I have a dream

„I have a dream…”. Słynne słowa Martina Luthera Kinga jakże aktualne do naszych czasów i naszych realiów.

Mam marzenie, coś tak nierealnego, ale jednocześnie tak bliskiego i tak prostego. Marzenie spokoju, kultury, tolerancji i życzliwości. Widzę ludzi, sprawujących odpowiedzialne funkcje, ludzi, którzy powinni pomagać, umieć zrozumieć, a są jedynie zaprzeczeniem wszelkich pozytywnych postaw. Źli na nas, za to, że się im przeszkadza, że w ogóle mieliśmy prawo się urodzić.

Ten dość niezrozumiały początek miał na celu totalne zmącenie sytuacji – a teraz Jesteś w mojej mocy, zgadzasz się ze wszystkim, co zaraz przeczytasz!

Ostatnio miałem kilka nieprzyjemnych starć z urzędnikami. Mimo tego, że załatwienie prostej z pozoru sprawy wydaje się straszliwą batalią, poszedłem. Wchodząc do środka, kulturalnie, powiedziałem „Dzień dobry”, przedstawiłem się i chciałem załatwić sprawę. Ale cóż jedyne, co mnie spotkało to mur nieżyczliwości, żeby nie powiedzieć wrogości i nietolerancji. Nie żebym się wyróżniał jakoś specjalnie (no może poza złośliwością wykutą na twarzy), ale prawdą jest to, że obcokrajowców w naszym kraju traktuje się jak ludzi drugiej kategorii, a niech jeszcze będą zza wschodniej granicy to nawet trzeciej.

Tak, więc moim pragnieniem stał się zakup koperty na poczcie i nadanie paczki. Proszę o kopertę, a kobieta, której byłem jedynym klientem, kazała mi stanąć w przeraźliwie długiej kolejce. A, przecież jeszcze przed chwilą sprzedawała koperty innym klientom. I gdzie tu logika?

Jest to ból naszych urzędów, które nie są chyba przystosowane do ludzi i dla ludzi. Denerwuje mnie to zwłaszcza, kiedy niestety nie mam wyboru i muszę korzystać z usług szanownych urzędników utrzymywanych za nasze pieniądze.

Od zawsze uważałem, że należy mówić głośno o tym, co nam leży na sercu, a nie zbywać arogancji i impertynencji machnięciem ręki. Może, dlatego zawsze, mi się dostaje?

Ale dlaczego tak jest? Może to pozostałość minionego ustroju politycznego, a może jeszcze coś innego? Zmęczenie ciągłą walką o przetrwanie. Brak nadziei i perspektyw na przyszłość, która przejawia się dla wielu w szarych, a dla innych już w czarnych barwach.

Jesteśmy narodem niezadowolonych z życia, zgorzkniałych samotników, którzy nie chcą dzielić się radościami, wolą rozdawać problemy. Stąd nasze nastawienie na świętowanie klęsk narodowych, nieudanych powstań, ciągłych porażek. Czy nasz naród naprawdę nie miał chlubnych momentów w historii?

Myśląc nad naszym smutkiem i niezadowoleniem z życia zastanawiam się, dlaczego idąc za przykładem Zachodu w wielu innych kwestiach nie chcemy przyjąć tamtejszej akceptacji życia. Wydaje mi się, że nasze obawy i niechęci do ludzi innych wyznań, koloru skóry czy orientacji seksualnej jest związane właśnie z brakiem akceptacji siebie.

Może kiedyś nasze społeczeństwo będzie szczęśliwsze, pozytywniej nastawione do świata. To już zależy tylko od nas. Pamiętajmy, że człowiek szczęśliwy patrzy na innych życzliwie, bez względu na wszystko. Obyśmy kiedyś umieli spojrzeć tak na innych. To moje ciche marzenie.

I have a dream.

Łukasz Knigawka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *