Smoczy pazur – Artur Baniewicz

 Definitywne zakończenie sagi o Geralcie z Rivii wywołało różnorakie reakcje.

Pośród głosów zawodu i rozgoryczenia, dobiegających z fanowskich gardeł, a słyszalnych donośnie w przestrzeni Internetu, niektórzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i, jak Artur Baniewicz, stworzyć coś własnego, czerpiącego wzorce z twórczości Sapkowskiego, a przy tym unikalnego i nie budzącego prostych skojarzeń.

Recenzja niniejsza dotyczy jedynie pierwszego z trzech tomów opowiadań („Smoczy pazur”) i, jako taka, całościowej oceny sagi o Debrenie z Dumayki stanowić nie może. Stosowna wydaje się przeto odpowiedź na pytanie, czy „Smoczy pazur” pozostawia w pamięci czytelnika odium ciekawości i zachęca do kupna następnych części cyklu. Tutaj ocena pracy Baniewicza zdecydowanie rozmija się z tym, co swego czasu naprodukowali na jej temat spece od marketingu.

Autor otwarcie przyznaje, iż inspiracją do stworzenia postaci Debrena i całego uniwersum, w ramach którego realizuje swoje zadania czarokrążcy, był „Wiedźmin”. Nie sposób zatem uciec od porównań, w szczególności warsztatowych. Bohatera Baniewicza usytuować można na charakterologicznych antypodach wobec Geralta: na pierwszy rzut oka pozbawiony mocniejszych rysów osobowości, nie jest ani rycerski, ani odważny; zaraz na początku pierwszego z opowiadań mówi, iż ściśle przestrzega piątej zasady Machrusowego Dekalogu. Z drugiej strony, podobnie jak tytułowa postać sagi Sapkowskiego, uderza czytelnika dojmująca samotność Debrena, rozpaczliwie jakby rekompensowana przez autoironię i takiż stosunek bohatera do otoczenia. Z czasem „mag uczon naukowo” zaczyna budzić w odbiorcy ciekawość i właśnie kreacja głównego bohatera to jeden z nielicznych pozytywów tej książki.

Zbiór składa się z czterech opowiadań o różnej długości. Autor na swój sposób reinterpretuje obecne w kanonie kultury podania i legendy. Jest tak w przypadku „Sprośnego kapcia Kopciuszka” i „Smoczego pazura”. W dwóch pozostałych („Grzywna i groszy siedem”, „Której oczu nie zapomnieć”) wyraźnie daje o sobie znać substrat prozy detektywistycznej, przez Baniewicza zresztą namiętnie uprawianej.

Pierwsze, co wpływa na negatywną ocenę pracy, to zgoła ambiwalentny poziom poszczególnych opowiadań. Jednym tchem udało mi się przeczytać jedynie rzecz o owym smoczym pazurze, w najpełniejszy chyba sposób okraszoną humorem dialogów i aluzyjnością, mimo to jednak rażącą dość sztampowymi typami postaci. Autor z opowiadania na opowiadanie udowadnia, iż nie brak mu ciekawych pomysłów, niemożliwych wszakże do opowiedzenia przy braku odpowiedniej ogłady literackiej. Efektem jest niska czytelność akcji. Niejednokrotnie przystawałem w czytaniu, by poważnie zastanowić się, co właściwie przed chwilą miało miejsce, o czym to autor napisał. Szczególnie blado wypadają nad wyraz chaotyczne opisy walk. Jedna z niewielu rzeczy, które autorowi wyszły naprawdę nieźle, to naturalistyczne opisy scenerii oraz niewątpliwy humor autora, oddany w rubasznych rozmowach postaci.

Płytki wydaje się także aspekt aluzyjny dzieła. Odniesienia do współczesnej, ludowej religijności, są po prostu zbyt częste, a przez to natarczywe i pozbawione mocniejszego wydźwięku. Z informacji o kołomyjnych wyprawach do Ziemi Świętej, podupadającym Cesarstwie i Machrusie Zbawicielu, którego imię pada w dialogach nagminnie, nic konkretnego nie wynika. Zaciekawić odbiorcę może stworzony, w generaliach spójny, na poły średniowieczny, a na poły – baśniowy świat, z własną kulturą, obyczajami, polityką. Czytelnik (zwłaszcza ten zaznajomiony z twórczością Sapkowskiego) nie pozbędzie się jednak wrażenia, iż to wszystko, na podobną modłę wykreowane, gdzieś już spotkał.

Biorąc powyższe pod uwagę, na pewno nie jest to „najlepsze polskie fantasy od czasów Sapkowskiego”. Spod pióra autora wyszły opowiadania przeciętne, zachęcające do kupna następnego tomu o tyle, o ile czegoś ciekawszego pod ręką akurat brakuje. Być może niezbędne dla rzetelnej oceny „Smoczego pazura”, który jest tylko komponentem większej całości, jest przeczytanie pozostałych dwóch odsłon serii. Problem z dziełem Baniewicza jest wszakże taki, iż lektura pierwszego tomu bynajmniej nie zachęca do nabycia kolejnych, co beznadziejnie przesądza los całego cyklu.

Tytuł: Smoczy pazur
Autor: Baniewicz Artur
Wydawca: SuperNowa
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2003
Miejsce wydania: Warszawa

Łukasz Ścisłowicz

Zobacz: Smoczy pazur – Artur Baniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *