Kawał dobrej roboty

Jesteśmy społeczeństwem nieczytającym, przynajmniej w porównaniu z pokoleniem naszych matek, dziadków czy pradziadków. Nowe technologie, pośpiech, ukierunkowanie na karierę – to wszystko sprawiło, że literatura stała się mało potrzebna i nauczyliśmy się bez niej żyć. Półki w babcinych gabinetach zaskakują imponującymi zbiorami, wśród których można odnaleźć prawdziwe perełki, a także tak „oczywiste” pozycje jak „Wojna i pokój”, „Anna Karenina” czy „Listy z Afryki” Sienkiewicza. Dzisiaj gromadzimy w swoich domach kolekcje książek Gazety Wyborczej, ale przede wszystkim dlatego, że ładnie zdobią ściany, a nie dlatego, że pasjonujemy się literaturą.

Co zatem jest w cenie? Bo coś musi być, skoro Empiki są oblegane przez rzesze. Ludzie chodzą, krążą wokół półek, oglądają książki ze wszystkich stron, kiwają głowami podczas czytania recenzji. Najczęściej nie jest to jednak literatura na miarę Bułhakowa czy Reymonta. Czytamy książki popularne, kontrowersyjne, ekscytujące. Takie jak „Cichodajka” o nastolatce, która potajemnie uprawiała seks za pieniądze, czy „PIS-neyland”, bo to dzieło Tomasza Lisa. Jeszcze nie tak dawno błyskawiczną i imponującą karierę robił „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Pozycja szokująca, fascynująca, odkrywająca tajemnicę związku Jezusa Chrystusa z Marią Magdaleną. Choć napisana w tonie beletrystycznym, ze zmyśloną fabułą i ociekająca wszechobecną fikcją literacką, każdego, kto ją przeczytał, zaciekawiła skrzętnie skrywaną prawdą – czy rzeczywiście da Vinci miał dostęp do archiwalnych zapisków, świadczących o małżeństwie Zbawiciela?

Po szale na pozycję Browna, ludzie tłumnie zaczęli wyszukiwać dzieła o następnej, frapującej nazwie „Kod Biblii”. Do żadnych rewelacyjnych i wiekopomnych wniosków nikt nie doszedł, aczkolwiek znawcy tematu obstają przy swoim, że w Piśmie Świętym ukryta jest cała masa symboli. Jak widać, wyrazy typu „kod” już same w sobie są siłą sprawczą, dlatego bestsellerem ostatnich tygodni jest „Szyfr Szekspira” Jennifer Lee Carrell. Wystarczy przeczytać sam tytuł, aby zainteresować się zawartością – to numer jeden wśród najlepiej sprzedających się książek Empiku. Nieco wcześniej to miejsce zajmowała książka „Sekret” Rhondy Byrne, która miała zawierać w sobie tajemnicę atrakcyjności, bogactwa, sukcesu i szczęścia w miłości. Cóż, to tylko wydłużona wersja zachęty do pozytywnego myślenia. Ot, i cały sekret… ale książka na siebie zarobiła.

Sprzedająca się obecnie literatura niekoniecznie musi być wartościowa – żeruje na kruchej świadomości człowieka i jego zagubieniu w świecie. Po sukcesie „Harry’ego Pottera” (zasłużonym – co by nie powiedzieć, jest to doskonała baśń epatująca setkami fantastycznych pomysłów autorki) na rynku pojawiła się jego parodia, której bohaterem był Barry Trotter. Wszystko na opak i bezczelnie zniekształcone, ale książka sprzedała się bardzo dobrze i miała swoje „pięć minut”. Kupujemy bajeczki dla dzieci, bo napisała je Madonna, „Strach” Jana Tomasza Grossa, ponieważ porusza temat wciąż aktualny i bardzo kontrowersyjny, „Wojnę polsko-ruską” Doroty Masłowskiej, bo narusza konwencje i szokuje brudem, przeciętnością głównego bohatera i jego sposobem bycia oraz wyrażania się. Tymczasem z listy lektur znikają „Moralność pani Dulskiej”, „Grażyna”, „Krzyżacy”, „Konrad Wallenrod”…

Trudno dzisiaj wybrać wśród słownej papki oprawionej w twardą okładkę kawał dobrej roboty. Coś, co napisane jest świetnym językiem, ma nieprzeciętną fabułę i można w niej odnaleźć okruchy iskry bożej autora. Wszyscy nabieramy się na to, co ustawione jest w najbardziej widocznym miejscu księgarni. Świetna reklama to dla nas wystarczający powód, aby wydać kilkadziesiąt złotych na książkę. A przecież tak naprawdę nie o to chodzi, tylko wciąż oszukujemy samych siebie, że o tym nie wiemy.

Ewa Podsiadły

3 thoughts on “Kawał dobrej roboty

  1. i w tym tkwi cała prawda… kupujemy głównie dla okładek i atrakcyjności medialnej. I mówi to osoba, całkowicie zaczytana, polonistka! Tak, studiuję i czytam, czytam to co studiuje, ale wciąż się przyłapuję… kupuję i kupuję, nawet nie czytam co siedzi na półkach. Może z braku czasu a przyrostu chęci nad możliwościami? Liczę, że jak będę starszą panią na bujanym foteliku – bedę miała czas na moje tysięczne zbiory… Pozdrawiam troszkę pesymistyczną autorkę 😉

  2. Jak ja lubię to piętnowanie ślepego konsumpcjonizmu 😉 Mogę pocieszyć się, że nigdy nie sięgam po książkę, która jakoś wizualnie mi się spodobała, ale najpierw w głowie rodzi się ciekawość na jakiś temat i od tego zaczynam poszukiwania. Co do zjawiska; jest bardzo szerokie i z tego punktu widzenia można by zebrać całą grupę felietonów, gdzie każdy piętnuje poszczególną dziedzinę życia spłaszczoną, zbeszczeszczoną, spreparowaną macką marketingu i ogłupiania ludności, dewaluacji wartości duchowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *