Krzysztof Myszkowski (Stare Dobre Małżeństwo)

Sztuka to jest podglądanie piękna.

Krzysztof Myszkowski razem z Andrzejem Sidorowiczem założyli w 1984 roku zespół Stare Dobre Małżeństwo. Wydali wiele płyt, są częstymi gośćmi różnych festiwali. Ostatnio lider zespołu nagrał solowy album „Dymi mi z czachy”.

literackie darmowe ebookiJak zaczęła się Pana przygoda z graniem?

Zacząłem muzykować dosyć późno. Tak na serio, to zająłem się tym dopiero na studiach. Był wtedy szał na Beatlesów i inne zespoły młodzieżowe. Tak późno się tym zająłem pewnie dlatego, że u mnie w domu nie było takich tradycji.

Czy nauka grania w tak późnym wieku nie stwarzała Panu pewnych problemów?

Początki zawsze są trudne. W moim przypadku musiałem się po prostu dosyć szybko wszystkiego nauczyć. Moje szczęście polegało na tym, że istniały kluby studenckie, chodziłem na koncerty – miałem tych idoli na wyciągnięcie ręki. Mogłem wtedy bardzo łatwo podpatrywać, słuchać i zarażać się pewną wrażliwością.

Stare Dobre Małżeństwo bardzo dużo czerpie z poezji Edwarda Stachury. Skąd fascynacja akurat tym poetą?

Tutaj znów musimy się cofnąć do prehistorii. Jest to poeta, który w tamtych czasach poruszał naszą wyobraźnię. Miało to źródło, z jednej strony, w jego mrocznej biografii, a z drugiej w apoteozie życia, którą głosił. To był niezwykły poeta. Bardzo mi pasował z tym co pisał, z postawą życiową, którą prezentował. Ja zawsze byłem ciekawy świata, podróży, a to był taki właśnie poeta wędrujący – z chlebaczkiem, w dżinsach. Homo viator.

Waszą muzykę bardzo trudno zdefiniować, lecz jedno można powiedzieć na pewno – nie jest to nurt szczególnie popularny. Czym jest więc podyktowane granie muzyki takiej, a nie innej?

To, co my gramy to jest piosenka literacka, czyli inaczej mówiąc piosenka z przekazem. Ja zawsze starałem się ludziom coś od siebie powiedzieć. Poza tym uważam, że przyklejanie etykietek jest bez sensu. Tu usłyszysz i bluesa, i folk, i momentami nawet pop. To jest bardzo eklektyczne. Trzeba pamiętać, że każdy z nas [z członków zespołu – przyp. red.] na czym innym się wychował.

Poza Wami w kraju nie słyszy się o zespołach grających taką właśnie muzykę. Jak tłumaczycie sobie Waszą popularność?

My co wieczór dajemy z siebie „ile fabryka dała”. Bez względu na to, gdzie występujemy staramy się zagrać jak najlepiej.

W waszej muzyce skupiacie się w większości na tematach wędrownych. Tematykę wielkomiejską podjęliście tylko w jednym albumie „Miejska strona księżyca”. Skąd to zafascynowanie „niemiejskimi” klimatami?

Z czegoś trzeba czerpać pogodę ducha. Ja na przykład sycę oczy i czerpię optymizm z pięknych krajobrazów, z zieleni liści, z błękitnego nieba. Nie chcę się zajmować szarością bruku miejskiego. Sztuka to jest podglądanie piękna i zamykanie tego w słowie.

literackie darmowe ebooki

W takim razie, czy jako zespół, którego słuchają młodzi ludzie, nie czujecie na sobie pewnego obowiązku wychowawczego?

Od tego jest twórczość publicystyczna. My zajmujemy się poezją i chcemy ocalić pewne ważne rzeczy. Ja chcę ocalić człowieka w tym świecie. Śpiewamy o rzeczach fundamentalnych, takich jak miłość, jak przyjaźń.

W czasie festiwalu OLWXMUZ w 2004 roku, odezwał się Pan do jednego chłopaka, mówiąc, że go zabije. Wiele osób, szczególnie ze środowiska harcerskiego, ma do Pana o to żal.

To był żart. Ten młody człowiek grał na tamburynie cały czas, w ogóle nie słuchając tego co się dzieje na scenie. Ewidentnie mi przeszkadzał. To on powinien sobie zadać pytanie, czy jego zachowanie było właściwe. Raz mu powiedziałem, żeby przestał grać na tamburynie, potem drugi, no ale za trzecim zażartowałem, że go zabiję – ale to był tylko żart. Zresztą ten człowiek wprowadzał zamęt, przeszkadzał mi i wszystkim dookoła. Nie wiem, może chciał zaistnieć. Ponadto, ja będąc na scenie, oświetlony jestem w pewnym sensie bezradny. A koleś sobie siedzi ukryty i robi co chce. Jeżeli środowisko harcerskie ma o to do mnie żal, to niech sobie najpierw odpowiedzą na pytanie jak ta cała sytuacja naprawdę wyglądała.

Dawniej grała z Wami Aleksandra Kiełb-Szawuła. Nie brakuje Wam kobiecego głosu w zespole?

Nie, nie brakuje nam absolutnie.

Czyli dobrze Wam się gra w męskim składzie?

Zdecydowanie tak. Radzimy sobie doskonale.

Dziękuję za rozmowę.

literackie darmowe ebookirozmawiał Rafał Natzke-Kruszyński

3 thoughts on “Krzysztof Myszkowski (Stare Dobre Małżeństwo)

  1. mnie też:)Na każdym koncercie dają z siebie wszystko,żartują razem z publicznością-oglądanie i słuchanie ich na scenie to czysta przyjemność:)miejmy nadzieję że panowie z SDM-u będą nam grali jeszcze wiele lat,bo jak wszystko na to wskazuje,Myszkowskiemu pomysłów nie brakuje:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *