Autolokwid

Kto nie pracuje, nie ma prawa do wypłaty.


W takiej sytuacji, przed oczami każdego człowieka, jawiły się wszystkie po kolei zasługi, jakie przez całe życie profesjonalne ponosił, aż do feralnego dnia absolutnej klapy, której nie zmyje już żadna nagroda ani premia.
Zawieszony Zhutky wyjął z szuflady służbowy automatyczny długopis tylko do użytku wewnętrznego, z unoszącym się w gold wasser popiersiem prezesa na tle godła firmy, wytarł rękojeść, oddał honory godłu i pokłony zdjęciu oraz sprawdził, czy wkład jest nabity. Zamknął oczy, włożył do ust i położył palec na wyzwalaczu. Nie ma powrotu – kulka w łeb.


– Nie. To nie elegancko – pomyślał. – Zagryzmolę tuszem i jeszcze poplamię portret (prezesa).
– Czas spisać służbowy testament i przekazać przełożonym zasługi – chwycił znów długopis i powtórnie przeładował, gdy nagle od strony kulki doszedł piskliwy głosik.
– Uważaj! Jestem nabity!
– Wiem, zawiodłem na całej linii ¬– załkał drżącym głosem Zhutky.
– Powoli, bez gwałtownych ruchów, otwórz szufladę, w prawym rogu, pod druczkami jest blankiet zasług z wpisem do akt personalnych. Coś się da zrobić – rzekł długopis.
– Zacznijmy od początku – kontynuował po krótkiej chwili.
Urodzony dnia takiego i takiego, roku takiego i takiego w miejscowości takiej i takiej.
– No, no – zasób Zhutky’ego z uznaniem pokiwał głową.
– To dopiero wstęp – chwalił się pisak z wyraźną nutą dumy.
– Teraz daj książkę w twardych okładkach.
Zasób Zhutky’ego poszperał na półce, otworzył „Miałem sen” prezesa i długopis zrobił wpis.
Przyszłemu zasobowi, za świetnie rokujące dla firmy wyniki w nauce i awans do następnej klasy na skutek promocji.
Dyrektor, Rada Pedagogiczna i Komitet Rodzicielski.

– No taak, ale klas było osiem… Może nie starczyć książek…
– Zaraz zaraz, a nie dają nagród za całokształt? – zapytał długopis. –Zmieniamy:
Przyszłemu zasobowi za całokształt ukończenia szkoły podstawowej.
– No no, ty masz wkład – nie mógł wyjść z podziwu zasób Zhutky’ego.
– Tak. I to wkład w twoje zasługi – długopis nie grzeszył skromnością.
– Ale z mocną podstawówką, to do historii podwórka, najwyżej ulicy, ale nie firmy. Co ze szkołą średnią, nie mówiąc o studiach? Chciałbym z wyższym wykształceniem…
– Nie szukaj dyplomów – spokojnie odrzekł długopis i już pisał.

Doktorowi inżynierowi takiemu a takiemu w podziękowaniu za aktywny udział w organizacji akademii z okazji obchodów dwunastogodzinnego zakładowego dnia pracy.
– Są studia i za jednym zamachem doktorat. Tylko nagroda Nobla i po wszystkim – długopis pstryknął kilka razy nonszlancko na znak gotowości.
– Może już starczy. Prezes się zdenerwuje – długopis przyznał rację i nagrody Nobla już nie przyznali.

– Zasługi zasługami, ale po tym, co zrobiłem, wyjście może być tylko jedno – długopis się zgodził, ale pozostał nabity do dyspozycji, pozwalając nerwowo pstrykać przyciskiem, aż w końcu nie wytrzymał.
– Przestań, bo tusz we mnie kipi. Wytrzyj wkład i dawaj formularz. Przejrzeli dokładnie rubryki oraz objaśnienia na odwrocie i zabrali się do wypełniania. Przez cały czas płynęły łzy i tusz, kiedy przed nimi w sporym skrócie przewijała się kariera zawodowa zasobu ubarwiona już wyliczonymi pisemnie przez długopis zasługami.
Wypełnili: „Zasób ludzki lub środek nietrwały”, „Nazwa łamane przez imię i nazwisko”. „Przyczyna likwidacji lub Niepotrzebnych skreślić” – tu dokonali samoskreślenia.
Treść uwag długopis wypełnił tekstem następującym:

Firma na dzień dzisiejszy

Uprzejmy panie Prezesie Droga Firmo i Rado Nadzorcza.

Nie spełniwszy oczekiwań pokładanych w mych zasobach, w ostatnim porywie dynamizmu lojalnie proszę o pozwolenie na autolikwid. Proszę o zgodę bez znieczulenia.
Na dzień wczorajszy, zasób byłego pracownika.

Autolikwid to najwyższa forma wyznania lojalności, której można dostąpić jedynie na bazie uznanych zasług w dziedzinie, na polu albo linii, oczywiście nie zapominając o zawiedzeniu pokładanych nadziei.
Wypełniony formularz włożyli do koperty i zasób spojrzał na zegarek. Było pięć przed dwudziestą drugą, więc poczekał pięć minut i nadał numer nocnika, co równoważne jest z nadaniem biegu strumieniowi biegu.
– Nie wytrzymam. Kulka w łeb – już naciskał wyzwalacz długopisu, gdy nagle za pięć siódma rano wpadła sekretarka prezesa.
Zbity po łapie z tropu rozładował długopis i odłożył na biurko.
Przez chwilę na tle zasług i zawiedzionych nadziei zamajaczył mu jej biust pochylonej nad biurkiem, która nie była automatyczna, choć niektóre ruchy miała profesjonalnie mechaniczne. Tradycyjny biust był jednak niedostępny osłaniany ustawą o danych osobistych. Wyszła, pozostawiając na biurku pismo.
Podniósł kartkę i oddał honory podpisowi, następnie lojalnie zapomniał o wszystkich biustach świata pracy.
W dole jego pożegnalnego podania widniała ukośna adnotacja:
Z uwagi na zasługi na piśmie – zezwalam.
Juliusz Cezar prezes Apotęczak.

– A jednak niszczarka! – pomyślał z ulgą, a przede wszystkim dumą.
Firma dysponowała wydajnym urządzeniem z opcją do zasobów. Przeszedł kurs obsługi tego profesjonalnego she destroyera i po zlikwidowaniu kilku opieszałych, czuł się zaawansowanym operatorem.
Po uzyskaniu zgody na formę obrzędu, udał się na ostatniego papierosa do specjalnie do tego celu wyznaczonego pomieszczenia. Wyjął powoli z paczki, przyjął podany przez byłego podwładnego ogień i zapalił. Papieros nieubłaganie malał.
– Palenie skraca papierosa – zdobył się na ostatni poryw mentalnej kreatywności i czas było udać się do pomieszczenia ostatecznego, czyli niszczarni. Jak gdyby nigdy nic, z opuszczonym do połowy krawatem opuścił palarnię.
– Cholera! Toż to dziś dzień lojalności – będzie tłok.
Korytarzami szły delegacje złożyć deklaracje i ofiary. Kiedyś wystarczało samopozostawienie zasobów po godzinach, ale te czasy minęły i wymagano ofiar daleko większych. Korytarzem szły kondukty i intonowały.

Pion tworzymy pion
Naszej firmy trzon
Podstawowy człon

Tak więc mijał korowody, z hymnami na ustach, wiodące ofiarne zasoby. Dźwigano środki trwałe, toczono nietrwałe, a przełożeni prowadzili opieszałych i niewydajnych z opuszczonymi aż do masztu krawatami.
Tymczasem czekając aż przejdą, pozdrawiał i bezwiednie, ot tak z przyzwyczajenia, próbował jeszcze łapać plusy, które jednak, dziwnie oślizłe, wymykały się z rąk, pozostawiając cuchnacy śluz. W końcu kondukty przeszły i za ostatnim dołączył do pochodu. Gdy pomieszczenie ostateczne było już puste, wszedł do wnętrza. Pobrzmiewały jeszcze ostanie nuty hymnu centrali i wentylator usuwał swąd po ostatniej ofierze. Wprawnie zresetował urządzenie, wysunął podajnik, zdjął obuwie i wszedł z całą godnością, jaką jeszcze w zasobach posiadał, a której musiało wystarczyć na zaszczytny likwid. Ceremonia w wybranej opcji wymagała odcięcia krawata, kołnierzyka i ogolenia pojemnika zasobnika – w tym wypadku jego samego.
Wszystko szło gładko. Automatyczny nóż wprawnie obciął kołnierzyk. Gdy ten już odjeżdżał na taśmie, a krawat płynnie nawijał się na nawijarkę, rozległ się obrzydliwy zgrzyt.
Okazało się, że zasób Zhutky zapomniał wyjąć z krawata szmaragdowy emblemat firmy. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu miał jeszcze szanse na rubinowy. Emblemat okazał się środkiem wystarczająco trwałym by zatrzymać wysokowydajną maszynę.
Awaria nie była poważna. Specjalny układ wyłuskał emblemat i podał go z powrotem. Przez cały czas urządzenie zachowywało się przyjaźnie bawiąc intuicyjnymi komunikatami.
Za niedoprowadzenie procedury do finału, zasób Zhutky’ego po wieczne czasy utracił prawo do Autolikwidu i jego służbowa dusza do odwołania nie zazna spokoju, tułając się po gabinetach między biurkami i kręcąc nieziemskie numery w firmowych telefonach. Nikt słuchawki nie podniesie. Chociaż, być może po przejściu kuracji w renomowanym zakładzie relaboryzacji?
Podobno każdy, najbardziej nawet bezduszny zasób duszę służbową ma. Organ ten waży dwadzieścia jeden gramów i to tam zapisany jest cały kod, a nie w poskręcanym bezładnie DNA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *