam własnego.
Uf…., odetchnąłem. Co ja mógłbym z nią robić w sieci. Więc o co jej chodzi – pomyślałem i zbliżyłem się do niej, żeby ją przytulić. Wtedy ona odskoczyła ze zwinnością zająca.
– O co chodzi?- zacząłem dochodzenie
– A jak. myślisz?- odparła pytaniem na pytanie.
– Nie zdziwiło cię dzisiejsze zachowanie Radzwiłowskiej? – próbowałem zmienić temat- Chyba jej odbiło na starość- zacząłem wspominać dzisiejszą historię.
– To mądra kobieta -odparła Aśka – Miała rację, mężczyźni to świnie. Jednak zmiana tematu nie wypaliła.
– Ale czemu tak uważasz?
– To powiedz mi, co ty robisz całymi nocami w Internecie?- „To o to chodzi”, pomyślałem, „ciekawe skąd i ile wie?”
– Uczę się – odpowiedziałem tak, że mi się gnić zachciało.- Przecież wiesz ile wiedzy można z różnych rodzajów stron wyciągnąć.
– A może oglądasz gołe baby, co?- taka młoda, a już taka zazdrosna- I nie wymiguj mi się tu. – dodała.
No to teraz będzie rozróba – pomyślałem – I jakbym zgadł.
– Przecież wiesz, że tylko na tobie mi zależy – odrzekłem, jak bohater meksykańskiej telenoweli. Jeszcze brakowało żebym oświadczył, że nigdy jej nie zdradziłem i wyznał miłość. Zdecydowałem się na to drugie. W końcu czego się nie robi dla kobiet:
– Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham.
– Tak, tak, nie wciskaj mi tu kitu.- odparła na moje wyznanie.- Wiem, że siedzisz w Internecie całymi nocami. Rozmawiałam z twoją matką na gadu – gadu- wszystko mi powiedziała.
– Z moją matką, chyba żartujesz – zdziwiłem się – Przecież ona nie umie nawet włączyć komputera.
– A co myślisz, że tylko ty jesteś taki mądry. Zarozumiały jak wszyscy faceci.
– Kiedy z nią rozmawiałaś? -zapytałem
– Dzisiaj w nocy. – odpowiedziała – A co cię to obchodzi?
– To niemożliwe, bo to ja całą noc siedziałem przed komputerem – powiedziałem, jak głupi.
– A więc jednak, ty oszuście – i już pewnie chciałaby okładać mnie torebką, ale że jej nie miała, odwróciła się na pięcie i odeszła. Szkoda, a tak fajnie było. Ale huk z nią.
Ciekawszych rzeczy dowiedziałem się, gdy wróciłem do chaty. Już miałem iść z pretensją do matki, kiedy zobaczyłem, że stary siedzi w fotelu i czyta gazetę. Chciałem zapytać go, jak poranne wrażenia z pobytu w sieci. Gdy wystawił głowę zza gazety pod lewym okiem miał wielki, fioletowy fanar.
– Co ci się stało? – zapytałem go.
– A jak myślisz? – odpowiedział – To wszystko przez ten twój Internet. Nie ma z niego żadnego pożytku. Lepiej za naukę byś się wziął, a nie siedział tylko i serfował.
Nietrudno było się domyślić, że nie zdążył wyłączyć komputera. Matka wróciła i niestety – miała torebkę. Powędrowałem więc do niej, żeby poznać wydarzenia z dwóch stron. Po drodze już oczami wyobraźni widziałem obrazek: Matka okłada starego torebką. Szkoda, że mnie nie było. To dopiero musiało być widowisko! A nie mówiłem, że tak się skończy! – ale ojciec nie chciał mnie słuchać. To teraz ma. Tacy są dorośli. Wcale nas nie słuchają.
W kuchni zobaczyłem matkę krzątającą się przy garnkach. Pewnie gotowała jakąś zupę. Zapytałem więc delikatnie.
– Co się stało?
– Ty się lepiej nie pytaj – odpowiedziała. – Bo to wszystko twoja wina. Kto włączył dla ojca Internet, co? Przecież sam by nie znalazł tych okropnych stron.
W radiu kuchennym Big Cyc skutecznie tłumaczył, że każdy facet to świnia. Za oknem już od dawna blada poświata księżyca wyłaniała się zza chmur.
– Ale sam prosił- zacząłem tłumaczyć, nie chciałem mieć śliwki pod okiem.
– No dobrze, nie winię ciebie. Dobre dziecko, w końcu tylko słuchałeś ojca. Ale z niego to stary zboczeniec. I żeby jeszcze tak po prostu, kiedy ja przychodzę do domu…
Zrobiło mi się szkoda mamy. Zresztą, jak ona mogła się czuć widząc go w takiej sytuacji. Ale huk z nimi. Poszedłem do mojego pokoju i znów zacząłem serfować. Poznałem nawet jakąś ciekawą laskę. Pisaliśmy do siebie przez kilka minut. Napisałem jej, że chcę się z nią umówić. Zacząłem sobie wyobrażać moje spotkanie z piękną blond babką o długich nogach, gdy otrzymałem odpowiedź:
– Bardzo chętnie, mój misiaczku. Może w piątek pod kinem „Ton” o osiemnastej.
Podpisano: Halina Radziwiłowska.
No, ładnie. Nieźle się wpakowałem. Umówiłem się z moją babą od historii, która nienawidzi mężczyzn. Starzy mają rację. Internet to zmora ludzkości. A niech kto się sprzeciwi, to w mordę.

Marcin Kruhlej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *