Opaczność czuwa

Rzeczywistość to rzeczywistość i tyle. Niby prawda. A przecież furorę zrobiło określenie rzeczywistość wirtualna. Zgodnie z definicją słownikową, to taka rzeczywistość, której istnienia nie jesteśmy pewni, chociaż nie wykluczamy tego, że istnieje.

Najczęściej odnoszono to określenie do Internetu, mówiąc, że jest to rzeczywistość pozorna. Ten czas już minął. Dzisiaj każdy wie, że Internet to nie tylko system kabli i łączy, które istnieją naprawdę, ale i splot różnorodnych relacji międzyludzkich, które także istnieją naprawdę. Jest więc świat Internetu po prostu rzeczywistością. Po co więc ten wyróżnik? Bo jednak jest to trochę inny świat. Można powiedzieć, że jest to rzeczywistość równoległa. A, owe dwa światy, ten tradycyjny, oparty o osobiste kontakty pomiędzy ludźmi, wzbogacone o rozmowy telefoniczne, informacje faxowe, sms-y, zwykłe listy, itp. i ten drugi świat oparty o Internet, przenikają się wzajemnie. Ale życie w nich toczy się na różnych płaszczyznach. Dzisiaj można sobie wyobrazić świat bez telewizji, radia, telefonu, a nawet bez książek, ale nie można sobie wyobrazić, że Internet przestanie istnieć. Wprost przeciwnie, oczekujemy, że obejmie wszystko i wszystkich. Taki jest kierunek rozwoju i tak będzie. Chyba, że…

Właśnie chyba, że co? Że zwycięży rzeczywistość opaczna. Świat na opak. Powoli, niedostrzegalnie, ale stale się rozwija. Dzisiaj prawie nikt, jeszcze go nie dostrzega, ale jutro, pojutrze może być już tak mocny, że nie da się go zmienić. Pierwsze symptomy już są. Dostaliście w kasie Multikina bilety z miejscami w rzędzie, którego nie ma? Ja takie otrzymałem. Sala nr 2, Rząd: M, Miejsce: 11 i Sala nr 2, Rząd: M, Miejsce: 12. Już przed wejściem na salę na wywieszonym schemacie usytuowania foteli dostrzegłem, że w tej sali rzędy kończą się na literze Ł. Wszedłem na salę i sprawdziłem – rzędu M naprawdę tam nie było. Bileter także był zdziwiony, także sprawdził i zdziwił się, że nie ma. Mam bilety na dowód, że to mi się nie śniło, tylko zdarzyło się naprawdę. Mniej radykalny przykład: W E.Leclerc wrzuciłem do koszyka Atlas Grzybów. Książki były w takich dużych pojemnikach. Na każdym pojemniku była informacja ile kosztuje każda książka, która w nim leży. Cena wypisana wielkimi literami. Niestety nieznana pani w kasie. Na pytanie ile ta książka kosztuje powiedziałem zgodnie z prawdą, że 20 złotych. Pani gdzieś zadzwoniła, porozmawiała i… nic. Czekamy. Mówię, że mogę zrezygnować z kupna i przyjdę innym razem, kiedy personel sklepu będzie znał już cenę tej książki. Nic z tego, bo właśnie zadzwonił telefon. Pani, pewnie w ślad za tym, co słyszała w słuchawce zadała mi kilka trudnych pytań. Pierwsze było nawet do zniesienia – skąd mam tę książkę? Mówię, że z takiego dużego pudła. A, gdzie te pojemniki stoją? Tu. U was w sklepie! Ale, w którym miejscu? No gdzieś tam – wskazałem ręką. Po chwili pani otrzymała poprzez telefon odpowiednią dyrektywę i wystukała 19, 99. Hura! Dostałem ulgę. Zawsze coś. To są właśnie pojawiające się symptomy rzeczywistości opacznej. Dodajcie do tego jeszcze nową definicję doradcy – Doradca, to człowiek, któremu trzeba doradzać…

A takie becikowe, które raczej butelkowym zwane być powinno, czy to nie mocny sygnał, że świat na opak istnieje i umacnia się? Przecież dorosły człowiek, który ma, chociaż dwa zwoje mózgowe sprawne, wie, że żaden tysiąc, czy nawet trzy, nie wystarczą mu na utrzymanie dziecka przez dwadzieścia lat, przez które na to dziecko – poczęte na beciku – będzie musiał łożyć. Ale ten tysiąc lub nawet więcej to kupa forsy. Można zrobić balangę z zakąską. Przy okazji nad ranem spłodzić bachora, którego potem Państwo musi jakoś utrzymać. I utrzyma. Po to ma obywateli i podatki. I domy dziecka.

Henryk Brunon Szumielski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *