Weltschmerz. Globalny Śmietnik Globalnej Wioski.

Czasami, kiedy nam źle, papieros jest naszym najlepszym przyjacielem. Cudownie obskurny pet, który tak naprawdę w niczym nie pomaga, ale jest, kiedy go potrzebujemy… Bo umarły nasze relacje z innymi ludźmi…

Godzinami ślęczymy przy komputerze, na chat roomach, gadu-gadu i tym podobnych pierdołach, mających zastąpić nam normalną, regularną rozmowę. Nasze życie kształtują obrazy, starannie wyselekcjonowane i dopuszczone na wizje, fonie, czy do druku. Tak trudno oderwać się od szklanego monitora i metalowej puszki z mnóstwem technicznych nowinek, jak najlepszej jakości. Coraz rzadziej cieszymy się z małych rzeczy… Śpiewu ptaków, chmurki na niebie, przypominającej ukochaną osobę, czy kawy z mlekiem…

Latamy w kosmos, wydobywamy diamenty z kopalń o głębokości 2000 metrów, badamy najbardziej niedostępne miejsca na Ziemi, ale co z tego, jeżeli stajemy się pustką, szumem elektronicznym, a „KOCHAM” mówimy za pomocą kodu binarnego. Znam ludzi, którzy cały swój pokój urządzają tak, żeby jak najefektywniej grać w sieci, w najbardziej odmóżdżające, zabijające dusze i ostatki własnej woli gry… To czyni ich szczęśliwymi. Mają znajomych, przyjaciół, jednak przedkładają kontakty internetowe, nad te wspaniałe, proste, ludzkie…

Codziennie oglądamy telewizje, talk showy, widowiska, seriale (o dialogach na poziomie inteligencji planktonu) i reklamy, wciskające nam niezdrowe żarcie prosto w przełyk. Kosmetyki, przez które umarło więcej zwierząt, niż przez ptasią grypę, serwują nam „Ideały Kobiecości”, ponętne, skąpo ubrane modelki, zawsze uśmiechnięte i młode… Ale nikt nie myśli o tym, że równie dobrze zamiast perfum, mogłyby spryskać się krwią, a zamiast maseczki Spa & Lifting nasmarować twarz nadgnitym mózgiem, małego, białego króliczka. Króliczka, lub jakiegokolwiek innego zwierzęcia, które nigdy nie widziało światła dnia i zieleni trawy, ponieważ dla korporacji produkującej kosmetyki kosmetyki nie jest istotą żywą, ale półproduktem.

Dla wszystkich firm, które „troszczą się o klienta” jesteśmy tylko maszyną do robienia pieniędzy, a określa nas grubość portfela. Czy ktoś kiedyś zastanawiał się nad tym, dlaczego tak zatruwamy naszą planetę? Dla przykładu: spaliny, chociaż możemy jeździć na wodorze, biopaliwie, czy fekaliach trzody chlewnej (konkretnie metanie). Czemu wciąż jest tak mało elektrowni wiatrowych? To nie, kto inny, jak Wuj Sam: wielkie, do znudzenia wolne, demokratyczne USA ma w tym zbyt dużo interesu. Na tym polega potęga tego kraju, więc nie dziw, że nie chce tak łatwo oddać swoich wpływów. Co z tego, że właśnie fundujemy naszym wnukom przyszłość, w której nie będzie można chodzić bez maski tlenowej. Bo przecież Amerykanie muszą za coś jeść swoje tłuste, modyfikowane genetycznie hamburgery i hot dogi.Globalna wioska (a raczej zabita dechami wieś) to określenie utworzone po to, żeby każdy mieszkaniec planety Ziemia miał poczucie bliskości do każdego krańca globu…

Pijąc sok z owoców, którego nazwy nawet nie potrafimy poprawnie wymówić, mamy poczucie dotykania wspaniałych i dalekich miejsc, których nigdy nie odwiedzimy. Ale to nic innego, jak tylko nowe „Chleb i Igrzyska”. Targowisko próżności dotykające nas wszystkich.

Waldemar Szyguła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *