Zamykając oczy – ”Miasto ślepców” José Saramago

ms.jpgKsiążka portugalskiego pisarza została opublikowana w 1995 roku. Trzy lata później nagrodzono go Literacką Nagrodą Nobla. Droga do niej była nietypowa, ponieważ urodzony w 1922 r. José Saramago musiał na siebie zarabiać już podczas nauki w technikum, na którym zresztą skończyła się jego edukacja. Pracował w warsztacie spawalniczym, a wydanie w 1947 roku „Ziemi grzechu” jako pierwszej powieści pozwoliło mu przenieść się do magazynu literackiego. Pracował od tej pory jako dziennikarz i tłumacz, a tworzenie prozy odstawił na dłuższy czas. Ograniczył się do publikowania relacji z podróży oraz tomików poezji. Dopiero w połowie lat siedemdziesiątych wrócił do powieści i w 1982 r. uznanie przyniósł mu „Baltazar i Blimunda”. Warto dodać, że jako zapalony obrońca równości wstąpił do Komunistycznej Partii Portugalii, a w 1991 r. światło ujrzała jego kontrowersyjna „Ewangelia według Jezusa Chrystusa”, w której obraz świętych oraz Boga znacznie odbiega od powszechnie przyjętego. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu „Miasta ślepców” znalazłem właśnie te informacje na temat autora. W wielu miejscach książki ma się wrażenie działania jakiejś dobrej, nadnaturalnej siły. Teraz wiem, że to efekt socjalistycznego poczucia sprawiedliwości społecznej, ale zacznijmy od początku…

Opowieść zaczyna się wraz z nadejściem epidemii. Osoby, których dotknęła, tracą wzrok. Pogrążają się jednak nie w ciemności, a w białym blasku. Tempo, w jakim zaraza dosięga kolejnych ofiar, jest błyskawiczne. Przyczyny wydają się jednać być nieuchwytne. Kilkoro pierwszych chorych zostaje zamkniętych w kwarantannie, której miejscem jest dawny szpital psychiatryczny. Los chciał, że te parę osób spotkało się wcześniej w jednym gabinecie okulistycznym. Jest to spoiwem grupy. Stary budynek tymczasem szybko wypełnia się nowymi podopiecznymi. Ślepcy mieszkają w jednym, a osoby podejrzane o kontakt z nimi w drugim skrzydle placówki. Pensjonariuszami nikt się nie opiekuje, a teren szpitala jest otoczony przez żołnierzy broniących świata zewnętrznego przed chorymi. Na próżno.

Saramago opisuje apokalipsę, przed którą nie można się bronić jak to miało miejsce w „Dżumie” Alberta Camusa. Opór, zawierający w sobie część istoty człowieczeństwa, staje się więc niemożliwy. Autor pyta, jaki byłby świat ślepców, czy utrata jednego zmysłu może spowodować szybką zagładę? Jeśli tak się dzieje, to czy osiągnięcia cywilizacji są jedynie pozornym ugięciem się przed ograniczającą nas władzą w postaci administracji, kultury i religii? Zastanawia się on nad istotą więzi społecznych, poczucia sprawiedliwości i wzajemnego szacunku. W szpitalu szybko pojawia się grupa przestępców, którzy wykorzystując swoją przewagę fizyczną i zorganizowane, przechwytują paczki żywności dostarczane przez państwo dla pensjonariuszy. Wydanie prowiantu uzależniają od opłat. Kiedy słabszym kończą się fundusze, żądają ich kobiet. Mężczyźni pozwalają na gwałty myśląc o kolejnej porcji strawy. Mieli wątpliwości, ulegli jednak strachowi i presji. Rodzi to pytania natury moralnej, ale nie tylko. Wątpliwości wzmaga panujący wokół chaos i nieład. Pomieszczenia i korzystający z nich mieszkańcy z każdym dniem osiadają brudem. Odróżnia on ich od zwierząt, niestety z korzyścią dla natury. Jak szybko ludzie mogą poddać się pierwotnym instynktom? Przykład zdziczałej staruszki żyjącej w izolacji pośród resztek ciał królików, których surowe mięso jadła, napawa niepokojem.

Pośród tej degrengolady pojawia się jednak promyk światła. Osoby, które zawiniły innym, zostają ukarane. Tak było ze złodziejem, który ukradł samochód ślepca po odwiezieniu go do domu. Zauważalna jest również wiara autora w dobrą naturę człowieka. Pokazuje on jednostki, które podczas całego tego zgiełku potrafią zachować się właściwie. Należy do nich żona okulisty, która w pewnym momencie przejmuje przywództwo nad grupą. Wykazuje się przy tym odwagą i heroizmem. Dźwiga na sobie ciężar utrzymania przy życiu całej drużyny, ale wyróżnia ją jedna cecha podkreślająca tragizm sytuacji. Kobieta musi też zmagać się ze swoimi słabościami, a nawet zbyt ludzkimi odruchami, aby jej towarzysze przetrwali. Saramago pokazuje walkę o resztki człowieczeństwa. Jak powiedział jeden z bohaterów:
Skoro nie możemy żyć jak ludzie, postarajmy się przynajmniej nie żyć jak zwierzęta. Objawia się to dbaniem o podtrzymanie wzajemnych dobrych relacji, współczuciem czy choćby utrzymywaniem czystości. Autor przekonuje, że w obliczach klęski ludzie potrafią trzymać się razem, a nawet w obcych można napotkać się na ludzkie odruchy. Ucieka on jednak od prostych odpowiedzi i na końcu książki stawia nad zachowaniem grupy znak zapytania. Scena dziejąca się w kościele odzwierciedla też jego stosunek do religii, co wywołuje dziwne uczucie po skończeniu lektury.

Saramago w swojej książce przedstawia tragiczną sytuację potrzebujących pomocy ślepców. Nikt jej jednak udzielić nie może, ponieważ wszyscy podzielili ich los. Przelewające się przez świat postacie niczym woda rozbijają się o przeszkody, a autor regularnie epatuje wstrząsającymi scenami. Sam tekst również przypomina płynący niepohamowanie strumień, ponieważ brak w nim podziału na dialogi i rozdziały, a akapity pojawiają się z rzadka. Książka jak zimny strumień wody przemywa nam twarz i pozwala otworzyć oczy, by dostrzec kwestie tak często pomijane. Przypomina nam, jak wiele spraw staramy się nie widzieć.

Damian Patoka

Autor: José Saramago
Tytuł: Miasto ślepców
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2002
Liczba stron: 318

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *