Bezsenność

Tylko przez chwilę się zastanawiałem, a zaraz potem przyjąłem sytuację taką, jaka jest. Odprężyłem się, zdążyłem także pokazać w lusterku cień uśmiechu i wycharczeć coś, co miało powiedzieć, że zupełnie jest mi obojętne. Obojętna nocna pora, obojętne ewentualne zabrudzenia i zupełnie obojętny dalszy los wypadków.

Obojętne także czerwone światło i przeszło mi przez głowę, że również zupełnie obojętna zdaje mi się smukła linia samochodu, który prostopadle do nas wjeżdżając na skrzyżowanie tak spokojnie i obojętnie zostaje uderzony, co gładko i wręcz pięknie zmienia nasze szyby w pajęczyny i zupełnie zobojętnia na przerażony wzrok kobiety, której twarz dobrze znam, a świadomość, że łączy mnie z nią o wiele więcej, niż tylko fantazyjnie wyginające się blachy samochodów, przychodzi zupełnie gdzie indziej, gdzie…

Nie było sensu się zastanawiać. Biec, prosto, przez drzwi, po schodach w dół i do samochodu. Owszem, byłoby więcej sensu, gdybym wzięła kluczyki. Więc znowu po schodach, znowu do drzwi. Leżały tam gdzie zawsze. Nawet nie zamykałam. Biegłam jak szalona. Klucze nie chciały trafić do dziurki. Dwa razy spadły na chodnik. Raz na wycieraczkę. W końcu zapalił. Odjechałam z piskiem. Do pierwszego skrzyżowania i w lewo. Na szczęście zielone. Na szczęście nic z naprzeciwka, więc od razu można skręcać. Można by, gdyby nie taksówka. Ta taksówka, która wjechała mi w bok.

Głęboko w mój lewy bok. W lewy bok, dokładnie gdzieś pod żebra, w tchawicę, w wystające kości ręki. Nie czując nic, myślałam, że jeszcze zdążę. Ale po chwili doszło, że otwierające się złamania na pewno nie przyspieszą. Doszło, że ucięta stopa tym bardziej nie pomoże. I doszło, że nigdzie już spieszyć nie muszę, kiedy jego głowa wylądowała na moich kolanach, a fantastycznie rozrywający podmuch wybuchu pozwolił jeszcze przez sekundę poczuć zapach własnej palącej się skóry i usłyszeć

Powiedziałem jej, że dziś była świetna.
– Byłaś świetna!
– Wiem – powiedziała, uśmiechnęła się i zapaliła papierosa.
– Naprawdę, dawno tak się z tobą nie kochałem.
– Ja też – zaciągnęła się i wypuściła kłąb gęstego dymu.
Pomyślałem, że mógłbym dodać coś jeszcze, ale coś jeszcze byłoby nietaktownym przerwaniem błogostanu chwili. Więc milczałem i nie mogłem wzroku oderwać od jej małych nagich piersi.
– Idziesz już? – zapytała po skończeniu papierosa.
– Już, już – zaśmiałem się. – Wiem, że twój czas jest cenny.
– Kosztuje dwie stówy.
– Dołożę jeszcze stówę i pocałuję w…
– Dołóż i idź – zaśmiała się i nadstawiła mi policzek, w który głośno cmoknąłem, a po chwili byłem już za drzwiami, już schodziłem po schodach i już wesoło bębniłem w dachy stojących samochodów.
Dwie przecznice dalej kupiłem kawę w przypostojowym kiosku. Pozdrowiłem jedynego kolegę, który właśnie miał klienta i odjechał i zganiłem dziewczynkę wałęsającą się po chodniku.
– Dziecko, wracaj do domu. O tej porze nawet większość dorosłych śpi!
– Spierdalaj! – syknęła i zniknęła w bramie.
– Chamstwo – powiedziałem do kioskarza i otworzyłem drzwi mojej taksówki. W środku panowało przyjemne ciepło. Włączone radio snuło cichą piosenkę, a perspektywa błogich rozmyślań o niczym napawałaby niewysłowioną radością, gdyby nie charakterystyczne majaczenie w lusterku, które niechybnie oznaczać mogło tylko podchmielonego klienta.
Zakląłem pod nosem, odstawiłem kawę do trzymadełka i powiedziałem:
– Dobry wieczór.
– Dobry wieczór – odpowiedział dość trzeźwo, po czym założył mi na szyję nieprzyjemny drut i krzyknął, bym jechał. Ruszenie było raczej odruchem ucieczki, moje gwałtowne ruchy towarzyszące próbom uwolnienia powodowały, że drut wbijał się głęboko w gardło, a krzyk był jedynie żałosnym bulgotem. W głowie huczało od myśli. Błyskały nachalne światła mijanych lamp i neonów. Zacząłem się zastanawiać, czy może jakaś inna strategia, może ratunek leży nie tam, gdzie go szukam? Może spróbować zupełnie inaczej, zaskoczyć, odebrać argumenty zaciskające pętlę.
Tylko przez chwilę się zastanawiałem, a zaraz potem przyjąłem sytuację taką, jaka jest.

– Byłaś świetna! – powiedział.
– Wiem – odpowiedziałam i z rozkoszą zapaliłam papierosa.
– Naprawdę, dawno tak się z tobą nie kochałem – dodał.
– Ja też.
Patrzył na moje piersi, a ja mogłam spokojnie palić i spokojnie myśleć o kasie, którą zapłaci. Takie patałachy jak on zawsze dobrze płacą. I nawet, na co wygląd zupełnie nie wskazuje, nieźli są w łóżku. Ale tylko moim łóżku, jak przypuszczam.
– Idziesz już? – zapytałam po skończeniu papierosa.
– Już, już – zaśmiał się. – Wiem, że twój czas jest cenny.
– Kosztuje dwie stówy.
– Dołożę jeszcze stówę i pocałuję w…
– Dołóż i idź – nadstawiłam policzek, a on cmoknął, dołożył i poszedł.
Kolejny papieros i przypalając drugą ręką sięgnęłam za łóżko. Pieniędzy całkiem sporo. Nawet bardzo sporo. Te trzy stówy posuwają całą sprawę do przodu o…
– Otwieraj suko!!
Osłupiałam. Grubas?
– Grubas? – zapytałam zdziwiona.
– Otwieraj, bo zabiję!! – wrzeszczał i zaczął walić pięścią w drzwi.
– Zgłupiałeś?! – krzyknęłam stojąc pod drzwiami. – W życiu cię nie wpuszczę, jak tak będziesz wrzeszczał!
– Otwieraj suko, otwieraj mówię!! – darł się wniebogłosy, czym na pewno obudził całą kamienicę.
– Spieprzaj grubas! – powiedziałam i chciałam dodać, że zadzwonię po policję, kiedy przestał. Usłyszałam sapanie, potem coś zaszeleściło i przez szparę pod drzwiami wleciało kilka małych kartek.
– To sobie pooglądaj, dziwko, a ja się teraz zajmę nim! – wycharczał i usłyszałam jak schodzi po schodach. Zaśmiałam się, bo grubas jest raczej nieszkodliwy. Nawet kiedy się wściekł kończyło się zazwyczaj na krzyku. Potem ewentualnie straszył nożem, przez jakiś czas wyżalał barmanom i w końcu zapominał.
Umyłam zęby. Przepłukałam jeszcze płynem do płukania ust. Potem whisky ze sprite’m dla odprężenia i papieros, bez którego drink ten nie smakuje tak jak powinien. Miałam ochotę na jakąś spokojną piosenkę, ale ciekawość zawsze sama kieruje tam, gdzie może zbierać największe żniwa, toteż kartki okazały się być zdjęciami, a na zdjęciach o wiele za dużo, kurwa, by to teraz wyjaśniać!!
Nie było sensu się zastanawiać. Biec, prosto, przez drzwi, po schodach w dół i do samochodu.

Kiedy tak przeszła przed moim wozem przypomniała mi się scena z „Taksówkarza”, gdzie DeNiro patrzy na nastolatkę, która właśnie omal nie wpadła mu pod koła. Z tą różnicą, że ta uśmiechnęła się do mnie i zniknęła w ciemnej bramie. Powiem szczerze, że widok niezbyt przyjemny. Wręcz przerażający.
Rozglądnąłem się. Żywego ducha. Kioskarz przysypiał, nikogo na ulicy, żadnego samochodu i tylko w oddali zmieniające się na próżno światła sygnalizacji. Pomyślałem, że skoro jestem taksówkarzem, to nie mogę tak tego zostawić. Natychmiast trzeba przynajmniej sprawdzić, by potem nie mieć do końca życia wyrzutów sumienia.
Nie wyłączyłem radia. Zamknąłem cicho drzwi i niepewnie podszedłem do ciemnej czeluści bramy. Chciałem coś powiedzieć, chciałem nawet krzyknąć, ale jakoś nie mogłem się zdobyć. Znałem dobrze tę bramę, setki razy przecież sikałem tam w dzień, ale teraz wydawała mi się zupełnie obca.
Zakląłem pod nosem. Pomyślałem, że nic mnie to nie obchodzi i już miałem się odwrócić, kiedy do uszu doszedł mnie suchy odgłos kroków, coś złapało za rękaw i powiedziało:
– Chodź.
A ja bezwolnie poszedłem, bezwolnie poczułem jak mnie obejmuje i bezwolnie poddałem się jej ustom, które całowały tak cudownie dziewczęco niewprawnie, za to schodząc do rozporka niesłychanie uszczęśliwiły.
– Dobrze było? – zapytała zapinając zamek.
– Dobrze – wystękałem.
– Stówa – rzekła twardo, a ja nie protestowałem. I podając jej banknot nagle do mnie dotarło:
– To był flesz?
– Jaki flesz?
– No ktoś nam, kurwa, zrobił zdjęcie!!
– To się martw, ja spadam – i zniknęła zanim zdążyłem zareagować.
W panice pomyślałem, że to policja, ale oni już dawno by mnie skuli. Chciałem wyjść od razu, ale ona właśnie stąd wybiegła, toteż odczekałem kilka chwil i upewniwszy się, że nikogo na ulicy nie ma, poszedłem prosto do niej, do mojej kochanej kurwy, która nigdy nie słucha zwierzeń, ale za to w cudowny sposób pozbawia stresu od pasa w dół i w górę.
Była świetna. Powiedziałem jej, że dziś była świetna.

Grubas zawsze przygniatał, okropnie stękał, ale za to płacił najwięcej, więc oczywiście kochałam go najbardziej. Zapachu też nie miał najprzyjemniejszego, ale kiedy tyle płacą nawet gówno cudownie potrafi pachnieć. Więc co tu dużo mówić – wiłam się, stękałam, doprowadzałam samą siebie do orgazmu, bo on zazwyczaj nie był w stanie, a chciał popatrzeć. Potem podciągał spodnie, których nigdy poza kostki nie wypuszczał i zakładał przepoconą koszulę, z której kieszeni cudownie nęcił gruby zwitek banknotów. Płacił, jak już mówiłam, sowicie, i zawsze dokładał dodatkowe kilkadziesiąt, by czuć się jak panisko. Proponowałam wtedy drinka, a on, że dziękuje, że już pójdzie.

I wtedy weszła mała. Pomyślałam, że tym razem miała szczęście, bo jakby weszła dziesięć minut wcześniej i zobaczyła grubasa na mnie… Ech. Natychmiast pokazałam jej wzrokiem drzwi, ale ona nie zauważyła i podchodząc do grubasa przywitała się milutko dygając. Tak, grubas takie konwenanse lubi. Grubas w ogóle jest prorodzinny i gdyby nie jego żona, co mu nie daje od kilku już dobrych lat, to na pewno byłabym biedniejsza o dobrych kilkanaście tysięcy.

Grubas zaczął wypytywać małą, grzecznie głaskać po głowie i w końcu zauroczony dał jej stówę. Nie mogłam uwierzyć! Całą stówę za nic!! Kiedy na moment spojrzał na zegarek pokazałam jej ruchem głowy drzwi. I kiwnęłam w ten jednoznaczny sposób, który bezdyskusyjnie mówił mojej córce, że ma oddać te pieniądze i jeszcze swoje zarobić, na co ona grzecznie się uśmiechnęła i żegnając i wyszła.

Powiedział, że już musi iść. Wstał, zapytał, czy mała tak może w nocy sama po ulicach, a ja na to, że ona do znajomej spać. Pokiwał głową ze zrozumieniem, pocałował po ojcowsku w czoło i kiedy już naciskał klamkę odwrócił się jeszcze i wyjmując coś z kieszeni kurtki powiedział:
– O, a to kupiłem od złodziei. Aparat co od razu zdjęcia wywołuje. Nie żaden tam cyfrowy szmelc, tylko prawdziwe stare cacko.

Tylko przez chwilę się zastanawiałem, a zaraz potem przyjąłem sytuację taką, jaka jest. Odprężyłem się, zdążyłem także pokazać w lusterku cień uśmiechu i wycharczeć coś, co miało powiedzieć, że zupełnie jest mi obojętne. Obojętna nocna pora, obojętne ewentualne zabrudzenia i zupełnie obojętny dalszy los wypadków. Obojętne także czerwone światło i przeszło mi przez głowę, że również zupełnie obojętna zdaje mi się smukła linia samochodu, który prostopadle do nas wjeżdżając na skrzyżowanie tak spokojnie i obojętnie zostaje uderzony, co gładko i wręcz pięknie zmienia nasze szyby w pajęczyny i zupełnie zobojętnia na przerażony wzrok kobiety, której twarz dobrze znam, a świadomość, że łączy mnie z nią o wiele więcej, niż tylko fantazyjnie wyginające się blachy samochodów, przychodzi zupełnie gdzie indziej, gdzie nagły wstrząs budzi mnie z tego koszmaru.

Ocieram pot z czoła i trzęsącymi się dłońmi zapalam papierosa. Nie mogę przypomnieć sobie twarzy, nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że sen ten był tak realny i nagle uświadamiam sobie, że zasnąłem, co nie zdarzyło się już od kilku miesięcy. To znaczy, żeby nie być źle zrozumianym, sypiałem, ale po pięć minut tu i tam, jeśli w ogóle udało mi się wytrwać kilkugodzinne bezowocne przewracanie w łóżku. Czasem zdarzyło się, że zostałem uśpiony jakąś smutną piosenką, innym razem udawało usnąć podczas tasiemcowego serialu, którego powtórki dają od czwartej do piątej rano. Ale nigdy, powtarzam, nigdy nie stało się to w taksówce! W mojej taksówce nigdy nie zasnąłem. Nawet wtedy, kiedy jeszcze sypiałem dobrze i jeździłem tylko na dzienne zmiany.

Przyszło mi do głowy, że mimo takiego koszmaru, to właściwie dobrze, że zasnąłem. Że może następuje jakaś zmiana i że należy się cieszyć. Uśmiechnąłem więc całą swoją twarz do lusterka, włączyłem radio, ale już po kilku minutach wiedziałem, że muszę to uczcić, bo to jest niezwykła noc. Bezsennie niezwykła.

I wtedy zobaczyłem ją w tej swojej kolorowej sukience i z tym wzrokiem, którym ostatnio patrzyła – nie jak dziecko, ale jak świadoma kobieta. Zrobiło mi się gorąco, bo spojrzała w moim kierunku. A kiedy tak przeszła przed moim wozem przypomniała mi się scena z „Taksówkarza”, gdzie DeNiro patrzy na nastolatkę, która właśnie omal nie wpadła mu pod koła.
Nie było sensu się zastanawiać. Biec, prosto, przez drzwi, po schodach w dół i do samochodu. Owszem, byłoby więcej sensu, gdybym wzięła kluczyki. Więc znowu po schodach, znowu do drzwi. Leżały tam gdzie zawsze. Nawet nie zamykałam. Biegłam jak szalona. Klucze nie chciały trafić do dziurki. Dwa razy spadły na chodnik. Raz na wycieraczkę. W końcu zapalił. Odjechałam z piskiem. Do pierwszego skrzyżowania i w lewo. Na szczęście zielone. Na szczęście nic z naprzeciwka, więc od razu można skręcać. Można by, gdyby nie taksówka. Ta taksówka, która wjechała mi w bok. Głęboko w mój lewy bok. W lewy bok, dokładnie gdzieś pod żebra, w tchawicę, w wystające kości ręki. Nie czując nic, myślałam, że jeszcze zdążę. Ale po chwili doszło, że otwierające się złamania na pewno nie przyspieszą. Doszło, że ucięta stopa tym bardziej nie pomoże. I doszło, że nigdzie już spieszyć nie muszę, kiedy jego głowa wylądowała na moich kolanach, a fantastycznie rozrywający podmuch wybuchu pozwolił jeszcze przez sekundę poczuć zapach własnej palącej się skóry i usłyszeć własny rozpaczliwy krzyk, który wybudził z tego cholernego koszmaru.

Usiadłam na łóżku i kilkakrotnie głęboko nabrałam powietrza. Byłam w stanie powtarzać w kółko tylko jedno wyrażenie:
– Kurwa mać, kurwa mać – i nic więcej. Mózg mój nie pracował. Mój mózg potrzebował nagłego ocucenia, bo zapach spalonej skóry wciąż był zbyt realny.

Mechanicznie sięgnęłam po papierosy i mechanicznie zapaliłam. Po kilku zaciągnięciach mechanicznie podeszłam do lodówki i nalałam sobie whisky, którą wypiłam jednym duszkiem. Od razu lepiej, pomyślałam i wtedy zadzwonił telefon. To był grubas. Ucieszyłam się, bo, mimo że grubas zawsze przygniatał i okropnie stękał to również zawsze dobrze płacił, a nic bardziej nie poprawia humoru, jak duży zastrzyk świeżej gotówki.

– Jasne, czekam na ciebie! – rzuciłam rześko do słuchawki i nalałam sobie jeszcze wódki.

– Wiesz, co ci powiem mamusiu? Powiem ci, że ten pan, co to taksówką jeździ, ma na mnie ochotę. No ten, który prawie nie śpi i przychodzi do ciebie najpóźniej. Tak, właśnie ten ma na mnie ochotę. Widzę jak się patrzy, jak się ślini, a raz nawet, niby przypadkiem, podglądał jak sikam. No taki z niego zboczeniec, mamusiu. I wiesz, co ci jeszcze powiem, mamusiu? Powiem ci, że ty, mamusiu, jesteś starą głupią dziwką. Tak mamusiu, głupia dziwka z ciebie. Dlaczego? Bo tylko głupie dziwki tak głupio chowają kasę, którą ich córki tak łatwo mogą znaleźć. Znaleźć i przeliczyć mamusiu. I wiesz co, mamusiu? Jak przeliczyłam twoje pieniądze, to wymyśliłam, że ci je ukradnę i ucieknę od ciebie. Po prostu zwieję i koniec. Ale wiem, że ty będziesz mnie szukać. Bo dużo z tych pieniędzy sama zarobiłam. Swoją buzią, mamusiu. Tak mamusiu, robię to lepiej od ciebie. Lepiej, szybciej i sprytniej. Dlatego wymyśliłam jeszcze, że uciec ucieknę, ale najpierw was załatwię. Myślę, że grubas się przyda. Myślę, że zrobi mi zdjęcie, jak robię laskę taksówkarzowi. Myślę też, że ty się z tego nie ucieszysz, bo będziesz zazdrosna. I myślę, że jak obudzisz się w końcu po tych nasennych środkach, to będziesz tak otumaniona, że nie zauważysz, jak cudownie twoja córeczka potrafi wszystko rozegrać. Taksówkarz też nie zauważy. A najmniej zauważy ten głupi grubas. Ale on wszystko załatwi. Mówię ci mamusiu. Załatwi, aż miło, mamusiu.

A potem założę swój własny burdel, mamusiu, i w końcu będziesz ze mnie dumna.

Szymon Bogacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *