Z perspektywy Poststudenta III

Kolejny koniec tygodnia spędzony między klawiszami laptopa wystukującymi rytm mijających sekund. Zastępcza forma zegarka, który zaginął gdzieś na liście rzeczy Do Kupienia Pewnego Pięknego Popołudnia. Rozbiegam się jak Alicja za białym królikiem i jakoś nie mogę znaleźć owej dziury pełnej niespodzianek. A podobno tyle się wydarzyło w przeciągu zaledwie miesiąca. Potok uporczywych przypominaczy przemyka pod zmęczonymi powiekami niczym masochistyczne rybki czyhające na spławik. A tu nie ma haczyka. Brakuje mi formy.

Za czasów kserówek i wycieczek do dziekanatu człowiek odkrywał w sobie pokłady niewyczerpanych pomysłów. Niczym MacGyver z gumką od majtek i wykałaczką, tworzyło się ściągi na miarę wynalazków Q, potterowskie pelerynki-niewidki czy wykwintne potrawy na bazie swojskiego smalca i cebuli z działki. Moja głowa bywała napompowana pomysłami, które motywowały mnie do pracy, podtrzymywały kondycję i nadzieję, że kartonowe półki przetrwają dekady(wytrzymały dwa lata). Za studenckimi murami osaczył mnie dziwaczny marazm sytuacyjny wysysający cenną wyobraźnię i kreatywność na rzecz dobrze odżywionej rutyny. Czas nie tylko przemyka mi przez palce, ale nijak nie umiem wykorzystać jego ziarenek w skuteczniejszy sposób. Rzecz kiedyś pospolita i wszędobylska stała się unikatowym delikatesem, lizakiem, którego zwędziłabym jakiemuś nieuważnemu przedszkolakowi. Bronię się, chodząc na zajęcia, czytając, spisując nieznane, katalogując nowinki językowe (zboczenie zawodowe?) i starając się robić to intensywnie i z pasją. Ale wiem, że nie ucieknę, bo zawsze dopadnie mnie jakieś niemiłosierne uczucie lenistwa i wyższości ciepłego łóżka nad wizytą w świecie impresjonistycznych plamek czy rubensowskich kształtów.

Krążę między półkami prywatnego zbiorku komiksów i książeczek +18 i wyciągam wybrańca dnia. Moszczę się na kanapie z kubkiem kawy w dłoniach i zatapiam w lekturze. Głaszczę brzegi stron, delektując gładkością papieru. I rozumiem, co zostało zagubione w przekładzie moich decyzji, akcji i zachowań. Świat jest monotonny, bo przytłoczona zmianami i chęcią dostosowania się, zapominam o istocie bodźców kreujących moje ja. Niczym wielki chomik, stoję w zepsutym kołowrotku i obrastam w nudę. Muszę sobie zmontować nową bieżnię .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *