Symbol: Moc subiektywnej interpretacji

Obserwując pewien symbol, mimowolnie narzuca nam się wewnętrzny szereg skojarzeń, czasami zupełnie ze sobą niepowiązanych. Na taki stan rzeczy mają wpływ nasze poglądy, zdarzenia, jakie nas dotykają, tok edukacji, wiedza, jaką dysponujemy, a może przede wszystkim kultura, w jakiej wyrastamy. Różni idole i autorytety, wygłaszając swoje opinie na dany temat, potrafią zmienić w jakimś stopniu postrzeganie poszczególnych kwestii.

Oczywiście, każdy z nas jest w różnym stopniu podatny na zewnętrzne sugestie, jednak jakiś wpływ, choćby minimalny, na naszą psychikę pozostaje. Nie sposób odmówić tu ogromnego znaczenia szeroko rozpowszechnianym informacjom, które trafiają do nas na każdym kroku. Często trudno oprzeć się nachalnym falom opinii, zwłaszcza teraz, w XXI wieku, gdzie zdanie na dany temat może wyrazić niemal każdy.

We współczesnej kulturze, symbole interpretowane są bardzo indywidualnie, bo też stosowane są z różnych powodów. Na przykład po to, by utożsamić się z pewną subkulturą, w ostentacyjnym zademonstrowaniu jakichś wpływów czy poglądów, mogą też pełnić totalnie użytkowe funkcje, określające stopień wojskowy czy też przynależność do firmy. Generalnie, symbol ma na celu zastąpienie pewnych pojęć, w możliwie wymowny sposób. Kłopoty pojawiają się wówczas, gdy symbol dla każdej osoby oznacza skrajnie różne rzeczy.

Choćby taka literka „S”. Jednym może kojarzyć się pozytywnie, na przykład z hasłem „Solidarność”. A niektórym – wręcz przeciwnie, z tego względu, że uważają, iż „za komuny” znacznie lepiej im się powodziło. Z kolei, dla najmłodszych znaczyć będzie tyle, co postać Supermana z literką „S” na klatce piersiowej i żadnych istotniejszych emocji budzić nie będzie.

Symbol niekoniecznie musi być czymś namalowanym na dwuwymiarowej powierzchni. Symbolem jest też cały ubiór, pieśń, gest, hasło czy nawet kolor… Na przykład taka czerń. Dla niektórych synonim mroku, ciemności, dla innych alegoria żałoby. A, jeśli już przy żałobie jesteśmy. Nie sposób nie wspomnieć o tym, że w kulturze Wschodu to biel jest oznaką smutku po stracie bliskiej osoby. Zupełnie inaczej niż na Zachodzie, gdzie kolor biały stanowi metaforę niewinności i czystości.

Często jednak zapominamy, że użycie pewnych symboli wiąże się z określonymi konsekwencjami. Taka przykładowa sytuacja, żywcem wzięta z filmu „Fanatyk”, gdzie główny bohater paraduje po ulicy, ubrany w koszulkę, na której widnieje swastyka. Jakie mogłyby przypuszczalnie spotkać go reakcje ze strony ludzi, na przykład w Polsce? Otóż w Polsce takiego człowieka czekałoby niemiłe spotkanie z policją lub, co gorsza, bardziej jeszcze nieprzyjemne spotkanie z czyjąś pięścią. Wiąże się to z zakodowaną w obywatelach nienawiścią do symbolu, za którym kryje się uświadamiana od szkoły podstawowej destrukcja cywilizowanego świata.

Czy taka reakcja zbytnio nie wybiega poza normy racjonalnego zachowania? Oczywiście, że tak, ale wkraczając na nieznane terytorium, wyruszając do obcego kraju, nie można sobie pozwolić na naiwną ignorancję i niewiedzę na poziomie elementarnym. Każda społeczność posiada swoje wewnętrzne prawa. Trzeba pamiętać, że nieznajomość prawa nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności.

No dobrze, skoro symbole rodzą tyle nieporozumień, to po co w ogóle ich używać?

Choćby dlatego, że niektóre osoby mogą zareagować niezwykle pozytywnie, identyfikując się z tym, co nosimy na przykład. Ludzie, będący dobrymi twórcami własnego wizerunku, potrafią tak wkomponować symbole, by były czytelne tylko dla danego odbiorcy, nie powodując przy tym prowokacji czy skrajnie negatywnych emocji. Przykładem niech będzie różowa wstążka, symbolizująca solidarność kobiet w obliczu raka piersi. Nikogo nie razi. Wręcz przeciwnie, może dać kobietom namiastkę poczucia siły, nawet jeśli tylko ulotną. Stwarzając pozorne wrażenie więzi, sprawia, że chore kobiety nie muszą czuć się tak dotkliwie samotne wobec tragedii.

Jak w takim razie powinna wyglądać puenta? Cóż, na myśl przychodzi mi tylko jedno zdanie, wypowiedziane kiedyś przez mojego znajomego: „Zwykła niby koszulka z podobizną Che Guevary stanowi niebezpieczną prowokację. W tym, co jedni uważają za romantyczną przygodę i walkę o wolność, inni mogą dostrzegać jedynie morze czerwonej krwi…”

Monika Żurawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *