Matka

Umarła matka. Jak to zwykle bywa, o dzień za wcześnie. Odeszła nagle, a ty zastygłeś nieruchomo, ze spóźnionymi słowami i otwartymi ustami, w połowie drogi po świeży chleb. Wiedziałeś już, że nie połamie sobie zębów na czerstwej bułce. Chleb niepotrzebny, bo kto otworzy usta? Ty. Ale chleb powoli przestawał smakować. Może nie umiałeś kroić tak jak ona? Zawsze wychodziły ci nierówne, koślawe kromki. W dodatku smarowałeś krzywo, na siłę wgniatając twarde, zmrożone masło, zbyt niecierpliwy, by poczekać, aż się rozpuści. Siłowałeś się z nieposłusznymi wiórami, zapełniając każdą dziurkę razowego pieczywa, ale i tak zawsze kończyłeś z żałośnie rozerwaną kromką. Chleb w pustym mieszkaniu zgrzytał między zębami, więc powoli przestałeś jeść.

Nie wiedziałeś tego jeszcze, ale matka tak naprawdę nie odeszła, jedynie prześlizgnęła się nocą przez pępek i zamieszkała u ciebie w brzuchu. Nie przejmuj się. Też nie mogłam uwierzyć. Wyobraź sobie moje zdziwienie. Wracam od chłopaka i widzę ciebie, tam na przystanku, zarzyganego, zwiniętego na ławce. Wiesz dobrze, że zasadniczo nie tykam takich jak ty. Przechodzę obok i mrużę oczy, jakbym wypatrywała autobusu.

Byłam już całkiem daleko, kiedy usłyszałam basowe dudnienie prosto z brzucha, jakiś niezidentyfikowany bulgot, kaszel, charkot, a po nim sapanie – nerwowe, chaotyczne; i znowu bulgot, wypluwanie, dławienie. Pomyślałam, dlaczego tak to kurwa jest, że zawsze ktoś mi musi zepsuć dzień, albo jakiś pieprzony Rumun, albo żebrak w knajpie, albo taki chlor jak ty. Zobaczyłam twój brzuch, pękaty, nabrzmiały niczym wór pełen surowych kartofli. Rzygałeś. Dwóch chłopaków zaczęło wkuwać rozkład jazdy. Trzeci przypomniał sobie o dziewczynie i wysłał smsa. Potem przyjechało 44 i zostałeś sam.

Nagle usłyszałam niewyraźny głos, przerywany chaotycznymi wydechami i łapczywymi haustami powietrza. Nie mogłam uwierzyć, gdy poproszono mnie, żebym nachyliła się nad twoim brzuchem. Miałam opory, ale jak tylko podeszłam bliżej, wszystko nagle stało się jasne. Prawdziwy potrzebujący znajdował się w żołądku. To była twoja matka, bezbronna wobec powodzi wódki.

Byłam oszołomiona i nie bardzo wiedziałam co robić, ale jej rzeczowe polecenia pozwoliły mi się połapać. Poprosiła, żeby cię zabrać do parku i położyć na ławce głową w dół. I zaapelowała, żeby nie przejmować się tym co będziesz gadać. Istotnie, w ciągu trzydziestu minut reanimacji przeszłam od „niewiasty” do „cipy” i „dziwki”. Gdy było po wszystkim, odprowadziłam cię do domu, tak jak mama prosiła. Przeprowadziła nas bezpiecznie przez całe osiedle, jak rozbudowany GPS przyszłości, który nie tylko informuje o zakrętach, ale również ostrzega o klatkach najczęściej obleganych przez chuliganów.

Kolejne zaskoczenie? Mieszkanie. Czyste i odremontowane. Zero kurzu, pleśni, pajęczyn. Długopisy poukładane, papiery złożone. Faktury i pieczątki na biurku. Obok schludna aktówka, wyprasowany garnitur, nienaganne krawaty. Wszystko wzorcowo, nawet artyleria wódki idealnie ustawiona na trzech półkach lodówki. Zaprowadziłam cię do łóżka i przykryłam kocem. Już po chwili spałeś jak dziecko.

Chwila przerwy i wytchnienia. Mama opowiedziała mi, że twój brzuch nie jest dla niej niczym nowym – mieszkała w nim już od twoich narodzin, ale na stałe, przeprowadziła się dopiero teraz i od razu spotkała ją ta nieprzyjemna niespodzianka. A wszystko sobie już ładnie urządziła – lampka nocna, druty i porządny zapas włóczki, żeby się nie nudzić w letnie wieczory. Nie rozumiała, skąd się wzięła ta powódź. Przecież zawsze była i będzie z tobą, tłuczkiem rozbijając niedopieczone mięso zalegające w żołądku i maścią smarując wrzody. Była bardzo miła i nawet zaprosiła mnie na herbatę.

– Pępek to najszybsza droga – rozwiała wszelkie moje wątpliwości.
– Im bliżej jesteś brzucha, tym łatwiej wejść.

Dowiedziałam się, że nazywasz się Tomasz i pracujesz w jakiejś dużej firmie, gdzie zarabiasz niegłupie pieniądze i to dlatego jest tutaj taki porządek, bo jesteś bardzo rzeczowy, dokładny i pracowity, a pijesz po cichu, tak, że nikt nic nie wie, nikt się nie skarży.

Wróciłam do domu na kilka minut przed północą. Dopiero na klatce przypomniałam sobie o telefonie. I wtedy zobaczyłam cztery nieodebrane połączenia. Wszystkie od mamy. Czekała na mnie w szlafroku, wycierając okruszki z kuchennego blatu. Opowiedziałam jej wszystko, co się dzisiaj wydarzyło.

– Z kim ty się szlajasz? – oburzyła się. – To na pewno jakiś pedał lub pedofil.
– Gdyby działo się coś złego, wiedziałabyś pierwsza. Przecież poczułabyś drżenie mojego brzucha – uspokoiłam ją – poczekaj, pójdę się szybko wykąpać. Wymyję zwłaszcza pępek, żeby ci było łatwo wejść.

Uśmiechnęła się i już po chwili plotkowałyśmy sobie, ja w łóżku, a ona ze mną, wygodnie rozłożona w brzuchu.

Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Nie mogłam przestać myśleć o twojej matce. Z samego rana byłam już pod twoim blokiem. Drzwi do mieszkania były uchylone – musiałam zostawić niedomknięte. Twoja mama powitała mnie ciepło i uspokoiła; to ona wymknęła się w nocy i otworzyła drzwi. Wiedziała, że przyjdę.

Kiedy tylko się obudziłeś, podziękowałeś mi za pomoc, zacząłeś płakać i wyznałeś miłość. Zaskoczyłeś mnie, ale dokładnie pamiętałam, co miałam ci przekazać.

– Nie bój się – odpowiedziałam spokojnie.
– Musisz pielęgnować drzewo. Twoje jedyne, zasadzone w brzuchu. Nic o nim nie wiesz? Każda matka sadzi, nawozi i podlewa je od urodzenia, wszystko po to, żebyś szedł przez życie z płucami pełnymi świeżego powietrza. Nie wiesz jak o nie dbać? Twoja mama wie. Pomasuj brzuch, gdy będziesz gotowy zamienić z nią parę słów.

I siedzimy teraz tu, lata później, w tej zapomnianej kawiarni na rogu ulicy, ja, ty i nasze plotkujące mamy. Wpadłam na chwilę, bo przechodziłam akurat obok. Ciekawa jestem jak w pracy, jak narzeczona, jak się wam wszystko układa. Pewnie znowu czujesz motyle w brzuchu, prawda? Zdradzę ci sekret. To nie motyle. To mamy szczypią nas za każdym razem, gdy czują, że to może być to. Słucham? Rozstaliście się? Przykro mi, nie wiedziałam. Mama musiała się pomylić.

Ale jej malutkie dłonie i tak codziennie będą rozgrzewać twój brzuch.

Koniec

Tekst: Jakub Pawłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *