Jedenaście minut – Paulo Coelho

Kilka dni temu po raz pierwszy wpadła mi w ręce jedna z książek Paulo Coelho. Dosłownie – wpadła, gdyż znajoma na siłę nieomal „wcisnęła” mi ją, gdy od niej wychodziłem. Dosłownie też – pierwsza, chociaż tu akurat nie ma się czym chwalić, więc wątek ten zgrabnie pominę. Tytuł, który mnie dosięgną, to „Jedenaście minut”.

Książkę można uznać za współczesną bajkę o miłości i wolności – dwóch uczuciach (rzeczach, przymiotach, zagadnieniach, sferach) nierozerwalnie ze sobą połączonych i pozwalających na zdefiniowanie i odnalezienie samej (samego) siebie. Samej, bowiem bohaterką powieści jest młoda kobieta, która wiedziona pokusą lepszego życia opuszcza rodzinną, brazylijską prowincję i udaje się do Genewy. Starcie z lepszym, bo prawdziwszym życiem zmusza jednak dziewczynę do zmiany swych górnolotnych planów i zajęcia się najstarszą profesją na świecie…

Nie jest to jednak historia o upadku. Na kolejnych kartach książki poznajemy seks w innym aspekcie – takim, jakim go widzi kobieta kochająca się trzy razy dziennie za pieniądze. Seks nie będący dowodem miłości, ale raczej jej poszukiwaniem. To prostytutka powinna się wstydzić tego, że oddaje swoje ciało. Okazuje się, że bardziej wstydzą się mężczyźni, którzy zatracili najważniejsze dla nich w życiu rzeczy i boją się do tego przyznać. Otwierają się dopiero przy teoretycznie nic nie znaczącej kobiecie wiedząc, że na pewno dochowa ich sekretu, licząc na jej poradę czy nawet opiekę. „Ci mężczyźni, tak potężni i pewni siebie na zawodowym gruncie, (…) kończyli dzień w nocnym lokalu i wydawali trzysta pięćdziesiąt franków, by przestać być sobą przez jeden wieczór. Przez jeden wieczór? To chyba przesada. Tak naprawdę jakieś czterdzieści pięć minut, a jeżeli odliczyć czas przeznaczony na rozbieranie się, zdawkowe pieszczoty, na kilka mało oryginalnych zdań, na ubranie się, sprowadzało się to do jedenastu minut. Jedenaście minut. Oś, wokół której kręci się świat, to zaledwie jedenaście minut.” Pracując jako prostytutka, Brazylijka Maria ma okazję poznać samą siebie, odkryć w sobie rzeczy, o których istnieniu wcześniej nawet nie myślała; zaś co najważniejsze – zbliżyć się do odkrycia natury prawdziwej miłości… Autor doszedł bowiem do wniosku, że aby dotrzeć do prawdziwie uświęconego pojmowania seksu, trzeba najpierw poznać jego profanum; to, czym nie jest. W taki sam sposób Maria uczy się miłości i poczucia prawdziwej wolności: „Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko. Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie. Kiedy poznałam upokorzenie i całkowitą uległość, stałam się wolna…”.

Muszę przyznać, że pomimo nad wyraz momentami eksponowanej górnolotności niektórych fragmentów, spostrzeżeń i zasad, „Jedenaście minut” czytało mi się nad wyraz dobrze. Mieszane odczucia budzi właśnie owa patetyczność – ucząca się dopiero co życia dziewczyna co kilka stron odkrywa kolejną prawdę życiową, często sprzeczną z poprzednimi. Być może taki właśnie był zamiar autora; mnie osobiście bardziej do gustu przypadła treść książki, niż jej forma. Nie zmienia to faktu, iż z całą pewnością chętnie sięgnę po pozostałe pozycje z półki „Coelho”, choćby by nadrobić zaległości…

Artur Krawczyk

 

Tytuł: Jedenaście minut

Autor: Paulo Coelho

Tytuł oryginału: Onze minutos

Tłumaczenie: Basia Stępień i Marek Janczur

Data wydania: 2004

Liczba stron: 240

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *