Wysokie okno – Raymond Chandler

Są autorzy, do których się powraca, jak do wakacyjnych miejsc, co przynoszą miłe wspomnienia. Wraca się, by przeżyć ponownie, wskrzesić, przypomnieć. Raz na pięć, dziesięć lat, nie szukamy na mapie krain nieznanych, nowych, a tym samym niepewnych, lecz inspirowani tajemniczym impulsem kierujemy swoje kroki ku temu, co było, ku pewniakom. Tam jest taki ładny widok z okna, obok miła kawiarnia, gdzie serwuje się przepysznego strudla…

Oczywiście zawsze może się okazać, że kawiarnie zamknięto, a za oknami trwa budowa nowego supermarketu, ale jadąc, nie bierzemy tego pod uwagę. Znamy markę, znamy tamten rejon, miejsce, hotel, dania – czujemy się swojsko. Mało tego, odczuwamy rozkosz, rozkosz podwojoną przez teraźniejszość i miłe wspomnienia.

Podobnie jest z niektórymi autorami. Są jak znane nam hotele, w których obsługa wita nas tymi samymi słowami, w takim samym tonie. Jedyne co, to zmieniają się klienci, chociaż i tu nie wszyscy. Są pewną marką gwarantującą styl, sposób narracji, klimat… Takim pisarzem jest Philip K. Dick, który niczym McDonald’s zawsze i wszędzie serwuje te same bułki z mięsem. Takim też twórcą jest Raymond Chandler.
Pamiętam moje rozczarowanie osiedlową biblioteką, gdy odkryłem, że przeczytałem wszystko posiadane przez nich pozycje podpisane R. Chandler. Poczułem się tak, jak turysta stojący przed hotelem, na drzwiach którego widnieje karteczka: „Zamknięte do odwołania”. Usiadłem na walizkach i czekałem, przeglądając codzienną prasę. Nigdzie się mi nie spieszyło, wakacje. Cierpliwość, zgodnie z naukami Biblii, została nagrodzona. Chudy cieć, pod postacią książki „Wysokie okno”, otworzył bramy…
R. Chandlera nie trzeba nikomu przedstawiać. Znany jest nie tylko wśród fanów kryminałów, lecz i wśród elity, na salonach tak zwanej „literatury ambitnej”. Człowiek, który stworzył wzór niedościgniony dla niejednego pisarza, inspirujący nieustannie, świat ciągle żywy, pasjonujący. Dzieło obecne w zatłoczonych autobusach, czytane w miękkich wydaniach między przystankami, poprzez kina, po uniwersytety i poważne prace naukowe.
Logo Chandler nie zawodzi i tym razem. W „Wysokim oknie” znajdziemy wszystko to, co u mistrza najlepsze.
Scenariusz rozpoczyna się typowo. Detektyw Marlowe zostaje zatrudniony przez egzocentryczną, bogatą kobietę do odnalezienia unikatowej monety – Dublonu Brashera, ozdoby kolekcji zmarłego męża. Z pozoru prosta sprawa okazuje się, jak to u R. Chandlera, posiadać drugie dno. A tym, co odkrywa detektyw, są mroczne zakamarki ludzkiej psychiki uwikłane w patologiczne relację. Ponury świat, w którym ciężko sprostać wymaganiom człowieczeństwa.

Tym, co czytali wcześniej R. Chandlera i tak jak ja stali się jego fanami, nie muszę polecać książki. Wystarczy, że powiem, iż kawiarenka dalej jest czynna, a strudla piecze ten sam piekarz. Ci zaś, co nie znają autora i jego dzieł, mówię: jedźcie tam, musicie to zobaczyć, musicie to przeżyć. Tylko się zbytnio przez okno nie wychylajcie

Oskar Szwabowski

Autor: Raymond Chandler
Tłumaczenie: Wacław Niepokólczycki
Tytuł: Wysokie okno
Wydawnictwo: C&T
Miejsce wydania: Toruń
Data wydania: 2007
wydanie IV
Liczba stron:
194

One thought on “Wysokie okno – Raymond Chandler

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *