Byłam i będę

BYŁO

***

Mała dziewczynka w białej chustce na głowie ze wszystkich sił ściskająca kurę. Mała dziewczynka w taczce. Mała dziewczynka w czerwonej sukience wśród pomarańczowych nasturcji.

Uwielbiam oglądać fotografie z wakacji u dziadków. Pachną moim dzieciństwem – beztroską, sianem i naleśnikami z konfiturą malinową. Z zapałem i niewyczerpanymi pokładami entuzjazmu odkrywałam każdy zakamarek świata. Chciałam zobaczyć, powąchać, dotknąć… oswoić. Byłam przekonana, że wchodząc w struktury wszechświata, muszę okolić zrozumieniem każdą jego cząstkę.

***

Cali jesteśmy czarno – biali. Białe bluzki i czarne spodnie lub spódnice. Białe twarze i czarne myśli.

Za chwilę za pomocą białych arkuszy papieru oraz tuszu (czarnego?) będziemy udowadniać swoją dojrzałość. Nikt nie sprawdza poziomu naszego człowieczeństwa. Wchodząc w dorosłość musimy wylegitymować się znajomością teorii. Jedni w wielkim skupieniu obserwują linoleum na podłodze, drudzy silą się na grymas uśmiechopodobny. Są nawet śmiałkowie próbujący wskrzesić konwersację. Wyłączam się. Uciekam w głąb siebie, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Jestem tam? Najprawdopodobniej.

Chłód strachu i ciepło atmosfery. Ogrom sytuacji i małość myśli. Szachownica chwili. Szach mat.

***

W pokoju czuć nieśmiały zapach maku, a słodkość lukru rozpływa się w zalążkach myśli. Wosk leniwie pokrywa białą porcelanę świecznika, światło staje się nieregularne i zawodne. Chaotycznie wyrzucane słowa wirują nad naszymi głowami, zataczają coraz mniejsze kręgi, by wreszcie zniknąć w kaskadzie nowopowstałych sensów. Nasz dialog nie ma kształtu, bo oscyluje w granicach tego, co niewidoczne. Czasem zaglądamy sobie w oczy, by upewnić się, że dotykamy tej samej płaszczyzny świata.

Kolejny „Trzeci Dzień Świąt” spędzony w gronie licealnych zażyłości. Niepowtarzalna okazja do bycia ze sobą tak po prostu. Bez pretekstu. Bez zobowiązań. Bez zegarka. Przez następne miesiące często będziemy szperać w pamięci poszukując lekkości tamtego wieczoru. Będziemy przemierzać go tam i z powrotem.

BĘDZIE

***

Gdyby moje dłonie nie były zajęte komórką oraz filiżanką z kawą, złapałabym w garść uciekające sekundy i nie pozwoliła im uciec. Dźwięki wciąż nieodebranego telefonu, faksu i drukarki z niezwykłą prędkością krążą po pokoju. Z hukiem rozbijają się o moją głowę. Mam ochotę na przynajmniej pięciominutową „spację”.

Nowoczesność wymaga energiczności i zaangażowania. Wypada mieć niebezpiecznie drogie i niebezpiecznie wysokie szpilki oraz optymalnie wypełniony terminarz (najlepiej w skórzanej, eleganckiej oprawie). Zmęczenie to nonsens, który nie przystaje ludziom sukcesu. Ludzie sukcesu nie przeciągają się, nie ziewają, nie przymykają powiek. Ludzie sukcesu mają białe mankiety, porządek w aktówkach i markowe pióra w pudełkach wyściełanych jedwabiem.

Escape!

***

Ubić 100 gramów miękkiej margaryny, dodać 4 łyżki cukru pudru, łyżeczkę cukru waniliowego, jajko, 1/3 fiolki aromatu cytrynowego… szczyptę stabilizacji, pół szklanki spokoju, 5 pokruszonych chwil spełnienia i kroplę ciszy.

Czuję, że zwalniam. Że między mną a centrum rzeczywistości tworzy się coraz większy dystans, że emocje stygną i tracą koloryt. Zanurzam się w powszechnym i niczym niezakłóconym ładzie.

Trwaj chwilo, bo cię rozumiem.

***

Wiejski wieczór przynosi spokój, w którym rozpływa się cały czerwcowy krajobraz. Horyzont traci poziom, słupy telefoniczne gubią pion. Świat staje się wykrzywiony, karykaturalny, nieproporcjonalny. Senny.

I moje życie doczekało się zmierzchu. Zdejmuję z niego sieć czasu, próbuje poskładać pojedyncze kadry w pobieżnie logiczną całość. Nie zważając na kontury kreślone przez datę i kontekst, zaglądam do minionych chwil szczęścia. Lśnią jak drogocenne kamienie. Mamią myśli swoją niepowtarzalnością.
Kuchnia wypełniona jest ciszą, którą rozbija tylko miarowe mruczenia grubego, czarnego kota. Ja też mam ochotę odpocząć. Od całego zamieszania wywołanego przez życie. Zatapiam się w wygodzie starego fotela z początku trzeciego tysiąclecia.

A co dzieje się we mnie teraz?

O „teraz” opowie mi być może przyszłość lub przeszłość.

Europejczyk XXI wieku potrafi operować jedynie „byłem” i „będę”. O „jestem” i „jest” myśleć nie umie.

Agata Gadzinowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *