Rozwój czy Regres?

Każde dziecko, które przynajmniej bywało w podstawówce na lekcjach polskiego i historii wie, że religie mamy: mono i politeistyczne. To samo dziecko wie też, że chrześcijaństwo jest naturalnie religią monoteistyczną. I wszystko pięknie, tylko jeśli się dobrze zastanowić, powstaje pytanie o aktualność takiej klasyfikacji.

Wszystko sprowadza się do zmienności. Każdy, nawet najbardziej ortodoksyjny katolik musi przyznać, że nasze wierzenia się zmieniają. Oczywiście, różnie można tę zmienność tłumaczyć. Ateiści i naukowcy uznają zapewne, że wynika ona z adaptacji naszych wierzeń do konkretnych realiów, w których muszą one funkcjonować. Religii nie sposób rozpatrywać jako zjawiska izolowanego od realiów, w jakich powstało i działa. Na nasze wierzenia ma wpływ cała gama czynników, zarówno społecznych, jak i psychologicznych, kulturowych, ekonomicznych, politycznych, a nawet geograficznych.

Z drugiej strony osoby wierzące mogą uznać, że zmiany te wynikają z naszej ludzkiej niedoskonałości i dążenia do ideału. Pismo Święte jest darem od Boga, jednak nasz sposób jego interpretacji (jak również interpretacji boskich zamierzeń) jest, na sposób typowo ludzki, nieco ułomny.

Niezależnie jednak od tego, jaką genezę tych zmian uznamy za słuszną, same zmiany pozostają faktem. Przez zmiany rozumiem tu naturalną ewolucję (umówmy się, że nie będziemy dopatrywać się w użyciu przeze mnie tego terminu zamiłowań darwinowskich) zarówno interpretacji Pisma, jak i kultu czy jego przejawów, a także wszelkich elementów tego (katolickiego) systemu wierzeń. Wystarczy spojrzeć na poglądy Kościoła w odstępach np. 500 letnich, żeby zrozumieć, o czym mówię.

Tu oczywiście pojawia się pytanie- czy religia to jest to, w co wierzą wyznawcy, czy to, co za obowiązujące i słuszne uznaje Kościół (albo ogólnie zinstytucjonalizowana klasa kapłańska)? Pytanie ważne o tyle, że od odpowiedzi na nie zależy sens dalszego rozumowania. Dla uproszczenia przyjmijmy, że interesują nas wierzenia ludzi, czyli wiara wyznawców.

Skoro jesteśmy już przy zmiennościach, zastanówmy się nad kwestią bardzo podstawową. Czy chrześcijaństwo (uściślijmy – katolicyzm) powstało jako religia monoteistyczna? Zdecydowanie tak. Jakkolwiek postać Boga, występującego w trzech osobach była dość nietypowa (choć, jak wytkną mi zapewne religioznawcy, wcale nie nowa), o tyle kult ograniczał się do Jego osoby (osób).

A jak jest dzisiaj? Czy nadal jest to religia monoteistyczna, czy może coś się w tej kwestii zmieniło? No cóż, oficjalnie- wszystko po staremu. Bóg nadal jest jeden. Ale czy na pewno? Zostawmy na chwilę Chrześcijan i popatrzmy na starożytnych Greków, a dokładnie na ich bóstwa. Wszak wspomniane na początku dziecko, zapytane o przykład religii politeistycznej wymieni zapewne wierzenia właśnie antycznych Greków.

Grecy wierzyli w całe mnóstwo bóstw, bogów, bożków, duchów i innych sił nadprzyrodzonych. Sprawę dodatkowo komplikował fakt, że każdy lud czy miasto miało bogów lokalnych, cenionych i czczonych bardziej od reszty. Do tego dochodzili bogowie- opiekunowie. Hermes był opiekunem kupców i złodziei, Apollo – artystów, zaś Ares – żołnierzy i wojowników. Pomińmy już fakt, że często te same bóstwa miały różne nazwy w różnych miejscach albo były po prostu mieszanką i wypadkową różnych lokalnych wierzeń. Co więcej, Grecy uznawali (co zresztą wydaje się naturalne) pewną gradację swoich bogów.

Mając to na względzie, przyjrzyjmy się ponownie dzisiejszemu katolicyzmowi.

Mamy Boga – Ojca, zdecydowanie najważniejszą postać tego wyznania. I choć Jezus i Duch Święty to ten sam Bóg w innych postaciach, nie tak łatwo przełożyć to na praktykę – w praktyce kościół może być pod wezwaniem Jezusa Chrystusa albo Ducha Świętego. Do tego dochodzi kult Marii Panny i Świętych. Oczywiście, nikt formalnie ani nawet świadomie nie traktuje Matki Boskiej czy Św. Antoniego jako bóstwa, ale takie znaczenie nadaje im nasz sposób ich traktowania. Modlimy się do nich, prosimy i dziękujemy. Składamy im ofiary.

Ważne są dwa elementy – w odniesieniu do Matki Boskiej, element bóstw lokalnych. Niby jest to zawsze ta sama Matka Boska, a jednak osobno modlimy się do Ostrobramskiej, Częstochowskiej, Fatimskiej, Polnej i dowolnej innej. Tym samym, nieświadomie traktujemy je jako odrębne byty, o różnych możliwościach i cechach.

Drugi element, to element bóstw opiekuńczych – bo nimi stają się przecież Święci. Każdemu przypisujemy określoną moc sprawczą (nawet, jeśli pod tym terminem kryje się tylko/aż możliwość wstawiennictwa u Boga Ojca)- patron kierowców, górników, zakochanych, prawników czy sklepikarzy. Oczywiście gradacja też występuje – święci są mniej ważni od Matki Boskiej, ta od Jezusa, on zaś (choć to teoretycznie ta sama istota) od Boga Ojca.

Wracamy tu do pytania, co jest ważniejsze – wierzenia i podejście wyznawców czy oficjalna wersja Kościoła. Jest już chyba oczywiste, że często te dwie wersje, które pozornie powinny się ze sobą zgadzać, bardzo się różnią. O ile wierni podświadomie dokonują pewnych uproszczeń, które przywodzą na myśl grecki panteon, o tyle Kościół nigdy by czegoś takiego nie uznał.

To naturalnie jedynie luźne dywagacje, oparte wyłącznie na pewnej… zbieżności zależności i zjawisk. Można ją dostrzegać lub nie, można ją też różnie interpretować i przypisywać jej różne znaczenie. Mnie tylko zastanawia, ile jeszcze czasu minie, nim do łask wrócą wyrocznie i wróżenie z owczej wątroby…

Michał Worotyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *