Historyjki Kamyka

Leżał sobie przy drodze mały kamyczek. Ale o tym wiem tylko ja i ty. Ty właśnie przed chwilą o tym się dowiedziałeś. Wielu ludzi i wiele zwierzątek szło tą drogą. Jednak każdy patrzył przed siebie, wypatrując celu swej wędrówki i nikt nie widział szarego kamyka leżącego na piasku niedaleko kępki traw. Pewnie, gdyby nawet ktoś spojrzał to by go nie zauważył, taki był mały i taki był szary.

Kamyk wygrzewał się na piasku i spoglądał na nogi, które ciągle pojawiały się a potem znikały sprzed jego kamykowych oczu. Dzisiaj widział już nogi w wysokich skórzanych butach, idące dziarskim krokiem w blasku porannego słońca, potem nogi w czarnych pantoflach, które szły równym tempem, a tuż za nimi szybko przebierały nóżki w czerwonych bucikach. Potem były cztery kudłate łapy bez butów. Przebiegły tak szybko, że kamyk ledwie zdążył na nie spojrzeć. Były jeszcze połatane stare buty z pokrzywionymi obcasami, w których nogi człapały powoli. Te dłużej kamyk mógł obserwować, ale i one w końcu zniknęły. Kamyk wiele razy już widział takie znikające nogi. Jakiś czas temu zaczął się zastanawiać, dokąd one wszystkie maszerują. A całkiem niedawno zapragnął pójść gdzieś tam, razem z nimi.

– Hej, dokąd idziecie? – krzyknął, gdy zobaczył kolejne wędrujące nogi- Zabierzcie mnie ze sobą! Jestem leciutki! Nie będę wam zawadzał.- nie zatrzymały się, choć kamyk krzyczał ze wszystkich sił. Tak, jak go nikt nie widział, tak i nikt go nie słyszał.
Odtąd kamyk krzyczał za każdym razem, gdy ktoś go mijał. Codziennie i przez wiele dni, aż zabrakło mu sił. W końcu przestał krzyczeć, bo zabrakło mu i nadziei, że ktoś się odezwie. Było mu coraz bardziej smutno, bo jego serduszko, choć z kamienia, wcale nie było kamienne.

– Nie mogę dłużej na to patrzeć! – jakiś głos wyrwał kamyczka z otępienia.
– Kto to? – popatrzył przed siebie, prosto na drogę, ale nikogo nie zauważył.
– Jestem tu wyżej! Popatrz do góry.
Kamyk nie mógł się poruszyć, ale starał się otworzyć oczy jak najszerzej, żeby spojrzeć do góry. Nic z tego jednak nie wyszło.
– Nie mogę się ruszać! – wykrzyknął – Może staniesz przede mną na drodze, wtedy porozmawiamy. Bardzo chciałbym porozmawiać, bo wiesz… nigdy tego nie robiłem.
– Tak, wiem, wiem…
– Skąd wiesz? Kim ty w ogóle jesteś?!
– No, cóż… Różnie mnie nazywają. Najczęściej mówią o mnie matka głupich. – słychać było, że to określenie nie bardzo się podoba tajemniczej osobie.
– Oj, to niezbyt ładnie. – odezwał się kamyk ze współczuciem.
– Niezbyt, ale co zrobić? Ty mów do mnie po prostu – mateczko.
– Czy to znaczy, że ja tez jestem głupi?
– Skądże! Żadne z moich dzieci nie jest głupie. Przeciwnie, to prawdziwe mądrale!
– Bardzo chciałbym cię zobaczyć.
– Myślę, że to nie jest najważniejsze. Poza tym, dopóki słyszysz tylko mój głos, mogę wyglądać tak jak zechcesz. To zależy tylko od ciebie. Od twojej wyobraźni. A zresztą, nie traćmy czasu. Jak już mówiłam, nie mogę znieść twojego smutku. Zjawiłam się, aby spełnić twoje życzenie. Zastanów się, czego ci potrzeba do szczęścia.
Kamyk nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
– Naprawdę spełnisz moje życzenie?
– Tak!
– Chciałbym mieć chociaż jedną nóżkę! – kamyk nie namyślał się długo – Taką, która pozwoli mi pójść tą drogą. Chciałbym zobaczyć to miejsce, do którego wszyscy idą.
– Czy na pewno tego chcesz?
– Tak, tak! Na pewno! – wykrzyknął.
– No… To… Już!
Kamyk poczuł, że nie leży już nieruchomo na ziemi, a tak jakoś unosi się nad nią. To nóżka uniosła go w górę. Dla próby podskoczył ostrożnie. Potem podskoczył wyżej. Potem w przód. Potem w tył. Nóżka działała bez zarzutu.
– Cudownie! Jestem taki szczęśliwy mateczko.
– Cieszę się. Zrób dobry użytek z nóżki. Ja znikam.
– Czy jeszcze się spotkamy?
– Myślę, że tak. Gdy będziesz mnie potrzebował, zawołaj mnie, wykrzyknij moje imię.
– A jakie jest twoje imię?
– Matka Nadzieja.
Kamyk poczuł, że mateczka zniknęła. Nie było mu jednak smutno, bo przecież obiecała, że wróci. No i na pocieszenie miał swoją nóżkę. Nareszcie mógł wyruszyć w wymarzoną podróż, co też natychmiast uczynił.

Szybko zauważył, że skakanie na jednej nodze wcale nie jest łatwe. Trudno mu było utrzymać równowagę, musiał ciągle uważać, żeby się nie przewrócić. Jedna nóżka jakoś szybko się męczyła. Przez to nie mógł się skupić na podróżowaniu. Coraz częściej odpoczywał. Nie chciał zawracać głowy Matce Nadziei, ale, kiedy mocno zziajany po raz kolejny zachwiał się i prawie przewrócił, postanowił zawołać ją.
– Mateczko Nadziejo! – wykrzyknął głośno.
Po chwili odezwał się z góry znajomy już głos.
– Co się stało kamyku? Nie myślałam, że wezwiesz mnie tak szybko. Czy chcesz mi podziękować za nóżkę?
– No tak, oczywiście. – kamyk zawstydził się, bo prawdę mówiąc zupełnie o tym nie pomyślał. – Ale miałbym do ciebie jeszcze jedna prośbę. Tylko nie wiem, czy mogę…
– O co chcesz prosić?
– Bo widzisz, moja nóżka bardzo szybko się męczy. Z tego co wiem nogi zazwyczaj chodzą parami, pewnie po to, żeby sobie pomagać. Mogą się wtedy zmieniać, raz jedna robi krok, raz druga… Czy mogłabyś mateczko dać mi jeszcze jedną nóżkę?- w głosie kamyka słychać było szczera nadzieję, co bardzo wzruszyło Matkę Nadzieję.
– Och, kamyku! Jeśli masz być dzięki temu szczęśliwy… No… To… Już!
I już za chwilę kamyk raźno zatupał dwoma nóżkami. Od razu zrobił mu się weselej. Teraz już nie będzie się męczył.
– Dziękuję, dziękuję! – tym razem nie zapomniał o podziękowaniu.
– Ciesz się nóżkami i swoją podróżą! Ja znikam.

Kamyk podskoczył z radości i rozpoczął dalsze wędrowanie. O, teraz szło mu się o wiele łatwiej i nogi się prawie wcale nie męczyły. Kamyk szedł zadowolony z siebie, rozglądał się dookoła, podziwiając świat. Daleko przed sobą zobaczył drzewo. Postanowił dojść do niego i w cieniu jego liści zrobić sobie postój. Szedł godzinę, dwie, trzy… Patrzył niecierpliwie w kierunku drzewa. Przybliżyło się, ale ciągle było daleko. Kamykowe nóżki jeszcze się nie zmęczyły, ale jakoś bardzo długo trwało to podróżowanie. Kamyk zatrzymał się i zaczął zastanawiać.
– Mateczko Nadziejo! – zawołał w końcu, ale całkiem cicho, bo bał się, że Matka Nadzieja tym razem już się zdenerwuje.
– Co tam znowu?! – odezwał się po chwili głos.
– No… Pewnie pomyślisz, że marudzę, ale czy moje nóżki nie mogłyby chodzić szybciej?
– Są małe, wiec robią małe kroki.
– A nie mogłabyś ich powiększyć? Albo może daj mi więcej nóżek? Długo obserwowałem nogi i zauważyłem, że, kiedy cztery łapy idą razem, to posuwają się szybciej niż dwie.
-Tak, zwierzęta są na ogół szybsze od ludzi.
– To może daj mi cztery duże łapy, żebym mógł szybciej dotrzeć do celu.
Matka Nadzieja westchnęła. Wydawało się kamykowi, że zrobiła się jakaś smutna.
– A co potem, kamyku?
– Potem? Nic! Będę szczęśliwy na zawsze!
– oj, coś mi się wydaje, że nie. Coraz bardziej zaczynasz przypominać mi człowieka.
– Czy to źle?
– Trochę źle, bo widzisz, ludzie nie potrafią być szczęśliwi.
– Jak to?
– Najpierw marzą o czymś bardzo mocno. Kiedy jednak już to dostaną, zaczynają marzyć o czymś innym. Gdy i to dostaną, cieszą się tylko chwilę i już chcą czegoś innego. Widzę, że ty też zaraziłeś się tą chorobą.
– I nie są szczęśliwi nawet, kiedy dojdą do celu?
– Wielu z nich pędzi aż za szybko do celu. Tak jak ty. Kiedy są już blisko, wtedy chcą zawracać. Tak, ludzie to dziwne stworzenia. – westchnęła i zamilkła na chwilę – Sądzę, że lepiej być małym kamykiem. Twoje nóżki doniosą cię wszędzie, gdzie chcesz…we właściwym czasie. Ciesz się wędrówką! Spójrz na inne kamyki, które leżą przy tej drodze! Zatrzymaj się! One też chcą z kimś porozmawiać. Wykorzystaj ten piękny dzień.

Kamyk rozejrzał się. Rzeczywiście wokół leżało pełno kamyków, które coś do niego mówiły, ale jakoś wcześniej tego nie słyszał. Spojrzał na drzewo w oddali. Czemu się upierał, żeby dotrzeć do niego tak szybko? Przecież odpocząć mógł i tutaj. A przy okazji porozmawia z kolegami i opowie im o tym, co mu się przydarzyło. Może i inne kamyki poproszą Matkę Nadzieję o nóżki. Wtedy miałby z kim wędrować. Nie ma się co spieszyć. Drzewo przecież nie ucieknie.
– Bo nie ma nóżek!- roześmiał się głośno kamyk i to był naprawdę radosny śmiech. – Dziękuję, Matko Nadziejo!

Czy wiesz za co kamyk podziękował?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *