Dekodyzacja sztuki

Uciekając przed pędzącym dniem, żądni sławy, pieniędzy, chwały i sukcesów, zapominamy często o tym, co naprawdę jest w życiu wartościowe i o co nasi pradziadkowie walczyli na śmierć i życie. Bo kto z nas, patrząc na znajomą twarz odbitą w lustrze, szczerze może przyznać, że owszem, często potrafi wygospodarować czas dla siebie, oddaje się duchowym uniesieniom, zaczytuje się w książkach, uczęszcza do opery lub teatru?

Bynajmniej rzecz nie polega na tworzeniu statystyki, tylko na zastanowieniu się nad tym, czy jest jeszcze sens istnienia Akademii Sztuk Pięknych, ścinania drzew, aby powstały kolorowe foldery i albumy, rzeźby, obrazy czy inne obiekty, będące tworami artystów. Fakty są brutalne – do opery chodzi się, aby się „pokazać”, do teatru – bo czasem wypada,
a wystawy – okazjonalnie, zupełnym przypadkiem przyciągają ludzi. Muzea świecą pustkami i gdyby nie uczniowie, już dawno większość z nich zostałaby zamknięta.

Jednakże nie wynika to tylko z faktu, że na nic nie mamy czasu, a pieniądze nie spadają z nieba. Mnóstwo ludzi po prostu nie rozumie sztuki. Wiersze są dla nich niezrozumiałe, równie dobrze mogłyby być napisane przy użyciu pisma klinowego. Rzeźby przedstawiają bliżej nieokreślone kształty, a sztuki w teatrze… nudzą. I nie chodzi tutaj tylko o to, że takie stawianie sprawy jest świetną wymówką, gdy ktoś zapyta nas: A jaki jest twój ulubiony malarz? Sztuka nowoczesna jest bowiem dziwna. Usilnie stara się przyciągnąć uciekających od niej zapracowanych ludzi. Wiersze białe, byle jakie, będące potokami słów, to dzisiaj norma. Muszą być „inne”, kontrowersyjne, wulgarne albo pokraczne. Cóż, Mickiewicz dobrze by się nie sprzedawał, gdyby urodził się dwieście lat później.

Sztuka, którą można wziąć w cudzysłów, atakuje nas ze wszystkich stron. Zrobił
to przecież już dość dawno Marcel Duchamp, który uczynił sedes dziełem sztuki i czynił nimi zwykłe przedmioty, jakich używamy na co dzień. Ktoś, kto w temacie siedzi od dawna, krzyknie uradowany, że to swoiste novum artystyczne, ukazujące piękno tam, gdzie pozornie go nie ma. Ale co z tymi, którzy są po prostu zjadaczami chleba i sztuka to dla nich piękne, kolorowe obrazy, posąg Dawida czy Oda do młodości? Co z nami? Nic. Sztuka XXI wieku jest niezrozumiała i dziwna. Przykuwa uwagę tylko na krótką chwilę, by zarobić na siebie, ale nie zapada w pamięć. Jest kontrowersyjna i już mało komu potrzebna.

Szkoda, że w dzisiejszych czasach ciężko zarobić na życie, będąc artystą. Szkoda także, że plakat z pisemka dla nastolatek częściej zdobi ściany polskich domów aniżeli Monet, Renoir czy Delacroix. Dopóki jednak sztuka nie powróci do korzeni, do tego, z czego wyrosła, próżne nadzieje, że my, zabiegani i zmęczeni, pokochamy to, czego nie rozumiemy.

Ewa Podsiadły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *