Dziewczyny z Portofino – Grażyna Plebanek

W ramach tegorocznego Festiwalu Dramaturgii Współczesnej w Zabrzu wystawiono Wszystko o kobietach Piotra Szulkina. Spektakl był pomyślany jako popowa rozprawa o relacjach damsko-męskich. Prawdą było tutaj moszczenie się w stereotypie. Fuj! Nasrożyłam się jednak, kiedy na spotkaniu po-spektaklowym nawoływano do rachunku sumienia.

Drogie panie, no powiedzcie same, o co kłócimy się z siostrą, koleżanką, mamą etc.? Oczywiście, że o facetów. Wypowiedź na tyle mnie osłabiła, że swoim donośnym głosem informowałam obecnych na zabrzańskim dworcu kolejowym, że nigdy nie zdarzyło mi się poświęcić przyjaźni w imię jakiegokolwiek mężczyzny, choćby był jeszcze chłopcem.

Dlatego cieszy pozycja Grażyny Plebanek, która w Dziewczynach z Portofino (2005) rozprawia się z tym rzekomo powszechnym przeświadczeniem. Prawdziwa przyjaźń jest źródłem wielkiej siły, której mądra mała dziewczynka/kobieta nie poświęci w imię znajomości z jakimś chłopcem/mężczyzną. Kobieta jako samopodtrzymujące się perpetuum mobile jest jednostką i jako taka jest nieskończonością. Dlaczego miałaby się kończyć?

„Sądzę, że istnieje wiele dróg, które mogą nas tam zawieść. To, jaką znajdziemy i jaką wreszcie wybierzemy, zależy od rozmaitych czynników. Ważne jest, skąd przychodzimy i w jakich warunkach żyjemy i ile mamy odwagi, by wyruszyć w ową drogę. W dziejach minojskiej Krety odnalazłam symbol, za pomocą którego możemy tam właśnie dotrzeć. To labirynt, który nawet w przybliżeniu nie jest tak tajemniczy, jak się wielu wydaje. Labirynt – jak powiedziano wcześniej – nie ma nic wspólnego z lunaparkiem.

Nie można się w nim zgubić. Istnieje tylko jedna droga wiodąca do środka i również po niej wychodzi się znowu na zewnątrz. Ale żaden człowiek po wyjściu z labiryntu nie jest nigdy tym samym, który był, zanim do niego wszedł”, odpowie Angelika Aliti w Dzikiej kobiecie [A. Aliti: Dzika kobieta. Powrót do źródeł kobiecej energii i władzy. Przeł. E. Ptaszyńska-Sadowska. Gdynia: URAEUS 1996, s. 169]. Nie jest też tak, że świat jest już konstrukcją doskonałą, gdzie kobieta jest szanowana, poważana. Dziewczyny z Portofino to książka, która została pomyślana jako powieść o świadomych siebie, dopiero co wchodzących w życie kobietach, które nie będą popełniały błędów swoich babek i matek.

Takie jest założenie a posteriori. Autorka na czwartej stronie okładki pisze: „Kiedy zaczęłam pisać historię czterech dziewczyn, nie pozwoliłam im nosić różowych sukienek, paplać i plotkować. Zabroniłam intrygować i obmawiać, zakazałam myśleć o sobie nawzajem jako o wrogach. Odwdzięczyły mi się i wyrosły na mądre, silne kobiety. Odkryły, że ich świat nie kręci się wokół mężczyzn”.

Czy bohaterka miała prawo rościć sobie pretensje do obrony matki? Nie trzeba zmuszać kobiety do tego, aby dążyła do źródeł wewnętrznej energii i władzy. Nie trzeba ściągać też jej gniewu, aby przekonać się o jej niebotycznych zdolnościach. Powieść Grażyny Plebanek jest świadectwem, że nierzadko kobiety nie chcą wyjść z kajdan. Bowiem dusi je groźba restrykcji społecznych. „To dlatego Hankę uderzył – bo po raz pierwszy w życiu stanęła w obronie matki. Miała dość słuchania jej krzyków i patrzenia na sińce, które bezskutecznie próbowała ukryć pod nasuniętą pod czoło chustką.

Po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że tak nie musi być. Że odgłosów szarpaniny, obelg, wołania o pomoc, które wyrywało ją ze snu – że tego wszystkiego może nie być. Nienawidziła zimnej ściany, do której się przytulała, gdy matka chowała się w jej łóżku. Kiedy tamta juz spała, Hanka ciągle się trzęsła”. Nie trzeba oglądać filmu Marka Koterskiego Wszyscy jesteśmy Chrystusami, żeby wiedzieć, czym jest życie w nieustannym strachu. Oliwa zawsze sprawiedliwa?

G. Plebanek wciąga życiowym i emocjonalnym mięsem armatnim, dotyka rzeczywistości, z którą na co dzień stykają się (też) pracownicy i pracownice La Strady. Czyni to jednak z empatią, nie przejaskrawia mocą litery. Zupa nie jest za słona. Chociaż cokolwiek przewidywalna i sentymentalna, czytam tę powieść jako inicjacyjną, kiedy narratorka wchodzi do konfesjonału, pomaga spowiadać się, do domu, ściąga ze ścian obrazek komunijny, pozwala go sobie odebrać, ponieważ nie stanowi on dlań wartości. Czym jest świat sankcjonowany przykładnymi ciosami? Czemu dziwić się pewnym i odpowiedzialnym za siebie bohaterkom? Trudno pojąć, że wszelkie przejawy dążeń kobiecych do godności są obśmiewane i traktowane z przymrużeniem oka? Zastanawiam się, dlaczego na hasło „literatura kobieca” wielu reaguje kpiącym uśmieszkiem?

Książka ta opowiada o nadziei, mówi, że w istocie można żyć na swoją modłę, nie wpisując się w ramy stereotypów i przymusów społecznych. Nie jest prawdą jakoby nierzeczywiste w oczach matki Hanki było niemożliwe. G. Plebanek niejako nawołuje do tego, aby zerwać z opiewaniem kobiecej pasywności i bierności. Dziewczyny z Portofino przekonują, że tak naprawdę to jesteś silna i masz udziały w swoim życiu, że inwestowanie w siebie i inscenizowanie siebie na arenie świata przynoszą zyski w postaci radości. Zgodzę się, że brzmi to banalnie.

Autorka nie odkrywa przed nami nowego lądu. Dlaczego jednak niektóre z nas moszczą się w bagnie? „Żaden ojciec, żaden lekarz i żaden nauczyciel nie może uczynić dziecku najmniejszej choćby krzywdy psychicznej, jeśli matka jest wystarczająco silna, by zachować swą potęgę […]”. [Tamże, s. 59]

Lektura nie porywa, zbliża do dziewczęcych wspomnień wypraw na klopsztangę, tj. trzepak, na hałdy, do kanałów. Bohaterki uwikłane w rzeczywistość PRL-u, indoktrynacji, czynów społecznych i osobistych problemów, jakie poniekąd porusza Wojciech Kuczok w Gnoju, biorą odpowiedzialność za życie, również życie w wspólnocie. I nie potakują na beznadziejnie absurdalne założenia: „Sprzątanie jest jak rodzenie. Każda z was ma to w naturze”.

Książka Dziewczyny z Portofino G. Plebanek jest głosem w sprawie. Dysputa z autorką zakłada tu wielogłosowość. Autorka nie odmawia jednak życiowej polifonii prawa do istnienia. Przypominam sobie historię, kiedy to Antoni Słonimski, zaproszony kiedyś do wymiany poglądów, rzekł pono: „Dziękuję, wolę własne”. To też jest mój głos w sprawie.

tytuł: Dziewczyny z Portofino
autor: Grażyna Plebanek
stron: 380

Zobacz książkę: Dziewczyny z Portofino

Magdalena Gruda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *