Samoświadomy obraz, czyli rzecz o metamalarstwie

Większość wystaw prezentowanych tu obejmuje sztukę współczesną, i jej nurty często umykające pojęciu sztuki komercyjnej, tej z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Podobnie było tym razem w przypadku wystawy „Samoświadomy obraz”.

„Celem wystawy jest prezentacja niezwykle ciekawego nurtu współczesnej sztuki polskiej, rozwijającego się w sposób konsekwentny i dynamiczny, ale pozostającego w cieniu „sztuki krytycznej”. Nurt ten, związany ze „samoświadomymi obrazami” skupia się na refleksji dotyczącej pytań fundamentalnych dla twórczości artystycznej, szczególnie zaś dla malarstwa (… )”

Te fundamenty to pytania, które rzadko stawiamy sobie jako zwykli „konsumenci” sztuki ładnej lekkiej i przyjemnej, bo taka na ogół jest sztuka promowana medialnie, ot prawa rynku w całej okazałości. Mało kto zastanawia się więc czym jest sztuka w ogóle, już nie mówiąc o pytaniach typu czym jest malarstwo , czym jest obraz, i jak się mają prawda do iluzji. Podobnie nie ma się na ogół świadomości, jak bardzo odbiór obrazu zależy od właściwości percepcyjnych czy samej struktury psychologicznej odbiorcy dzieła sztuki. Cytowany powyżej fragment pochodzi z ulotki dostępnej w „Wozowni”. Jednakże pytania te nabierają zupełnie innego, konkretnego i wręcz namacalnego wymiaru w chwili, gdy wchodzi się na sama wystawę.

Konfrontacja ze sztuką, która tylko po części jest obrazem, po części grą z widzem, a po części konstruktem intelektualnym i swoistym dialogiem pomiędzy artystą a widzem. Refleksje metamalarskie, tak jak i te nad stanem obrazu i sztuki w ogóle są dziś szczególnie ważne. Zaczynamy oduczać się widzenia, na rzecz machinalnego patrzenia. W takim patrzeniu nie ma bowiem miejsca na ogląd sztuki, która wymaga więcej niż tylko otwarcia receptorów wzroku.

Kurator wystawy, Marta Smolińska – Byczuk wskazuje na malarstwo holenderskie XVII w. jako na początek refleksji nad zagadnieniami metamalarstwa oraz zatarcia się granic między dwuwymiarowym obrazem złudnie naśladującym rzeczywistość, a samą rzeczywistością, czasem mniej nawet realną niż ta na obrazach.

To balansowanie na granicy rzeczywistości i iluzji nie było co prawda wynalazkiem malarstwa tego okresu, ale wtedy właśnie najpełniej uzmysłowiło to, jak bardzo wątła jest owa granica pomiędzy tym, co wiemy, widzimy, i chcemy widzieć. Poza tym próba stworzenia przeciwwagi do nurtu krytycznego wpłynęła na powstanie nie tylko jednej przecież wystawy, ale do prób jej popularyzacji na szeroką skalę.

Sztuka ulegała nieraz wymogom społeczeństwa, będąc na jego służbie bądź też dążyła do odcięcia się od niego. Dziś w większości to, co do nas dociera poprzez media jest sztuką przez mniejsze s. Nie dlatego, ze jest nowa, i nie obrosła jeszcze patyna czasu a za tym szacunku. Raczej dlatego, że z założenia ma trafiać do wszystkich. Śmierć malarstwa nie nastąpiła jednakże, metamalarstwo nadal stawia sztuce pewne problemy. Stawia, a nie rozwiązuje. To prawie jak filozofia Heideggera. Obraz przestał być dla odbiorcy problemem, który warto rozwiązać.

„Samoświadomy obraz” obejmuje prace Jana Berdyszaka, Tomasza Ciecierskiego, Piotra C. Kowalskiego, Kamila Kuskowskiego oraz Pawła Łubowskiego. Przestrzeń wystawy zaaranżowana została tak, żeby nie tworzyć odosobnionych wysp poświęconych każdemu z twórców. Przenikają się one, każda indywidualnie świadczy sama za siebie, ale korespondując z otoczeniem wpisuje się w pewną ideę. Zaciera się też granica pomiędzy obrazem a przestrzenią.

Prace wykonane są różnymi technikami, między innymi druku, collage’u, jednak znaleźć tu można także ceramikę, instalacje z piłą ręczną bądź piłki do koszykówki w twarzami matejkowskich bohaterów, oraz projekcje multimedialne. Zabawa formą, kolorem, fakturą, przestrzennymi relacjami przedmiotów, ale też ich znaczeniem maja na celu wywołanie pewnych konkretnych wrażeń. W znacznej mierze odwołują się do intelektu odbiorcy oraz poczuciu koloru.

Brakuje natomiast widocznych odwołań do poczucia estetyki odbiorcy, tak, jakby to poczucie było dyskredytowane przez opozycję dla sztuki krytycznej, jakby wskazanie, że to, do czego przyzwyczaiły nas wystawy komercyjne – tu nie ma miejsca. I faktycznie, oglądając te wystawę nasuwają się pytania czym w zasadzie jest obraz, czym jest jego rama. Czy to co go odgradza od otoczenia musi mieć formę jasno wykreślonej granicy?

W przypadku prezentowanych na tej wystawie dzieł niejednokrotnie trudno stwierdzić, co jest ramą, co obrazem, co jest obrazem właściwym, a co tylko jego odwrociem. Granica między obrazem a przestrzenią jest praktycznie zatarta w przypadku poszczególnych, inne natomiast odcinają się ostro od otoczenia.

Są to pytania natury formalnej, na które każdy odpowiada indywidualnie, definiując jednocześnie własne ich pojęcia. Z pewnością nie można powiedzieć, że zobaczyło się tę wystawę. Trzeba ją zrozumieć, przemyśleć. To trudne. Na pewno. Jednak sam fakt, iż wystawa zmusza do myślenia, i to myślenia twórczego a nie tylko odtwórczego, jest jej – w moim odczuciu – dużą zasługą w czasach kiedy na myślenie o sztuce nie ma się czasu.

Pokazuje poza tym, że (na szczęście) nie tylko prawa komercji rządzą sztuką, i że jest pewna grupa, zarówno twórców jak i odbiorców, którzy są w stanie nie tylko zrozumieć, ale i docenić sztukę, która niesie ze sobą pewne treści, a nie tylko „ładnie wygląda na ścianie”

Z czystej babskiej ciekawości spytałam o opinie przybyłych na wernisaż. Student drugiego roku historii sztuki powiedział mianowicie, że: „bardzo trafnie kompozycyjnie zrobiona wystawa. Bardzo oryginalny jest pomysł z przeniesieniem postaci w Bitwy pod Grunwaldem Matejki na piłki, co powoduje żywą reakcję publiczności. Przybyła ona dość licznie”. Świadczy to o tym, że nie tylko sztuka komercyjna potrafi wywołać zainteresowanie. Mimo iż tłumów nie było, to jednak wernisaż pustkami nie świecił. Miejmy więc nadzieję, że to dobry znak.

Marta Brodowska: Jest Pani pomysłodawczynią tej wystawy. Jakie były Pani inspiracje? Problem metamalarstwa nie jest przecież często poruszany i dostrzegany w historii sztuki…

Marta Smolińska Byczuk: Projekt wystawy „Samoświadomy obraz” pisałam na konkurs ogłoszony przez Galerię Miejską Arsenał w Poznaniu. Jedną z poprzednich edycji wygrała dr Izabela Kowalczyk, która pod hasłem „Niebezpieczne związki sztuki z ciałem” zaprezentowała nurt tzw. sztuki krytycznej. Moje zainteresowania od dawna natomiast kierują się ku sztuce skoncentrowanej na stawianiu pytań o to, czym jest obraz i nie uwikłanej w otaczającą rzeczywistość społeczną. Poza tym wielokrotnie ogłaszano śmierć malarstwa – moim celem było pokazanie jak bardzo populistyczne są tego rodzaju stwierdzenia. Obraz żyje, ma się dobrze i na dodatek wciąż w ciekawy sposób zapytuje o własną kondycję. Widać to w twórczości artystów różnych generacji: Jana Berdyszaka, Tomasza Ciecierskiego, Pawła Łubowskiego, Piotra C. Kowalskiego i Kamila Kuśkowskiego.

M.B.: Jak powinien wyglądać samoświadomy obraz, aby najpełniej wyrażał niesione przez siebie treści? Prace przedstawione na wystawie w Toruńskiej Wozowni pokazały wielość punktów widzenia tego zagadnienia Nie wiem, czy słowo „powinien” jest w kontekście obrazu właściwe…

M.S.: Dobry samoświadomy obraz to taki, który zna zarówno swoje ograniczenia, jak i własny potencjał. I umie „wymknąć” się ograniczeniom i wyzyskać możliwości.

M.B.: Na otwarciu wernisażu powiedziała Pani” Śmierć obrazu nie nastąpiła. Metamalarstwo nadal stawia sztuce pewne problemy” Jakie ? Czy tego typu wystawy mają służyć refleksji nad sztuką nie tle naszej kultury, czy są to tylko problemy sensu odbioru wizualnego? Chodzi mi o to, czy ta forma może mieć i ma jakieś przełożenie na sztuki pozamalarskie?

M.S.: Wiele spośród prezentowanych obrazów zawiera w sobie adres do transcendencji, do tego, co poza obrazem, ale i poza zwykłymi problemami, na jakie napotyka malarz w trakcie tworzenia. Ponadto ogromną rolę gra humor, dystans do powagi sztuki, ironia i gry z tradycją.

M.B.: Istnieje nierozerwalny związek treścią a formą. Czy skupienie się na formie nie niesie ze sobą ryzyka zerwania tej łączności? Samoświadomy obraz niesie w sobie pewne jasno określone treści. Czy zamknięcie obrazu w nim samym nie prowadzi do pewnego rodzaju hermetyzmu? Jest to przecież próba autodefinicji świadomości wewnętrznej obrazu.

M.S.: To nie jest łatwa wystawa, ale nie przesadzałabym z postrzeganiem jej jako hermetycznej… Po prostu osoba zaznajomiona z tradycją malarstwa odczyta w samoświadomych obrazach więcej poziomów znaczeń niż osoba, której niektóre dzieła po prostu przypadną do gustu lub ją rozbawią. Oba odbiory są równouprawnione.

M.B. Jak należy patrzeć na taki obraz, żeby go widzieć, i rozumieć, a nie tylko patrzeć? nie jest to łatwe i wymaga chyba pewnego specyficznego nastawienia odbiorcy?

M.S.: Orientacja w kwestii perypetii obrazów w Holandii XVII wieku i szczególnie w wieku XX na pewno pomogą zobaczyć więcej. Starałam się jednak w taki sposób zaaranżować spotkania samoświadomych obrazów w przestrzeni Wozowni, by „opowiadały” one same o sobie poprzez kontakt z sąsiadem, napięcia na osiach widokowych itp. Tę ekspozycję dobrze jest zobaczyć zarówno jako całość w konkretnej przestrzeni, jak i spotkać się z każdym dziełem z osobna.

M.B.: Zauważyłam, że spora część tytułów odnosi się do procesu dekonstruowania. O jaką płaszczyznę chodzi? Czy tylko o płaszczyznę obrazu?

M.S.: Chodzi i o tę dotykalną, materialną płaszczyznę obrazu – Piotr C. Kowalski posunął się przecież nawet do jej przerżnięcia!, ale także i o płaszczyznę jako medium przypisane obrazowi od zarania jego dziejów, a które teraz jest kwestionowane na wszelkie możliwe sposoby – u Pawła Łubowskiego obraz stał się kulą, którą rzuca się w ścianę!

M.B.: A kwestia frekwencji? Na tego typu wystawy, dość trudne w odbiorze dla osób niezorientowanych w problemach malarstwa, przychodzi sporo osób. Jednak jest to znacznie mniej w porównaniu w wystawami komercyjnymi. Wystawa ta miała stanowić przeciwwagę dla sztuki lansowanej w mediach. Czy zainteresowanie tego typu sztuką rośnie? I czy jest to spowodowane tym, że zwraca się uwagę na inne aspekty niż jakiś czas temu, czy po prostu przesytem sztuką krytyczną i komercyjną?

M.S.: Mam nadzieję, że wystawa „Samoświadomy obraz” otworzy dyskusję o problemie obrazu. Taki był jej cel.

Fakt jest faktem, wystawa odbyła się już jakiś czas temu. Można by zatem rzec, że relacja przeterminowana. Celowo ją jednak publikuje, ponieważ poruszyła kwestie niezmiernie ważne dla rozumienia współczesnej sztuki, a o których rzadko się mówi. I te kwestie się nie przeterminowują. Warto o nich pomyśleć, spojrzeć na obrazy „ z tej innej strony”, wtedy nie tak trudno jest zobaczyć więcej. Po prostu. Kwestia pomyślunku i całkiem niedużego nakładu pracy. A przede wszystkich chęci. Teraz jeszcze jedno na koniec wytłumaczenie : brak zdjęć. Chęci były, ale sprzętu nie. Trudniej jest czytać o wystawie której się nie widziało, i której zdjęć nie zamieszczono w relacji, więc zainteresowanym powiem, że swoją uwagę wystawie poświęcił między innymi „ArtEon” numer listopadowy. A także kilka linków:

O wystawie
http://www.arsenal.art.pl/php/strona.php?a1=dokumentacja&a2=2005/24obraz

Kalendarium wystaw w Wozowni
http://wozownia.w.interia.pl/wystawy/wystawy.htm

Informacja z lokalnej prasy na temat wystawy

http://skocz.pl/nowosci-art„Sekcja”, magazyn elektroniczny w formacie PDF, wydawany przez Sekcję Współczesną Koła Naukowego Studentów Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego)
http://www.ihs.uw.edu.pl/sekcja/index.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *