Pokusa – Andrew M. Greeley

„Prawdziwi święci to ostatni z ludzi, którzy zakładają zbawienie – w tym lub w przyszłym życiu.”
Jakże prawdziwe i proste stwierdzenie. W moim mniemaniu również wystarczająco wymowne, aby oddać klimat książki Andrew M. Greeleya pt. „Pokusa”. Bo na czym naprawdę polega świętość? Jak można ją zdefiniować? I czy w ogóle istnieją święci?

Ludziom święty kojarzy się z uwiecznionym na obrazie, nudnym, smutnym człowiekiem w długiej szacie. Autor przez całą powieść polemizuje z tymi wyobrażeniami, swoim świętym czyniąc przystojnego, ambitnego kardynała, który w dodatku przez całe życie był zakochany w jednej kobiecie, a od innych zdecydowanie nie stronił.

Johnny Arthur McGlynn został księdzem, ponieważ tak postanowiła jego apodyktyczna, bogata matka. Przez całą jego karierę starała się również wywierać wpływ na kościelne władze, by syn piął się po drabinie zaszczytów. Jednak głównymi bohaterami „Pokusy” są raczej Laurence McAuliffe – ksiądz, wybrany na adwokata diabła w procesie kanonizacyjnym kardynała McGlynna oraz Mary Elizabeth Reilly, zwana Marbeth – ukochana McGlynna.

Laurence, przedstawiony jako przeciwieństwo „Skaczącego Johnnego”, jest proboszczem oraz niezwykle inteligentnym, uniwersyteckim wykładowcą, który wychowywał się w biedzie i na wszystko musiał sam zapracować. Żywi osobistą niechęć do zmarłego męczeńską śmiercią kardynała, ale w możliwie najrzetelniejszy sposób, stara się kompletować dokumenty, a zarazem prawdę o „Skaczącym Johnnym”. To właśnie na jego poszukiwaniach koncentruje się fabuła.

Autor zastosował przy tym dość oryginalną narrację. Choć generalnie głos należy do Laurence’ a i Marbeth, wciela się także w innych, pobocznych bohaterów, którzy snują wspomnienia o McGlynnie. W ten sposób, z kilku subiektywnych relacji, wyłania się prawdziwy, obiektywny obraz kardynała. To ciekawy zabieg, pozwalający czytelnikowi poczuć się, jak sędzia w procesie kanonizacyjnym.

Zdecydowanie mocną stroną tej powieści są również główni bohaterowie. Wypadają bardzo realistycznie i mają silne charaktery – zwłaszcza Marbeth, kobieta interesu, matka pięciorga dzieci, która całe życie była dla kardynała podporą i przetrwała wszystkie przeciwności losu. Rzadko się zdarza, by jakikolwiek pisarz tak dobrze znał kobiecą naturę i w dodatku potrafił stworzyć równie autentyczną bohaterkę.

Osobiście wyjątkowo oczarował mnie jednak Laurence, prawdziwy ksiądz z powołania. Zaczęłam się nawet zastanawiać, dlaczego jest ich tak mało? Greeleyowi udało się zasiać we mnie mnóstwo wątpliwości i uważam, że osiągnął swój cel. Bowiem z przyjemnością obnażał niedoskonałości kleru i polityki Watykanu. Dzielił się swoją wiedzą o Kościele katolickim tak, jak może to robić tylko ktoś wtajemniczony. „Pokusa” to śmiała, frapująca i kontrowersyjna powieść, która zapada w pamięć i zmusza do refleksji. A czy Johnny McGlynn był święty? Być może tak. A być może nie. Sami powinniście udzielić sobie odpowiedzi. Ale, jak to celnie określił Laurence: „ jeśli rzeczywiście jest święty, to należy do grona tych, którzy rozumieją , jaka to ciężka praca nim być”.

Czyż nie na tym polega prawdziwa świętość?

autor: Andrew M. Greeley
tytuł: Pokusa
tytuł oryginału: An Occasions of Sin
liczba stron: 304
miejsce wydania: Poznań
rok wydania: 1994
wydawca: Rebis, Dom Wydawniczy Sp. z o.o.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *