Eksplozja finału muzycznego

Cisza oblewała pokój. Dający się słyszeć Koncert fortepianowy dawał nadzieję na przyszłość. Osłonięty smutkiem człowiek podniósł powoli głowę, otworzył oczy i westchnął. Nuty północy przestrzeliły jego serce. Każdy problem zdawał się mieć rozwiązanie. Każde pytanie miało teraz odpowiedź. Płyta ustała i cisza wróciła.

Atmosfera nadziei spowijała się w powietrzu. Grobowa otchłań przepełniła światłość. On wciąż patrzył ze zdumieniem. Wstał. Poruszone powietrze zdawało się falować do wieczności. Obłęd muzyki wciąż tłumił w sercu. Stał. Powietrze też ustało. Muzyka wciąż towarzyszyła mu, zdawała łączyć go ze światem. Tylko tchnieniem mógł wszystko zmienić. Taki spokój był czymś szalonym, a jednocześnie radosnym. Lawa uczuć zalała umysł bohatera. Wspomnienia ożyły. Wtedy to one były muzyką, a muzyka nimi. Każdy dźwięk, każda nuta nie były tylko zwykłym pchnięciem klawisza, lecz sztuką w sercu dla serca. Ta chwila minęła jak wiatr, lecz tkwiła w wieczności. W końcu finał. Powtórnie utwór gromił jego tęgi umysł. Wszystko ustało. On usiadł, zapomniał. Nic się nie zdarzyło. Zapanowała chwila dnia codziennego. Koniec królował. Może to on daje początek. Zabiegi życia powróciły. Muzyka już nie istniała. Echo mijało.

kawałek napisany kilka lat później…

Każda nuta tworzyła realistyczny obraz każdego uderzenia klawisza w wyobraźni bohatera. Delikatność każdego dźwięku, każdego akordu z porażającą mocą zlewały się z lawą uczuć. Wykonawca zdawał się nie czynić tego w zamierzonym celu. Ruchy same wypływały z serca. Tak naprawdę smutek był liderem całego procesu, który także nie był zamierzony. Muzyka okazała się jedynym drogowskazem do poznania uczuć jej autora. Czy odbierał ja tak jak bohater? Czy autor był świadomy, co wypływało z wirtuozeria ruchów? Dźwięki rzeźbiły przeróżne problemy. Jak to możliwe, że osoba tworząca takie dzieło mogła na swój sposób być tak smutna? Bohatera spowijała mgła tajemnicy. Wiele pytań – żadnej odpowiedzi.

Nagle moment gloryfikujący cały utwór – nadzieja. Tylko ona mogła tłumaczyć wytrwałość twórcy. Było zatem niespodziewanie pewne – tylko ona ofiarowała wytrwałość w całej boleści. Gdy barwne nuty zastąpiła kolejna fala smutku bohater wiedział, że odpowiedzi na pytania musiały być zupełnie inne. Nagle koniec. Przeminął tak jak wszystko, co kiedyś się zaczęło. Jednak on ciągle siedział w bezruchu. Wcześniej szczęśliwy teraz zszokowany. Odkrył, że coś go łączyło z wykonawcą. Kolejne chwile odsłaniały coraz bardziej szokującą prawdę. Wstał. Jego interpretacje wszystkich emocji w utworze były jego emocjami. Zrozumiał, że muzyka odsłoniła dawno zakopany ból. Wcześniej szczęśliwy teraz smutny.

Przez cały czas to był jego smutek. Odpowiedzi na wcześniejsze pytania zdawały się nie być kojące – rozdrapywały dawno powstałe rany. Nawet nadzieja wpleciona w tak silne emocje miała swój koniec. I nagle to właśnie przemijanie stało się paradoksalnie kojące. Tak jak i utwór tak samo smutek mu towarzyszący zamilkł. Zdawał się być zanikającym echem utworu, który już dawno skończył się. Tak łatwo odkopany, tak łatwo pogrzebany.

Dariusz Biskupski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *