Z Pamiętnika Poststudenta

Z Pamiętnika Poststudenta

Nareszcie wygrzebałam się ze stosu papierzysk i podręczników. Jeszcze stoję chwiejnie na nogach, ale to zesztywnienie kończyn dolnych powinno wkrótce ustąpić. Zabawne… Czuję się nieco zdrewniale, taki niby Pinokio, tyle że dziewczynka. Pora nadrobić zaległości, a zatem do klawiatury. Tylko gdzie ona była…

Upłynęły ponad dwa lata od zamknięcia za sobą szkolnej bramki. Wszelkie ślady studenckiego życia zamknęłam w kartonowych pudłach na strychu, zabierając jedynie ze sobą dyplom. Dobrze jest mieć przy sobie dowód, ze owa szkoła to wytwór wyobraźni Ministerstwa Edukacji, a nie Twój. Moja dotychczasowa przygoda poststudencka pozwala mi odkrywać liczne oblicza stanu zwanego dorosłością. Do pewnego stopnia jestem wyzwolona. Nie dość, ze mam własne konto bankowe, to sama je zasilam. Czasy bycia biednym studentem minęły bezpowrotnie, nadeszła epoka nieskończonych rachunków wystawianych na moje nazwisko. Zakładam, ze nawet jego zmiana, by niewiele pomogła, gdyż jak to ktoś powiedział:” Śmierć i podatki to rzecz nieunikniona.” Muszę się jednak przyznać, ze bycie samowystarczalnym napawa mnie dumą i radością, przy najmniej do pewnego stopnia. Wszystko skupia się na mojej osobie, i podbudowuje moje narcystyczne ja. Choć sama jestem sobie panią, to jednak brakuje mi swobody niebieskiego ptaka. Budowanie szafek z kartonów, dziwaczne projekty artystyczne, spotkania językowe przy sangrii – elementy mojej dawnej rzeczywistości, dodające nieco smaku i aromatu. Teraz to juz mile wspomnienia pracoholika. Statycznie 2/3 dnia spędza za biurkiem, próbując odhaczyć wszystkie punkty z listy obowiązków. Czasami jakiś krótki kursik albo dwa, towarzyskie spotkanie, ksiązka, film w kinie. I dom. I łóżko. A potem dźwięk budzika i kolejne 2/3 doby przy monitorze. Rutyna to rzeczy dobra na trawienie. Spokój ducha zagwarantowany, potencjalne katastrofy zażegnane. I żyje się dalej, z zegarkiem przed oczami i komórka przy uchu…. A może tak kolejne studia…Tyle czy warto, jeśli i tak koniec z góry jest znany?

Kawa wypita, komputer wyłączony. Idę odgruzować moje biurko. Pora znaleźć mojego chłopaka. Ktoś musi wynieść śmieci…..

0 thoughts on “Z Pamiętnika Poststudenta

  1. Oceniam jeno narrację. To jest istotne.
    Co do życiowej treści nieistotnej, to koniec studiów jest znany przy założeniu, że ułatwią potem życie, i tym podobne merkantylne podejścia. Chodzi o bycie studentem (i nie melanże mam tu na myśli), a nie o to, co potem można będzie posiadać…

  2. Hmmm dopiero teraz to czytam…
    Ja od dwoch dni jestem juz wolny od szkolnej rutyny. Ciazyla nade mna jak taka ciemna burzowa chmura praca magisterska. W koncu sie obronilem, dlaczego w koncu… bo powininem byl sie bronic 2 jak nie 5 lat temu (rocznikowo) 😉 22 lata wlacznie w szkole poczawszy od podstawówki lecąc przez liceum jedne studia potem drugie. I teraz nasuwa sie pytanie ile z przeciagu tego 22-letniego edukowania zapamietałem… 😀
    Moze z 5 % będzie 😉 chociaż i to nie jest pewne, bo zawsze byłem noga z matmy. Drugie pytanie czy to, co zapamietalem sie w zyciu jakos przyda??? hmm hmm ciezkie pytanie a jeszcze trudniejsza odpowiedz.
    Kolejna rzecz ok ukonczylem studia mam te magiczne mgr, wielka ulga tylko po jaka cholere teraz zastanawiam sie nad dokotratem – kolejne 4 lata education – chyba mnie juz totalnie powaliło 😀

    Michał – Kłodzko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *