Pełnia szczęścia

Witold zamknął za sobą drzwi redakcji, ze wszystkich sił starając się nie werbalizować swoich myśli, które aktualnie oscylowały wokół wielokrotnej reduplikacji popularnego określenia na córę Koryntu. Tyle pracy, frustracji, nadziei – zupełnie na nic. Bo jakiś zasuszony wykształciuch twierdzi, że to się nie spodoba! Że „wtórne”. Że „naiwne”. Że „fabuła nieciekawa”. Więc tak mnie widzą – to czym jestem, jak żyję? I jeszcze miał czelność zapytać, czy mi się marzyło, że mojego bohatera też zagra Brad Pitt!

-Kurwa! – nie wytrzymał i poczuł się tylko minimalnie lepiej.

Już od przedszkola miał w życiu pod górkę – konkretnie od momentu, kiedy zorientował się, że nie wszyscy jego koledzy raz w miesiącu porastają futrem i z dzikim wyciem ruszają w las. Jeszcze gorzej musiała się czuć jego matka, samotnie wychowując coś, co teoretycznie powinno występować tylko w bajkach. I to nie w charakterze głównego protagonisty. Z początku powtarzała mu, że może z tego wyrośnie, jak z zeszłorocznych spodni. Potem podczas pełni przywiązywała go do łóżka. Mieszkali na odludziu, więc nawet z wycia nie musieli się tłumaczyć jakoś szczególnie często. Problemy rozpoczęły się, kiedy dorastający Wituś zaczął przegryzać sznury, łamać deski i tłuc szyby w oknach – a rano wracać z resztką koguta Maćkowiaków w zębach. Zawsze starał się to jakoś matce wynagrodzić – uczył się, dorabiał, wyręczał ją we wszystkim – ale i tak wiedział, że z ulgą przyjęła jego wyprowadzkę. Chyba nawet ona się go bała…

Na szczęście dla Witolda, nikt z jego otoczenia nie dowiedział się o naturze jego „drobnej przypadłości”, która kazała mu regularnie urywać się z wykładów. Sam jakoś nie kwapił się zdradzać swojego sekretu znajomym, których i tak nie miał zbyt wielu. Zawsze był sam ze swoimi problemami i radościami. Chyba właśnie z samotności zaczął pisać ten pamiętnik… A potem czytając go po raz n-ty wpadł na pomysł, żeby go doszlifować i wydać. Może ktoś by go wreszcie docenił… A poza tym, może przeczytałby to jakiś, dajmy na to, inny wilkołak? Może..?
I, za przeproszeniem, dupa. Nie przeczyta tego nikt, bo zdaniem wydawnictwa nikt tego czytać nie zechce. Żeby ich pokręciło! Pójdę gdzie indziej! Jeszcze będą żałować, że…

Światu nie było dane dowiedzieć się, czego konkretnie żałować będą niesympatyczni panowie z wydawnictwa, albowiem strumień świadomości Witolda został gwałtownie przerwany. Trzask! To były drzwi – te same, przez które właśnie wyszedł. Tym razem stała za nimi nieduża, może dwudziestopięcioletnia dziewczyna, z włosami jak sprężynki. Sądząc po szklistych oczach i zaciśniętych pięściach, miała ochotę powiedzieć to samo, co przed chwilą Witek.
– Ciebie też wkurzyli? – zapytał uprzejmie, nagle czując ochotę na wspólne narzekanie. – Może obgadamy ich przy kawie? Naprzeciwko jest fajne miejsce…
Przytaknęła bez słowa, ocierając łzy.
Po drodze nie udało im się porozmawiać, bo dziewczyna zawzięcie stukała w klawisze komórki. W przerwach między jednym pociągnięciem nosem a drugim. Ciekawe, czy jej książkę też odrzucili?
– Na co masz ochotę? – zapytał już w kawiarni. Przez chwilę się zastanawiała, po czym wyciągnęła z kieszeni długopis. Espresso i szarlotkę z lodami, napisała na serwetce. Zanim zdążył się zdziwić, gestem zaprosiła go do stolika. W ręku miała notes.
– Masz chore gardło? – domyślił się Witold.
Coś w tym rodzaju. Pisała bardzo szybko, a jednocześnie czytelnie. Było jasne, że ta choroba gardła to raczej nie chwilowa niedyspozycja. Wybacz, że nie spytałam wcześniej – jak masz na imię?
– Witek.
Patrycja
Uśmiechnęli się do siebie znad filiżanek. Kawa zawsze pomaga w zawieraniu znajomości.
– A… co robiłaś u tych przemiłych ludzi? – gestem głowy wskazał budynek naprzeciwko – też piszesz?
W pewnym sensie. Jestem redaktorem. Pracuję dla tych „przemiłych ludzi” – podała mu kartkę, nie bez złośliwej satysfakcji obserwując jego reakcję. Nie są tacy źli. Ty jesteś autorem?
– Dzięki twoim współpracownikom nie jestem – skrzywił się Witek.
Uwierz mi, wszyscy autorzy, których znam, to nadęte bufony (ze złością wbiła długopis w ostatnie słowo). Na Twoim miejscu nie chciałabym należeć do takiego towarzystwa.
– Widzę, że to jakiś pisarz wyprowadził cię dziś z równowagi?
Trafił. Świadczyła o tym długość odpowiedzi oraz siła, z którą Patrycja kreśliła wszystkie znaki przestankowe.
A żebyś wiedział. Gwiazdor mi się dostał. Od miesiąca męczę się z jego trzecią powieścią – a on robi awanturę o każdą poprawkę!!! Jego zdaniem odzieram jego twórczość ze stylu! A teraz jeszcze pacan zadzwonił do mojego szefa. Że życzy sobie redaktora „na poziomie”. Podczas kiedy on mnie obraża! Szef kazał mi spuścić z tonu. Bo pan autor „ma potrzeby”! Ja też mam potrzeby! Życzę sobie autora na poziomie!!!
– A może być niedoszły autor? Bo jeśli tak, to służę – powiedział Witold i tym ją rozbroił.
A propos autorów, napisała, kiedy już uporała się z szarlotką – o czym jest lub byłaby Twoja powieść? Czy może pisujesz poezję?
– Prozę. A powieść jest tak jakby… o wilkołaku. We współczesnych polskich realiach.
Klasnęła w ręce. Witold mógłby przysiąc, że pomyślała – „no jasne!”
Czytałam kawałek! To jest w formie pamiętnika, prawda?
– Istotnie. Ale skoro to czytałaś, to zapewne tobie zawdzięczam fakt, że więcej czytelników nie będzie – Witek natychmiast pożałował, że ją tu zaprosił.
Patrycja energicznie potrząsnęła głową. Nie, nie, nie.
Nie zajmuję się oceną tekstów. Tylko redaguję te, które już przyjęto. Po prostu czasem czytuję książki przysyłane do wydawnictwa. Ale – nie obraź się – na Twoim miejscu zmieniłabym w tej powieści to i owo, zanim zaniosłabym ją do publikacji.
-Bo jest wtórna i nudna? zaperzył się.

Nie. Bo za bardzo się nad sobą użalasz. Robisz z igły widły. A przecież fakt, że jesteś wilkołakiem, nie uniemożliwia Ci normalnego życia. Można spokojnie iść na studia, pracować. Nawet książki pisać…
Spojrzał na nią zaskoczony. Czyżby…?
Znów pochyliła się nad notesem.
Nie chcę się z Tobą licytować, ale Ty masz problem raz w miesiącu (wybacz porównanie, zupełnie jak każda kobieta), a ja zawsze. Myślisz, że łatwo jest przekonać kogokolwiek do zatrudnienia osoby, która może się komunikować jedynie na piśmie? Nie wspominając o tym, że musiałam sobie na lewo załatwiać odpowiednie papiery, ponieważ struny głosowe mam w jak najlepszym porządku.
– No więc czemu…? – zaczął, ale nie skończył, bo Patrycja uśmiechnęła się do niego szeroko. Miała troszkę krzywe kły – wszystkie trzydzieści dwa. Ortodonta przy sąsiednim stoliku nerwowo potrząsnął głową i uznał, że chyba należy mu się urlop.
Tymczasem posiadaczka rzeczonego uzębienia skinęła palcem, każąc Witoldowi pochylić się przez stół. Nie protestował – jeszcze był w szoku.
– Jestem banshee – szepnęła mu na ucho. Jej głos był przerażający jak… jak szelest całunu nad jego własnym ciałem. Szanse Witka na wyjście z szoku gwałtownie spadły.
Nie bój się, zdążyła napisać, zanim otworzył usta do krzyku. Na wilkołaki to nie działa. Ale sam rozumiesz, że publicznie nie wypada mi się odzywać.

– Banshee? – wykrztusił wreszcie Witold. – I pracujesz jako redaktorka?
Wzruszyła ramionami.
A gdzie mam pracować? W windykacji należności?
– No, może niekoniecznie… Ale to musi być strasznie frustrujące, pracować z tymi, jak to określiłaś, bufonami, podczas gdy mogłabyś ich wszystkich.. no wiesz.
W odpowiedzi tylko smutno pokiwała głową.
– Chyba rzeczywiście za bardzo się nad sobą użalam… – wymruczał Witold, głównie po to, żeby jej zrobić przyjemność. – Wiesz, wydawało mi się, że jestem wyjątkiem…
Powinieneś przyjechać w noc Kupały do Darłówka, raz do roku spotykają się tam wszyscy nasi. Wcześniej organizowaliśmy się na Śląsku, ale po publikacji powieści o niejakim Reynevanie zrobiło się tam trochę tłoczno.

– Przyjadę na pewno. Ale do Sobótki jeszcze daleko… Mogłabyś mi dać swój numer telefonu? Nie chciałbym na kolejne spotkanie czekać do czerwca. Jesteś jedną z niewielu dziewczyn, które nie przerywają mi, kiedy mówię.

Zaśmiała się (na szczęście dla zgromadzonych – bezgłośnie) i wyciągnęła z torebki wizytówkę.
Napisz mi esa, kiedy będzie pełnia. Wyskoczymy za miasto odreagować.

Napisał.

KONIEC

Julita Mastalerz

2 thoughts on “Pełnia szczęścia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *