Pokolenie aktywnych komórek

Było sobie kiedyś pokolenie romantyków cierpiących na ból istnienia, zdolnych tylko do nieszczęśliwej miłości, cierpiących za miliony i walczących za wolność ,,waszą i naszą”. Potem przyszedł czas na racjonalnych i pragmatycznych pozytywistów. Ci z generacji końca XIX wieku krzyczeli ,,evviva l’arte”, sięgając jednocześnie po kolejną kobietę bądź następną dawkę morfiny.

W ten sposób starali się uciec od filisterstwa i bezsensu życia. Byli też Kolumbowie – rocznik dwudziesty, zwani też pokoleniem spełnionej Apokalipsy. W końcu nadszedł czas młodzieży socrealizmu, obowiązkowo w czerwonych krawatach, wygłaszających prelekcje dla nieuświadomionego klasowo narodu. Potem byli ci z marca 68, którzy na nowo odkryli ,,Dziady” Mickiewicza i przejęli się nimi bardziej niż współcześni autorowi. W końcu nastało pokolenie stanu wojennego, którego bunt wobec władzy ujawniał się w gorliwej, choć nie głębokiej religijności. A teraz jesteśmy MY.

O, już słyszę zarzuty, że nadmiernie uprościłam tę charakterystykę, że o wiele więcej da się powiedzieć o tamtejszych ludziach. I, uwierzcie mi, że ja się z Wami zgadzam. Im więcej dowiadujemy się o danej epoce, tym mniej jednoznaczną możemy wydać o niej opinię. Czy jednak wielu interesuje się przeszłością, gdy teraźniejszość jest o tyle ciekawsza? W głowie kołatają się tylko pewne hasła – pozostałość po edukacji szkolnej.

Niby wiemy, że nie ma dwóch jednakowych osobników, dwóch takich samych twarzy, dwóch identycznych odcisków palców, ani dwóch zbieżnych kodów genetycznych, a jednak charakteryzując tych, co odeszli straszliwie uogólniamy. Przywołujemy tylko te najbardziej typowe zachowania i poglądy. Nazwy pokoleniowe też najczęściej są wprowadzane przez następców.

Jak więc nazwą nas? Co charakterystycznego wyróżnia nasze pokolenie? Jakim hasłem będziemy określani przez tych z końca XXI wieku? Nie mam pojęcia! Ale mam pewien pomysł na nazwę naszej generacji, poparty oczywiście obserwacjami i przemyśleniami.

Myślę, że adekwatna dla nas nazwa to POKOLENIE AKTYWNYCH KOMÓREK.

Nie chodzi mi tu, niestety, o zwiększoną aktywność ,,szarych” komórek. W tej dziedzinie całym naszym osiągnięciem na teraz jest stwierdzenie faktu, że większej części naszego mózgu nie wykorzystujemy. Pomysłu, jak to zmienić na razie nikt nie ma.
Nie chodzi mi także o znaną w czasie mego dzieciństwa zabawę w ,,komórki do wynajęcia”. Polegała ona na tym, że trzeba było dopaść przed koleżanką, bądź kolegą namalowanego na ziemi koła, czyli rzeczonej komórki. (Sądzę, że zabawa ta była aluzją albo nawet parafrazą ,,zabawy” dorosłych z czasów PRL, polegającej na uzyskaniu dostępu do upragnionego M-3 i przechytrzeniu innych, biorących udział w tej grze. Słynne M-3, z ciemnymi kuchniami i ślepymi łazienkami nawet trochę przypominały komórki). Czy ktoś dzisiaj zna tę zabawę? Chyba niewielu. Nikt nie będzie łączył z nią naszego pokolenia.

O jakie więc aktywne komórki mi chodzi? Te, które łączą nas wszystkich. Te za złotówkę, na kartę lub abonament, te płaskie i te z klapką, w różnych kolorach i formatach… nasze telefony, nasze pajęcze nici, łączące nas z resztą świata. Czytelniku, jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem działającego, włączonego telefonu komórkowego, należysz do nas, do Pokolenia Aktywnych Komórek. Jeśli bateria Ci się wyładowała, albo brak Ci zasięgu (tak, tak… takie miejsca jeszcze istnieją), to nie martw się, nie rozpaczaj! Rozwiązanie problemu jest w zasięgu Twoich możliwości. Poczekamy na Ciebie! I wierzymy, że nie będziemy musieli czekać długo.

Przyznajmy otwarcie, komórki rozpanoszyły się w naszym życiu. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, gdzieś piętnaście lat temu, pracę na ten przykład zostawiało się w biurze. Dzisiaj, dzięki komórkom, jesteśmy dyspozycyjni bez ograniczeń. Szef zawsze może zadzwonić, żebyśmy wieczorem coś podgonili na jutro, coś przemyśleli, podliczyli, doczytali – w zależności od potrzeb. Jak tu odmówić szefowi? I co? Można pracować dłużej i wydajniej? Można.

Znam takich, którzy nawet w czasie urlopu, na plaży, z dala od cywilizacji dzięki telefonom są w pracy. I nie mogą się w pełni relaksować, bo denerwuje ich słaby zasięg, który może zerwać ich kontakt ze światem.

Komórki wyznaczają miejsce w hierarchii, zwłaszcza wśród młodszej części społeczeństwa. Jedenastoletni syn moich znajomych nie chciał chodzić do szkoły. Rodzice tłumaczyli, prosili, krzyczeli, płakali i znów tłumaczyli. Skończyło się na nerwicy matki i syna, co zaowocowało wizytą u psychologa. I ten w końcu odkrył przyczynę fobii szkolnej. Koledzy śmiali się z dzieciaka, bo miał stary model Ericssona, w spadku po starszym bracie. Coś tam nawet kiedyś mówił o tym rodzicom, ale oni, intelektualiści oderwani od realnego życia, powiedzieli, że skoro telefon działa to nie ma potrzeby zmieniać go na nowy. Na pocieszenie, aby okazać , że nie żałują na niego pieniędzy, zabrali go do teatru. Dzieciak więcej z nimi o tym nie gadał, tylko stracił ochotę na kontakty z rówieśnikami. Na szczęście ten problem dało się łatwo rozwiązać. Rodzice zgromieni przez psychologa i przerażeni własną głupotą szybko kupili synowi nowiusieńki model xxxx (nie chcę być posądzona o krypto reklamę). Oczywiście nic nie jest w życiu proste i koledzy nie polubili go zaraz po zakupie, ale przynajmniej zdobył większe poczucie własnej wartości i był gotów do walki o swoje miejsce wśród rówieśników.

Komórka ma wiele innych zalet. Pomaga zabić nudę np. w kolejce do lekarza. Wystarczy włączyć ulubioną grę i czas jakoś mija. Odmierza nam czas zamiast tradycyjnego zegarka, obudzi nas w wyznaczonym momencie, przypomni o ważnych rzeczach, jeśli każemy jej to zapamiętać. Myślę, że zastosowania komórki mają duży związek z wyobraźnią i potrzebami jej właściciela. Pewien student zapytany, czemu robi komórką zdjęcia tablicy ogłoszeń na uczelni, odpowiedział, że sporządza notatki.

Komórka umożliwia nieustanny flirt, a kto nie lubi flirtować? Kiedyś potrzebny był do tego osobisty kontakt, dziś odległość nam nie przeszkadza. Możemy flirtować bez ograniczeń, jesteśmy wręcz do tego zachęcani. Te specjalne promocje na nocne godziny! Te ulgowe taryfy dla najbliższych osób. Te oswojone, łagodne trzygłowe smoki, wabiące nas z reklamy. Pewna studentka wpadła w depresję, bo nie wykorzystała miesięcznego limitu darmowych minut. Doszła do wniosku, że nie ma przyjaciół, jest nieatrakcyjna i bardzo samotna, bo nie ma do kogo dzwonić po 22. Te wnioski nasunęły jej się po analizie rachunku telefonicznego! Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego płacze nad tym rachunkiem, tym bardziej, że suma do uiszczenia była niewielka (sytuacja zdarzyła się naprawdę, choć wydaje się śmieszna i absurdalna).

Aktywne komórki zmieniają naszą kulturę. Są miejsca, gdzie zwyczajowo obowiązuje nas cisza, choćby w czytelni. Nigdy nie spotkałam człowieka, który krzyczałby w czytelni, albo śpiewał. A, telefony wygrywają swoje melodyjki na cały głos. Właściciel tylko uśmiecha się przepraszająco. Trzeba go zrozumieć, przecież nie mógł jej wyłączyć, bo przestałby być ,,aktywny”. W teatrze, w kinie to samo! Chociaż proszą, żeby wyłączyć telefony, i to w różnych językach, i tak zawsze jakiś się odezwie. Aktorzy chyba się już z tym oswoili. Przecież sam Pan Bóg musiał zaakceptować komórki, bo w kościele też się czasem odzywają, a ON słyszy i nie grzmi.

Spotykam coraz więcej ludzi, którzy rozmawiają ze mną i jednocześnie odbierają telefon albo piszą ,,esemesa”. Kiedy zdezorientowana przerywam rozmowę, słyszę: „Mów, mów! Ja cię słucham”. Jednocześnie mój uważny słuchacz ani na chwilę nie traci kontaktu manualnego i wzrokowego ze swoją komórką. Jak wiadomo trójkąty nigdy nie gwarantowały szczęśliwych układów towarzyskich. Zawsze ktoś czuł się pokrzywdzony. A, kto jest intruzem w tym związku?

Jak wiadomo tryb życia zmienia wygląd człowieka. Dlatego w wyniku ewolucji straciliśmy większość zbędnego owłosienia i kiedyś, dawno temu, odpadł nam ogon. Kulturyści mają ,,rzeźbione” mięśnie, pianiści długie i smukłe palce… A komórkowcy? Na razie zmian niezauważono, za wcześnie na to. Ale ja już widzę tę zmodyfikowaną, udoskonaloną dłoń z rozwiniętymi mięśniami kciuka, bo to on najwięcej pracuje przy komórce. Prawdopodobnie na środku kciukowego opuszka uformuje się mała chrząstka wielkością dopasowana do drobnych przycisków, zajmie miejsce odcisków, stwardnień, które były utrapieniem przodków. Paznokieć w zaniku, bo tylko rysował politurę. I jeszcze oczy… A może wykształci się trzecie oko, albo zez rozbieżny – wszystko po to, aby jednocześnie patrzeć przed siebie i pisać ,,do przyjaciela”.

Skąd moje przemyślenia i przekonanie, że komórka jest przedmiotem codziennego użytku, tak zwyczajnym i nieodzownym jak chleb powszedni? Coś się wydarzyło. Mój sąsiad nie cierpiał komórek. Nie pozwalał ich używać w czasie towarzyskich spotkań. Nie raz z tego powodu dochodziło do słownych utarczek, a nawet zerwania znajomości (to akurat raz). Otwarcie kpił z ludzi, żyjących zawsze ,,pod komórką” i z przekonaniem zapewniał, że będzie ostatnim człowiekiem na Ziemi, niemającym tego wynalazku. Mój sąsiad to osoba, która nie gada po próżnicy, nie rzuca słów na wiatr. Wielokrotnie miałam okazję się o tym przekonać. Dziś rano dostałam od niego ,,esemesa”: ,,Mam własna komórę, zapisz sobie mój numer”. Tak padł ostatni bastion. Nigdy nie kłamał, wiec wierzę, że był ostatni. Padł, poddał się ogólnej presji. Ostatni człowiek na Ziemi ma komórkę. Wszyscy jesteśmy aktywni!

Każda epoka ma swoje symbole. Dlaczego symbolem naszych czasów nie miałby zostać mały przenośny telefon? Przecież wszyscy wiemy jak wiele ma on zalet i jak ułatwia życie. Ostatnie zdanie napisałam naprawdę szczerze. Tylko mądrze używajmy tego przedmiotu i nie dajmy się zwariować.

Agnieszka Kurządkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *