Z perspektywy poststudenta II

 

Poranki to rzecz błogosławiona. Ty zdajesz się tryskać energią jak sześciolatek na cukrze, zdolny odnaleźć lukrowane przysmaki w szarych dziurach rzeczywistości. To chwile, gdy rodzą się niekiedy najlepsze pomysły, projekty czy choćby nadzieja na lepszą powtórkę z wczoraj.

Jutrzenka wita mnie po 5 nad ranem, gdy wymykam się z domu do pracy. Śledząc z taksówki ostatnie potyczki między dniem a nocą, układam w głowie plan zadań. Na pierwszym miejscu – studia i stypendia. Cel działań: informacje na temat wymaganych dokumentów. Wyliczam w myślach to, o czym wiem. Jest tego niewiele, ale mam kogo pytać. Znam polskiego profesora, który wesprze mnie swoim doświadczeniem i wiedzą. Kończę pracę i niczym naspeedowana gnam wysłać e-maila do zacnej duszy. Po tygodniach czekania dostaję lakoniczną notkę przekierowującą mnie do Application Office wymarzonej uczelni. Tego dnia utwierdzam się w przekonaniu, że o dziekanatach pisał już Dante, wyszczególniając wszelkie metody umęczania duszy studenta. Kolejny ranek: Departament Edukacji i Sportu. Kto może być lepszą skarbnicą wiedzy o szkolnictwie niż ci od organizowania tego. Szczęśliwie trafiam bez problemu i grzesznie sięgam po kluczyk do wrót wiedzy. Dostaję po łapach od sędziwych matron, które wciskają mi adres internetowy w drżące dłonie i zgrabnie wypychają na zewnątrz. Potrzebuję jakieś deski ratunku. Telefon do przyjaciela. „Idź do Citizen Information Point” podszeptuje. „Oni się na pewno będą znali”. Skierowuję swoje kroki i tam. Dostaję parę rzeczowych informacji (cierpliwość to jednak cnota) i adres potrzebny w dalszych poszukiwaniach. Następny poranek i dalszy przemarsz po mieście, tylko po to, by z wypiekami na twarzy opuścić instytucję z recepcjonistką bardziej zainteresowaną przestrzenią za mną niż mną samą. Czuję, że prędzej wyrosną mi skrzydła w kostkach niż się w końcu dowiem czegokolwiek istotnego. Z ciężkim sercem zasypiam na kilku niewygodnych pytaniach, na które wyjątkowo trudno znaleźć odpowiedz w mieście z 1000 instytucji do wszystkiego.

Sobotni ranek wita mnie promiennym słońcem na bezchmurnym niebie. Sącząc herbatę, gapię się na monitor laptopa. Nagle, niczym grom z całkiem jasnego irlandzkiego nieba, mam pomysł. Odszukuję adres do głównej strony internetowej Polaków na Zielonej Wyspie i wysyłam zapytanie na podanego e-maila. Po zaledwie paru godzinach dostaję klarowną odpowiedź z wymarzonymi odnośnikami i dobudówkami. Kąpiąca się w szczęściu, przeglądam dokument i robię notatki. Jeszcze komputer szlag weźmie i znowu zacznie się tropienie. Bogu dzięki za poranki. To prawdziwe błogosławieństwo w tym nieraz pokrzywionym świecie.

Ania Pospieszyńska

One thought on “Z perspektywy poststudenta II

  1. Zawsze twierdziłem, że gdzieś o dziekanatach, sekretariatach, gabinetach i wszelkiego rodzaju urzędach gdzieś juz czytałem. Dopiero Ania mi uświadomiła gdzie. I za to chciałbym jej podziekować… 🙂 Doskonały artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *