Chwytne palce manipulacji

Będąc dziećmi, płaczemy często. Gdy jesteśmy smutni, źli, zazdrośni, zdenerwowani albo twarz, która nad nami się nachyla, przypomina potwora z sennego koszmaru. Płacz jest reakcją dziecka na wiele zjawisk, które są dla niego niezrozumiałe i obce. Ile jednak razy płakaliśmy, bo nie dostaliśmy wymarzonej zabawki? Bo nie chcieliśmy już jeść, bo coś nam się nie podobało? Setki razy. I zupełnie nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy, że to, co robimy, to zwykła manipulacja.


Uczymy się jej od najmłodszych lat, najczęściej jednak nieświadomie. Poprzez pewne zachowania, mimikę, gesty, słowa wpływamy na psychikę innych, co owocuje z ich strony podjęciem działania, na jakim nam akurat zależy. Manipulacja ma bardzo głębokie korzenie i jest stale obecna w naszym życiu. Niestety, najczęściej zupełnie o niej zapominamy, poddając się formom i schematom oraz nie potrafiąc w pojedynkę sprawić, aby pożądana osoba zrobiła, co chcemy. Ludzie, którzy zdają sobie sprawę z istnienia tego zjawiska oraz używający go do własnych celów, idą śmiało przez życie i najczęściej dostają od niego to, czego pragną. Słynne powiedzenie, że ktoś „tańczy jak mu zagrają” to po prostu kwintesencja poddania się manipulacji. Każdy ma w sobie mechanizmy, które każą mu żyć według własnego uznania, robić to, co uważa się za słuszne i stosowne. Ale poddawanie się czyimś naciskom, uleganie i zachowywanie się jak chorągiewka na wietrze, to przejaw bycia zmanipulowanym w najczystszej formie.Mechanizmów manipulacyjnych jest mnóstwo, dlatego trudno je wszystkie przywołać i zamknąć w jednym artykule. Czasami jednak pewne wydarzenie ukazane w specyficzny sposób, przy odpowiednim doborze słów, może być przedstawione w zdaniu idealnym, czyli niosącym treści, jakie nadawca chce, aby zostały odczytane przez odbiorcę. Dla przykładu, porównajmy dwie poniższe wypowiedzi:

Wygrała, mimo że była nisko oceniana przez jury.

Jury oceniało ją nisko, a jednak wygrała.

Jaką informację niosą powyższe zdania? Sytuacja jest jasna – uczestniczka konkursu wygrała go, choć jury nisko ją oceniło. Pierwsze zdanie tę samą treść przekazuje w sposób złagodzony. Słowo wygrała jest na pierwszym miejscu, a użycie wyrażenia mimo że osłabia wydźwięk drugiej części zdania. W następnym przykładzie jest odwrotnie. Wiemy, że sędziowie oceniali ją nisko, ale jej udało się wygrać. Wygrała na samym końcu i to ironiczne jednak podważające wartość zwycięstwa. Jak widać, wcale nie czytamy i nie słyszymy tego, co nam się wydaje. To tylko sposób selekcji i perfekcyjnego ustawienia informacji, która brzmi w naszym odczuciu jak tego chcieli jej nadawcy. Idealnym przykładem, który niesie w sobie wielki ładunek manipulacji, jest słynne reporterskie pytanie: Czy nadal bije pan swoją żonę? I co lepiej odpowiedzieć? Nie? Tak? No właśnie.

Królami manipulowania innymi ludźmi są ci, którzy zdają sobie sprawę z tego zabiegu. Są świadomi go i potrafią go użyć. Niestety, przez większość swojego życia nie wiemy o tym, co jest paradoksem, bo robimy to już jako dzieci. Później gdzieś to nam jednak umyka i żyjemy bez tej iście imperatorskiej zdolności, która przydaje się zwłaszcza w firmach, przedsiębiorstwach, mediach, a praktycznie wszędzie, gdzie zależy nam na własnym zwycięstwie.

Najsmutniejsza prawda wypływająca z manipulacji leży w nas samych. To właśnie jej nieświadomość i samookłamywanie ograniczają nasze wpływy i zdolności. Politycy obiecują nam wodę po ogórkach i gruszki na wierzbie, a my – choć mówimy: kłamstwa! – przyjmujemy do siebie te zapewnienia i oddajemy głos na tego, kto naobiecywał nam najwięcej. Potem przychodzi jednak chwila, gdy okazuje się, że ani gruszek, ani wody w słoiku nie ma. Czujemy się oszukani. My po prostu daliśmy się zmanipulować, przyjęliśmy te informacje, jakie inni chcieli, żebyśmy usłyszeli i zakodowali. Nigdy nie żądamy konkretów, biernie słuchamy tego, co sprytni podają nam na tacy. Zapominamy o tym, że jako ludzie, każdego dnia dajemy się zmanipulować. Hegemonia zjawiska sterowania innymi jest niezaprzeczalna i wszechobecna, choć dobrze się maskuje. Dlatego następnym razem zastanówmy się trzykrotnie, gdy ktoś obieca nam nad Wisła drugą Irlandię. Albo trzecią Japonię.

Ewa Podsiadły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *