Tośmy się przejechali…

Od 1 października Warszawska Kolej Dojazdowa (WKD) zafundowała nam prezent: kolejną podwyżkę cen biletów jednorazowych i okresowych. Tego typu wyskoki nie powinny już chyba nikogo dziwić, zwłaszcza, że nasz zapobiegliwy Rząd, wykazujący się rosnącym instynktem samozachowawczym, nie pozwala za nic w świecie, byśmy zbyt pewnie się poczuli, i ucieszyli od czasu do czasu groszem w portfelu.


Mieszkam bardzo blisko stacji po trasie WKD na tyle daleko od stolicy, by walczyć z tak zwaną „drugą strefą”, czyli droższymi biletami. Ceny przejazdów są absurdalnie wysokie, nieadekwatne do warunków jazdy (jeśli komuś w tym momencie zaświtało słowo „komfort” to dobrze radzę się zastanowić, czy można go uzyć w jednym zdaniu z WKD). Nie należę do malkontentów, a WKD znam odkąd otworzyłam dobrze na świat oczy, a to już ładnych parę lat temu. Sama w sobie z założenia jest wybornym rozwiązaniem – łączy stacje często niestyczne z PKP z Grodziskiem, Milanówkiem czy Warszawą. Ma nieco zmienioną trasę odkąd wystartował pierwszy skład EKD/WKD w 1927 roku, lecz wciąż uznana jest za najlepszy węzeł komunikacyjny tego regionu.
Tak się niefortunnie złożyło, że obecnie chodzę o lasce i na własnej skórze odczuwam czym jest wsiadanie do tego cuda transportu. Perony są mimo przebudowy nadal zbyt niskie, a schodki strome. Przydają się bezwzględnie taterniczo-ekwilibrystyczne zdolności. A nie nie, to niskopodłogowe cacko, dumnie prezentujące się na kilku fotografiach w internetowej witrynie WKD, to tylko jeden, jedyny skład, który w dodatku psuje się coraz częściej i jest wyłączany nieraz z ruchu.
Kiedyś po trasie Milanówek – Warszawa jeździli ludzie legitymujący się kulturą; w składach było bardzo bezpiecznie, zawsze czysto, a ludzie uśmiechali się do siebie. To nie bajki, tak było naprawdę. Obecnie zza szyb w kolejce świata nie widać, podróżowanie polecam zatem osobom z dużą wyobraźnią. Późnym wieczorem i nocą można jechać bez biletu, bo kontrolerzy boją się schodzić nawet na perony. Nie raz i nie dwa byłam świadkiem wysadzenia w szczere pole między przystankami dwu „kanarów” przez zakapturzonych delikwentów, których jedno spojrzenie wystarczyło, by cały wagon siedział cicho. Pod siedzeniami walają się puszki po piwie, a monitoring przedziałów to fikcja, pijaczki bezkarnie przepychają się i kotłują na oczach dzieci i przerażonych matek, a ochrona kolei, która powinna z marszu zareagować, sama cierpi na „syndrom samoobrony” i zamierzoną ślepotę.
Rankami panuje niesamowity ścisk, wysyczane ze złością słowo: „froterysta” to też norma, a na wielu stacjach wciąż nie ma kas ani punktów sprzedaży biletów. A bilety kupione u maszynisty, są – naturalnie – obłożone stosowną dopłatą.
Ja bym tego nie napisała, gdyby nie rozsierdziła mnie ta ostatnia podwyżka. Z cielęcą cierpliwością znosiłam wszelkie niedogodności uśmiechając się każdego ranka do skwaszonych i zaspanych min, aż niektóre z nich także wykrzywiały się w końcu w uśmiechu. Wracałam nocami, a czasem nad ranem, owijając się w gigantyczną arafatkę, bo gdy trwały remonty na wysokości Rakowa, przez 2 miesiące działy się dantejskie sceny z przesiadkami i strach było maszerować nawet te parę metrów po torach w zupełnej ciemności.
Zasłanianie się „znacznym wzrostem cen energii oraz towarów i usług konsumpcyjnych” jest już tak wyświechtane, że brzmi jak wulgarny przerywnik w ustach kolejnych instytucji użyteczności publicznej, na które to Rząd właśnie spycha odpowiedzialność za budżetowego twista.

Żeby nie było, że jestem niewdzięczna! Już nie wiem, który rok ładuję pieniądze w sakiewkę tej niewdzięcznicy bez słowa skargi. Tym razem jednak ustalającym stawki biletowe hamulec najwyraźniej się urwał. Pozostaje mi podreptanie jutro rano z uśmiechem na peron i bezgraniczna wiara w cud oświecenia, że gdyby ceny biletów zredukowano, może emerytów i rencistów także byłoby stać na przejazdy. I kolej zaczęłaby zarabiać…No, ale nie wymagajmy zbyt wiele.

Więcej na stronie:
http://www.wkd.com.pl/index.php/pl/news/full/158
Aczkolwiek nie polecam jako lekturę przed snem. Nikt nie ma chyba ochoty zasypiać z niestrawnością?

Izabella I. Karter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *