Z pamiętnika Postudenta

Stuk, stuk. Plastikowe bombki na choince. Stuk, stuk. Grube obcasy stewardes w jaskrawo niebieskich mundurkach. Zamykam oczy i staram się nie myśleć o czasie lotu. Dwie godziny oddzielają mnie od pełnej lodówki polskich frykasów.

Ponad 150 minut w niewygodnym siedzeniu, walki o podparcie na łokieć i braku poduszki pod szyją. Odczuwam dyskomfort wywołany własną bezdenną głupotą. Książki w głównym, a laptop zakopany w schowku pod bagażami stęsknionych za domem pasażerów. Już po 30 minutach zaczynam tonach w fotelu w nadziei na znalezienie snu. I lot mija w radosnym oczekiwaniu na dźwięk wysuwanego podwozia. Stuk, stuk. Gumowe kola na pasie startowym. Stuk stuk. Pędzące wózki emigrantów zgłodniałych wigilii Made In Poland, którzy w desperacji rzucają się na taksówki. Czyżby poganiał ich strach przed zbyt szybkim nawrotem codzienności z Zielonej Wyspy?

Trudno orzec, co sprawia, że tak wiele osób wraca na święta do domu. Jeden z głównych czynników to zdjęcie na szafce nocnej. Miło jest cieszyć oko kolorowym obrazkiem w 2D, ale ciekawsze wrażenia odbieramy jednak przy odbiorze 3D z opcją dotyku, smaku i zapachu.

Zawsze jest lepiej sprawdzić, czy zdjęcie jest wciąż aktualne i upgradować emigrancką rzeczywistość poprzez dodawanie aktualizacji na temat ilości bliskich jak i stanu inwentarza. Ja wracałam do stęsknionych rodziców i despotycznej siostry przywiązanej do mnie jak chomik do kołowrotka.

Obok mnie stało 90 kilo mięśni z przyciasnymi spodniami w kroku i brodzikiem inteligencji. Przez telefon, niczym bohater książek Masłowskiej, chwalił się koledze, że niejaka panna X chętnie by się zatraciła w jego garderobie, ale temu tygryskowi nie do końca zabawka się podobała. Swoimi głębokimi myślami uraczył całą salę, gdyż nadawał jak informacja na dworcu centralnym. Ciekawe, co u niego stoi na szafce nocnej… No chyba, że ma dostęp do wielu…

Lotnisko to miejsce stworzone do obserwacji. Patrząc na ludzi, zauważasz ich status, wartości i wady. Przylatujący i odlatujący to niezrzeszona komuna indywidualnych charakterów, na których bazują statystyki. I to o tyle intrygujące, że ludzie nie siedzą jak myszy laboratoryjne w oszklonej klatce. Sami je stworzyli, zapełniając kąty ulubionymi produktami i markami, aby poczuć się jak w pobliskim centrum handlowym. Tyle, że tutaj są bardziej statyczni, przez co łatwiejsi do uchwycenia. Plus, za to siedzenie nie trzeba im płacić. Lecąc kategoriami, mamy matki-polki, stęsknionych małżonków, panny na wydaniu, panów na zaliczaniu, zestresowanych pracoholików za skąpych lub biednych na pierwszą klasę, pisklaki spragnione domowej atmosfery i kuchni. A NAWET zdarzają się turyści, ale ci to rzadkość. Póki co, ja przypnę sobie plakietkę stęsknionej i wygłodzonej i grzecznie wciągnę się w wir świątecznych przygotowań.

Zostały mi niecałe 3 tygodnie do powrotu. W tym czasie zaliczę lekarzy, zrobię zakupy i nawiedzę znajomych, którzy mnie jeszcze pamiętają i chcą zachować ten stan rzeczy. I będę na świętach… Z karpiem, szklanymi bombkami i cukierkami na choince. A jak będę czekała na samolot, to sobie znów popatrzę na ludzi. I zanotuję, kto wraca z niezmienionym zdjęciem na szafce nocnej, a komu zostanie pusta ramka.

0 thoughts on “Z pamiętnika Postudenta

  1. Co do tych niecałych 3 tygodni… jeszcze kiedyś powiedziałbym że to mnóstwo czasu na nadrobienie zaległosci rodzinnych, na spotkania ze starymi znajomymi… kurcze jak to pod wpływem nabycia co raz to większej ilości lat zmienia się punkt widzenia o ilości czasu… 😐

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *